Piłkarze, skończcie z tą żenadą!

Po zeszłotygodniowym meczu Legii Warszawa z Wisłą Kraków czuć smród. Jest to smród brzydkiego oszustwa, jakiego w tym spotkaniu dopuścił się piłkarz mistrzów Polski Miroslav Radović. Serb wprawdzie strzelił dla Legii zwycięskiego gola. Powinien być bohaterem. Ale więcej niż o bramce mówiło się o żałosnej próbie wymuszenia faulu i czerwonej kartki dla rywala.

W 21. minucie ligowego klasyku doszło do prawdziwej boiskowej żenady. Pędzący w kierunku krakowskiej bramki Radović ścigany był przez Ivana Gonzaleza. Nie został nawet tknięty, lecz nie przeszkodziło mu to w tym, by w świetle najnowocześniejszych kamer i na oczach tysięcy kibiców przed telewizorami przewrócić się w sposób najbardziej perfidny. Żałosne aktorstwo. Niektórzy żartują, że chciał poczuć się jak Robert De Niro. Jednak amerykański aktor brawurowo wcielał się w role słynnego boksera lub barwnego taksówkarza, zaś piłkarz Legii przypominał amatora z filmów klasy Z. Niestety sędziowie dali się nabrać i pokazali Wiślakowi żółtą kartkę. Na tym „popisy” Radovicia się nie skończyły. Oburzony Serb ruszył w kierunku sędziego próbując wymusić czerwony kartonik dla niewinnego rywala. Mało? Pora więc na kolejny pokaz bezczelności. W przerwie meczu Radović udzielił wywiadu, w którym przekonywał, że był faulowany. To nic, że tysiące ludzi widziały jak zawodnik postępuje wbrew zasadom. To nic, że pół Internetu płonęło od krytykowania jego haniebnego zachowania. Radović bez mrugnięcia okiem okłamywał nas wszystkich, że rywal spowodował jego upadek.

To bezczelne nieposzanowanie zasad Fair Play. Zachowanie, którego Radović powinien się wstydzić. Sytuacja skłoniła mnie więc do tego, by wypocić kilka słów o boiskowych „aktorach”. W ostatnich latach piłka nożna, przy całej swojej wielkości i popularności, jest dyscypliną, z której wiele osób po prostu… kręci bekę. Zewsząd sypią się żarty o tym jak odróżnić piłkarza od rugbisty. I każdy już wie, że ten pierwszy w przeciwieństwie do tego ostatniego, udaje, że go boli, podczas gdy rugbista zaciska zęby i walczy mimo wielkiego bólu. Oczywiście w piłce nożnej zdarzają się twardziele. Ale przez zachowania takie, jak to Radovicia, o tej pięknej dyscyplinie mówi się jak o sporcie uprawianym przez płaczków. Zupełnie niesłusznie, ale wielu piłkarzy dostarcza ku temu powody.

Pretensji za taki stan rzeczy nie należy kierować wyłącznie do serbskiego gracza Legii. Podobnie jak on zachowuje się wielu zawodników. Od małych wiejskich boisk po areny Ligi Mistrzów. Należy z tym walczyć. To zwykłe oszustwo. Nie wiem, jak sportowiec, który pada jak długi, krzyczy i robi na twarzy grymas bólu, mimo że nikt go nawet nie dotknął, potrafi spojrzeć w lustro i cieszyć się wygranym meczem. Z takim zachowaniem trzeba walczyć. Należy takie sytuacje wybić z piłkarskich boisk tak jak piłkarze Widzewa wybijali piłkę z pola karnego w końcówce słynnego meczu z Broendby. Wyplewić tę zarazę jak chwasty.

Dużo mówi się o czerwonych kartkach dla symulantów. Wydaje mi się, że to dobry pomysł. Mogłoby to odstraszyć oszustów mających za nic czystość sportowej rywalizacji. Ale przede wszystkim za walkę z symulantami powinny wziąć się media. To byłaby najpotężniejsza broń. Przykładowo dany zawodnik, niedotknięty przez przeciwnika, przewracający się, udający poturbowanego i błagający sędziego o kartkę za niewinność powinien zostać w telewizji/radiu/gazecie obśmiany. Panowie w programach sportowych powinni usiąść i zrównać zawodnika z ziemią. Powinni go wyśmiać, pokazać haniebną sytuację kilka razy, skrytykować go, powiedzieć, że taka postawa nie jest godna sportowca, zrobić to w sposób, który go skompromituje. Tak, że następnego dnia będzie mu wstyd wyjść na ulicę. Tak, że dzieciaki na podwórku nie będą chciały grać jak on, a kolekcjonując naklejki, tej z jego twarzą nie wkleją do albumu jako pierwszej. To powinno pomóc. Skoro zawodnik zachowuje się poniżej godności sportowca, musi liczyć na takie konsekwencje. Często mówi się o czystości sportu. O walce z dopingiem, o korupcji czy błędach sędziowskich. A symulki w stylu Radovicia to także wirus trapiący sportowy świat.

Żeby go pokonać, nie wolno przechodzić nad tym do porządku. Skrytykowany i ośmieszony zawodnik (oczywiście z umiarem, nie chcę nawoływać do wyzywania zawodników od najgorszych) być może zmieni zachowanie, nie będzie kaleczył obowiązujących w sporcie zasad i kłamał kibiców w żywe oczy. Być może się poprawi, przeprosi, wyciągnie wnioski i zacznie grać w piłkę, zamiast udawać, naciągać sędziego i po prostu oszukiwać, a potem opowiadać kłamstwa w wywiadach oglądanych przez tysiące ludzi.


pubsport.pl