„Po Klingenthal lepiej ugryźć się w język”

Za nami jedna z najdziwniejszych inauguracji Pucharu Świata w skokach narciarskich. Miało być efektownie i pięknie, wyszło raczej żenująco. Tym razem szczęście dopisało Polakom, ale wyciąganie jakichkolwiek wniosków na podstawie farsy w Klingenthal mija się kompletnie z celem.

Niedzielny „konkurs” miałem okazję obserwować w „niedzielnej atmosferze” – przy stole na imieninach kogoś z rodziny. Tradycyjnie ile było osób, tylu ekspertów, którzy wszystko wiedzą. Może to być nieco denerwujące, ale jest raczej nieszkodliwe. Gorzej, gdy w identyczny sposób zaczynają się zachowywać ludzie mogący w świecie skoków uchodzić za autorytety. Od wczoraj mamy prawdziwy wysyp wypowiedzi trenerów, byłych skoczków itp. Czytam je i jestem trochę przerażony – większość z nich, jak ja, oglądała zawody w telewizji, widziała dokładnie to co ja, ale prawie każdy wypowiada się tak jakby jechał tą windą z Bardalem i Schlierenzauerem.

Espen Bredesen jest zdziwiony, że Bardal się przestraszył, a Wojtek Fortuna nazywa Schlierenzauera tchórzem. W podobnym tonie, tzn. z taką samą pewnością, przekonaniem o własnej mądrości utrzymane są komentarze na temat wygranej Krzysztofa Bieguna. Otóż okazuje się teraz, że triumf 19-latka był tak „pewny jak Tiger Woods w golfie”, wygrana Krzyśka nikogo nie zaskoczyła, a Niemcy już w czwartek wygrawerowali jego nazwisko na pucharze dla triumfatora konkursu. Kogo by nie zapytać – wiedział Krzysiek wygra. Jan Szturc poszedł dalej:

Krzysiek jest w stanie utrzymać formę z początku sezonu nawet do igrzysk. To jest raptem dwa i pół miesiąca.

Pierwszy trener Małysza wypowiada się tak jakby Igrzyska były za tydzień. Zdarzały się w historii różne przypadki, ale wymagać od DEBIUTANTA, by przez prawie trzy miesiące był na szczycie, w tak wyczerpującym sezonie? Trochę to karkołomne. Zwłaszcza, że bardziej prawdopodobne jest chyba to, że Krzysiek do Soczi nawet nie pojedzie. Przecież jeszcze parę godzin temu nie było pewne czy lider Pucharu Świata zjawi się za tydzień w Kuusamo. Bo jego plan celem na najbliższe miesiące są Mistrzostwa Świata juniorów, nie ZIO.

Gdyby objawiła nam się teraz perełka zdolna wygrywać w tak młodym wieku konkurs za konkursem, byłoby doskonale. Tylko że ten nasz słynny narodowy optymizm (teraz to już Polacy wygrają wszystko) budujemy na podstawie zawodów, których nie udało się rozegrać nawet w połowie. Na Vogtland Arenie rządził wiatr, to była loteria dosłownie jak duży lotek – 6 z 49. Akurat zdarzyło się że , że w tej szóstce było trzech Biało-Czerwonych. W losowaniu LOTTO też czasem wypadają trzy kulki tego samego koloru. Cieszmy się tym, ale jeszcze nie patrzmy na nas jak na potęgę w skokach. Jasne – mamy potencjał, by nią być – jest silna grupa młodych skoczków, dobry sztab szkoleniowy i trenera z „głową na karku” ale jeszcze nic nie wygraliśmy. Klasę będziemy musieli potwierdzać podczas Turnieju Czterech Skoczni, MŚ Juniorów, ZIO w Soczi i MŚ w lotach. Dlatego dziś wolę milczeć na temat naszych szans w tych wielkich imprezach, bo wiem, że nic nie wiem. Pamiętacie co było przed rokiem? Po falstarcie biało-czerwonych większość z nas miała ochotę wywieźć Kruczka na taczkach. Parę miesięcy potem okazało się jak niewiele warte są długoterminowe przewidywania budowane w oparciu o jeden czy dwa konkursy.

Z optymizmem czekam na następne zawody – Polakom udało się wreszcie doprowadzić do sytuacji, gdy kilku zawodników jest w stanie zajmować miejsca w czołówce. Są regularni, od kilkunastu miesięcy widać u nich ciągłe postępy, dojrzał też Kruczek – on ma dokładnie rozpisany plan na cały sezon. Wie kiedy kadrowiczom na Soczi potrzebna będzie przerwa w startach, m.in. na przygotowanie kombinezonów. Może to oczywiste, ale nie wiem czy tak było zawsze. I właśnie to jest doskonały kapitał na przyszłość – dużo cenniejszy niż wczorajsza wygrana Bieguna oraz wysokie miejsca Żyły, Kota i Ziobry. Nawet on nie gwarantuje nam jednak choćby jednego medalu, jedynie znacząco zwiększa prawdopodobieństwo sukcesów. Nie obniżajmy go nadmiernym pompowaniem balonika i wywieraniem wielkiej  presji na nasz team.

Na zakończenie chciałem przypomnieć pewien „konkurs” z historii. Pożegnanie Adama Małysza, tzw. skok do celu. Tam też mocno wiało, zabawy nie udało się przeprowadzić w planowanym kształcie. Adam i zaproszeni goście oddali tylko po pokazowym, króciutkim i dość niebezpiecznym skoku. Prawie wszyscy – wycofali się chyba tylko Austriacy. Bo choć było po sezonie, to oni wiedzieli, że zdrowie jest najcenniejsze i przyda się w przyszłości – chociażby w Soczi. Można uznać ich za tchórzów, dezerterów, ale według mnie to oznaka mega profesjonalizmu. Tamten epizod sprzed paru lat pomaga mi zrozumieć wczorajsze zachowanie Gregora Schlieranzauera. Może nie było ono do końca fair wobec kibiców, ale bardzo rozsądne. Oby tego rozsądku nie zabrakło żadnemu z aktorów spektaklu pt. Puchar Świata w skokach narciarskich 2013/14.

Cytat z Jana Szturca za www.sportowefakty.pl


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/