Po meczu z Portugalią

 Polacy po wczorajszym remisie z Portugalią mogą czuć się szczęśliwi. W końcu przez 75 minut to podopieczni Paulo Bento stwarzali sytuacje, zdecydowanie przeważali. To oni grali piłką, a kopacze Smudy po prostu za nią latali.

Portugalczycy zagrali na dużym luzie. Próbowali ciekawych rozwiązań akcji, ładnie rozgrywali piłkę, a Polacy, często długimi fragmentami, zamknięci byli na własnej połowie. I tak wyglądała większa część spotkania. Portugalczycy grali, a Polacy latali   za piłką i od czasu do czasu stworzyli sobie jakąś sytuację. Niewątpliwie spotkaliśmy się wczoraj z ekipą klasową, naszpikowaną gwiazdami, widać było to na boisku i na zwycięstwo raczej nie zasługiwaliśmy, chociaż w ostatnich piętnastu minutach mieliśmy kilka naprawdę dobrych sytuacji, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Dobrą zmianę dał Mierzejewski. Wprowadził sporo ożywienia w poczynania ofensywne Polaków i naprawdę mógł się podobać. W Trabzonie nie gra ostatnimi czasy regularnie w podstawowej jedenastce, a to martwi, bo myślę, że Mierzej, gdy jest w wysokiej formie, jest jednym z najlepszych naszych piłkarzy. Ma cechy rozgrywającego, czyli przegląd pola, dobre prostopadłe podanie, stały fragment, a zarazem cechy skrzydłowego, potrafi wejść w drybling,  ładnie kiwnąć, posiada niezłe przyśpieszenie. Jednak  ława w Turcji może spowodować, że Adrian w tej dobrej dyspozycji na Euro nie będzie.

Co nie co należy też powiedzieć o Obraniaku. Ewidentnie widać, że wrócił do formy. Jeszcze kilka miesięcy temu były takie momenty, że Ludo mnie już irytował, nie podobała mi się jego gra, denerwowałem się na Smudę, czemu tak, niemal bezgranicznie, mu ufa. Teraz wiem czemu tak było. „Franz” po prostu wiedział, co ten gość potrafi. A potrafi zrobić bardzo wiele. Świetnie zrobiła mu zmiana otoczenia i przejście do Bordeaux, gdzie wyraźnie odżył, gra w podstawowym składzie i jest jednym z lepszych grajków Żyrodnystów. Wczoraj zagrał bardzo dobrze, pokazał, że ma i szybkość i technikę. Chyba to był jeden z najjaśniejszych punktów, jeśli chodzi o nasz zespół.

Po raz kolejny łatwo było zauważyć zdecydowanie słabszą, pod względem defensywy lewą stronę. Wawrzyniak znowu naprawdę nie zachwycił. Nani w wielu sytuacjach robił z nim zupełnie co chciał, w ogóle naprawdę nie mam do Kuby przekonania, ale chyba i tak jest najlepszy z naszych lewych obrońców.

Jeśli chodzi o drugą stronę naszej defensywy, a tam, jak wiemy, latał Łukasz Piszczek, to była ona lepsza od lewej flanki, aczkolwiek boczny obrońca Borussi i tak nie zagrał jakoś bardzo dobrze. Zagrał przyzwoicie. Tyle. Potrafił często powstrzymywać Ronaldo, ale też czasem dawał się ogrywać. W ofensywie, a może przede wszystkim w ofensywie, to też nie był ten Łukasz, który co tydzień w Bundzeslidze sieje postrach w szeregach defensywnych rywali. Owszem, Łukasz potrafił  się  do akcji ofensywnej podłączyć, ale tam, w przodzie, nie miał takiego błysku, nie miał tego co ma w BVB. Powiem tak, gdyby tak zagrał Wawrzyniak, to bym powiedział, że super, ale jak się już ma takiego obrońcę jak Łukasz, który staje się już piłkarzem klasy światowej, to trzeba wymagać od niego czegoś więcej niż solidności, bo ma do tego ogromne predyspozycje i w lidze naszych zachodnich sąsiadów pokazuje to tydzień w tydzień.

Bardzo widoczny był brak Roberta Lewandowskiego. Jeleń, co nie dziwne, bo w końcu w Lille grał bardzo mało, jest kompletnie bez formy. Wczoraj nie pokazał zupełnie nic. Raz znalazł się w dobrej sytuacji, ba kapitalnej sytuacji, ale ją zmarnował w dziecinny sposób. Mógł tę pamiętną akcję, rozpoczętą fatalnym dograniem Nelsona, zakończyć na miliony sposobów, wybrał jeden z najgorszych. Mógł próbować delikatnie lobować leżącego już Rui Patricio, mógł podać do Obraniaka, który, gdyby dostał piłkę, znalazł by się oko w oko z…… pustą bramką. Napastnik Lille był mało widoczny. A Lewandowski w większości meczów reprezentacji jest cały czas pod grą, wychodzi do piłek, a jego rola nie polega wyłącznie na czekaniu na piłkę na sam na sam od partnera czy na przyjęciu i uderzeniu. On w reprezentacji pełni też rolę swoistego rozgrywającego. Potrafi przyjąć piłkę tyłem do bramki, odwrócić się, rzucić fajną, prostopadłą piłę, rozegrać do skrzydła, kiwnąć, a także uderzyć. Można by rzec….. kompletny napastnik. A Jeleń jest tylko i wyłącznie przeciętny, a w dodatku ostatnio w ogóle bez formy, a murawę we Francji może powąchać tylko od święta.

Pragnę zwrócić uwagę na jedno. Brak agresywności. Portugalczycy za łatwo rozgrywali sobie piłkę na 30 metrów od bramki Szczęsnego, bardziej agresywny atak polskich zawodników pojawiał się dopiero na 25  metrze od bramki Wojtka. Nie było nękania rywala, po prostu nie było takiej agresji na piłkę, nie było tego ostrego pressingu.

Jeśli chodzi o rozgrywanie piłki przez Polaków, to tutaj również widać problem. Polacy często za łatwo piłkę tracili, ale chodzi mi przede wszystkim o  brak spokoju w tym rozegraniu. Brakowało pewności siebie. Polscy piłkarze bali się dłużej przetrzymać futbolówkę. Oczywiście, nie grali tylko i wyłącznie na kontrę, ale próbowali się przedostać pod bramkę Patricio małą ilością podań. Trzy, cztery podania, wrzutka, Jeleń nie doskakuje i futbolówka przy nogach grajków Paulo Bento. Tak to często wyglądało. Sądzę, że nie jest to spowodowane brakiem umiejętności Polaków, a po prostu brakiem pewności siebie, strachem przed przytrzymaniem piłki, dłuższym jej rozgrywaniem.

Teraz słówko o stadionie i o atmosferze na meczu. Stadion, owszem, piękny. Robi wrażenie. Ale atmosfera mi się średnio podobała. Kibice raz na kiedy krzyknęli: „Polska, Polska…..” I co? I nic więcej. Nie było tego stałego dopingu, stałego wsparcia dla zawodników. Nie było głośno. Obawiam się, ba, jestem tego niemal pewny, że na Euro będzie bardzo podobnie.

A i jeszcze jedno. Te gwizdy w stronę Portugalczyków, a przede wszystkim w stronę Ronaldo. To mi się bardzo nie podobało. Przyjeżdżają do nas jedni z najlepszych piłkarzy świata, przyjeżdża najlepszy, obok Messiego, piłkarz naszej planety, a my ich wygwizdujemy. Powinniśmy się cieszyć, że do Polski na mecz przyjeżdżają tacy zawodnicy. My takich nie mamy. Pamiętam, jak w eliminacjach Hiszpania pojechała na mecz do kraju bardzo zacofanego futbolowo, z i tak niewielką na piłkarskiej mapie Polską, nieporównywalnego. Mowa tu o Lichtenstainie, tam, jak przyjechał Villa i inni, to było istne szaleństwo. Z trybun, słychać było okrzyki: „Villa, Villa, Villa”. Nie twierdzę, że my, polscy kibice, mamy zachowywać się identycznie, chodzi tu o dobro własnej ekipy, pod względem piłki nie jesteśmy krainą futbolowo tak słabą,  jak wspomniany Lichtenstain, ale, moim zdaniem, na takiego Ronaldo czy Naniego nie powinno być gwizdów, powinien być szacunek, przynajmniej jak schodzą z boiska. Piłkarze są to wielcy, na ten szacunek zasługują i większość polskich kibiców w domach ich podziwia. I dodatkowo bardzo lubi.

Na lotnisku, czy stadionie Polonii kibice zachowywali się super. Ale ich zachowanie, względem Latynosów,  na Stadionie Narodowym, jak już  wspominałem, nie podobało mi się.

Do Euro zostało 99 dni, wczoraj zagraliśmy chyba ostatni tak poważny mecz przed tą imprezą. Jest jeszcze sporo do poprawki. Miejmy nadzieję, że Smuda już o to doskonale zadba.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl