Pociąg dojechał do mety

Zgodnie z zapowiedzią jest felieton o Ekstraklasie, ale z naciskiem na Polonię Warszawa. Znaczy się tylko o Polonii Warszawa.

Tydzień temu do końca trasy dojechał pociąg o nazwie ?Ekstraklasa?. Do mety dojechał również wagon o nazwie Polonia Warszawa. Czarne koszule uplasowały się na siódmym miejscu w końcowej tabeli. Ten wagon prowadziła w sezonie piątka ludzi: Jose Maria Bakero, Paweł Janas, Theo Bos, Piotr Stokowiec i Jacek Zieliński.

Zacznijmy więc od trenerów. W tym sezonie, jak już napisałem była ich piątka. Będę szczery ? nie pamiętam, żeby kiedykolwiek klub prowadziło tyle szkoleniowców. Zwykle drużynę prowadzi jeden trener, czasami dwóch, ewentualnie trzech, z tym że wtedy jeden pełni rolę szkoleniowca tylko przez chwilę, przejściowo. Polonią Warszawa też dowodził trener przejściowy, Piotr Stokowiec zasiadł na ławce w jednym ? przegranym ? meczu zZagłębiem Lubin. Potem został zwolniony. Na początku jednak Polonię prowadził Hiszpan Bakero. Dla wszystkich ludzi pracujących na Konwiktorskiej warunek jest ten sam ? trzeba zgadzać się z prezesem, który pełni również rolę właściciela klubu z Warszawy. Były graczBarcelony tego warunku nie spełnił. Skłócił się z Józefem Wojciechowskim, przez co ten tylko czekał na okazję by zwolnić Hiszpana. Bakero powodów mu nie dawał. Wygrał trzy pierwsze mecze, w tym derby Warszawy z Legią, – o których napiszę później – potem zremisował z Widzewem Łódź. Przegrał dopiero z świetnie dysponowaną wtedy Koroną Kielce. Właściciel nie wybaczył mu klęski i Bakero pożegnał się z posadą, którą zajął Paweł Janas. Były selekcjoner reprezentacji Polski w 10 meczach zdobył tylko dziesięć punktów, czyli tyle samo ile Bakero w czterech. Polak więc w przerwie zimowej ustąpił miejsca kolejnemu obcokrajowcowi, tym razem Holendrowi, Theo Bosowi.

To była jedna z najgorszych decyzji Józefa Wojciechowskiego od… właściwie to nie od tak dawna, bo zwolnienie Bakero też na dobre wcale nie wyszło. W każdym bądź razie, Bos okazał się bossem tak beznadziejnym, jakich mało. Oprócz doprowadzenia piłkarzy do finałuMarbella Cup nie zrobił nic. Trofeum nie zdobył, w lidze Polonia stoczyła się jeszcze niżej, Czarne Koszule dobrze grały tylko w sparingach. Dwie porażki, jeden remis i gra, jakiej sobie nie można wyobrazić przy zespole ekstraklasowym szybko doprowadziły do zwolnienia Bosa, a przy okazji jego holenderskiego sztabu, który okazał się równie beznadziejny co on. Dyrektor sportowy Jan de Zeeuw kupił kilku piłkarzy i wszyscy okazali się niewypałami! Przecież Đorđe Čotra miał wygrać rywalizację zarówno z Maciejem Sadlokiem jak iTomaszem Brzyskim, ale rzeczywistość szybko się zintegrowała do poziomu tych piłkarzy i Serb grzał ławę!

O Piotrze Stokowcu nic nie napiszę, bo prowadził Polonię za krótko. Zajmę się za to Jackiem Zielińskim. Ojciec sukcesu Lecha w LE pracował już kiedyś w Polonii. Jako jeden z niewielu szkoleniowców, pożegnał się z Wojciechowskim w dobrej atmosferze, dzięki czemu mógł na stanowisko trenerskie wrócić. Zieliński zażądał przywrócenia Ebiego Smolarka, wyrzucenia ze składu pomyłek transferowych Bosa, jak Cotra czy Rekisz i dostał to. Wuefista zmotywował Polonistów tak dobrze, że ci, mimo stracenia bramki już w 2. minucie meczu z Koroną jeszcze w pierwszej połowie wbili rywalom trzy trafienia. Jacek Zieliński doprowadził Polonię do czterech zwycięstw z rzędu, min. z Lechem Poznań. Spotkanie z Kolejorzem widziałem na własne oczy, muszę więc powiedzieć, że Czarne Koszule nie grały imponująco. W strzeleniu gola trochę pomogło im szczęście, a także to, że zespół z Poznania nie umie grać w przewadze. Wracając jednak do tematu Zielińskiego, był to najlepszy szkoleniowiec jaki usiadł na ławce trenerskiej w tym sezonie. Takie jest przynajmniej moje zdanie ? były trener Kolejorza zdobył w ciągu 10 meczów 23 punkty, to o 2 więcej, niż wszyscy pozostali szkoleniowcy uzbierali przez pozostałą część sezonu ? 20 spotkań…

Z piłkarzami było podobnie jak z trenerami. Kiedy szkoleniowcy dobrze sobie radzili ? jak Zieliński czy Bakero ? nasi kopacze zdobywali punkty, strzelali gole i walczyli za trzech. Kiedy jednak pojawił się dowódca o futbolu pojęcia nie mający, za którym Poloniści iść nie chcieli wyniki były, jakie były. Mimo to, kilku piłkarzy grało dobrze. Niektórzy w części sezonu, a wybitne wyjątki genialną formę utrzymywały przez cały sezon. Wyjątek był oczywiście jeden, Adrian Mierzejewski. Ciągnął tą Polonię wyżej w górę tabeli, ale na podium im się wskoczyć nie udało. Wyróżniali się na pewno Artur Sobiech, najlepszy strzelec Czarnych Koszul, z dziewięcioma bramkami i siedmioma asystami na koncie. Nie wygrał klasyfikacji kanadyjskiej ogólnie, jednak udało mu się pokonać wszystkich innych napastników w tejże konkurencji. Bardzo dobrą rundę wiosenną miał Łukasz Piątek, podobnie Sebastian Przyrowski, który bronił bardzo pewnie. Rodzi mu się chyba mocna konkurencja, ponieważ Michał Gliwa wziął sobie do serca jesienne wpadki i kiedy dostał szansę wiosną wykorzystał ją w 100%. Nie puścił gola w trzech meczach z rzędu, a w spotkaniu z GKS-em Bełchatów obronił rzut karny. Najrówniej z obrońców grał Tomasz Jodłowiec, choć nie mogę powiedzieć, żeby reszta defensywy prezentowała się dużo gorzej. Sprawdziły się transfery Macieja Sadloka i Adama Kokoszki, stoperzy dobrze wkomponowali się w zespół. Trzeba zauważyć, że dzięki defensorom, Polonia straciła tylko 26 goli, najmniej po Lechu w lidze. Mi osobiście bardzo podobała się gra Bruno. Wiem, że jest boiskowym leniem i przez większą część spotkań przeszedł obok, ale za czasów Zielińskiego grał kapitalnie. Podobnie mu szło, kiedy drużynę prowadził Bakero, wtedy również był wyróżniającą się postacią. Nie za dobrze mu szło, kiedy zespołem dowodzili kolejno: Janas, Bos i Stokowiec.

Trudno jednoznacznie ocenić Euzebiusza Smolarka. Ostatecznie ani nie zawiódł, ani nie zachwycił. Udany początek, później równia pochyła do końca rundy jesiennej, ale w tym roku zaczął momentami przypominać starego, dobrego Ebiego. Co prawda może oczekiwaliśmy trochę więcej po byłym (?) reprezentancie Polski oraz najlepiej zarabiającym zawodniku Ekstraklasy, ale przecież nie będziemy wołać o pomstę do nieba? Smolarek miał zarówno mecze dobre, jak i słabe. Zdarzały mu się przebłyski geniuszu, jak np. w meczu z Ruchem Chorzów ? zarówno w pierwszym jak i w drugim, ale potrafił też uderzyć Manuela Arboledę. Fakt, że był sprowokowany, ale jednak rękę uniósł, prawda?

Na koniec krótki akapit o derbach Warszawy, czyli sprawie dla kibica którejkolwiek drużyn ze stolicy najważniejszej. Możemy chyba czuć się królami w derbach. Pokonaliśmy Legię 3:0 po kapitalnym meczu na Konwiktorskiej. Niestety polegliśmy na Łazienkowskiej, ale tylko 0:1, po samobójczym trafieniu Sadloka. Szkoda też, że jesteśmy od Legii w tabeli niżej, i to aż o 4 miejsca.

Podsumowując, najlepszym momentem tego roku było zatrudnienie Zielińskiego. Od tego momentu wszystko zaczęło układać się po naszej myśli. Szkoda tylko, że Wojciechowski nie pomyślał o tym w przerwie zimowej, może bylibyśmy w tabeli dużo wyżej. A tak, siódma pozycja. Nie jest ona zła, jak popatrzymy na poprzedni sezon, ale przecież mieliśmy walczyć o mistrzostwo Polski, a nie środek tabeli…?

 


pubsport.pl
Tomek Mądry
Pochodzę z Poznania, aktualnie mieszkam w Ząbkach. Kibic Chelsea, FC Koeln. To tyle. Jestem zwyczajnym, szarym człowiekiem, który postanowił się czymś interesować. Wybrał sport. Oprócz amatorskiego grania w piłkę nożną i uprawiania badmintona piszę także od listopada bloga. W styczniu założyłem nowy i teraz publikuje wpisy na obu adresach. Dnia 10 marca postanowiłem zarejestrować się na pubsport.pl i umieszczać również tutaj moją publicystykę. Na moim blogu i na pubsport znajdziecie na pewno co czwartek - felieton o Chelsea i wiele, wiele innych.
http://kwestor.blox.pl/html