Podobny scenariusz, poznaliśmy obie role (cz.1 – „horror z happy endem”)

Wczoraj pokonaliśmy Włochów 3:2 po meczu pełnym emocji. Nasza gra zaczęła się dopiero w 3. secie. Dziś ulegliśmy Brazylijczykom 2:3, bo graliśmy znakomicie do… połowy trzeciej partii. Efekt jest taki, że po ostatniej piłce w piątek czuliśmy wielką radość, a dzisiaj (przynajmniej ja) odczuwam niedosyt pomimo awansu na Igrzyska Olimpijskie, co było naszym celem.

Zanim zacznę się użalać nad porażką, pocieszę się wczorajszą wygraną. Bardzo namawiałem rodziców, żeby pozwolili mi iść do szkoły dopiero po zakończeniu spotkania z Włochami. Co prawda i tak tego dnia mam na 09:00, ale to by oznaczało, że zdążyłbym zobaczyć ledwie trzy partie. Dlatego kiedy Włosi prowadzili 2:0, poszedłem robić sobie śniadanie. Na szczęście nie musiałem się spieszyć, bo w przeciwieństwie do tego, co prezentowaliśmy w tym meczu, coś się ruszyło. Weszli Jakub Jarosz, Michał Ruciak i pociągnęli naszą grę. Nie waham się powiedzieć, że to oni wygrali dla nas to spotkanie!

Tak, wiem, Ameryki nie odkryłem, lecz ci, którzy spojrzą w chłodne statystyki i meczu nie widzieli, popukają się w głowę, gdy przeczytają poprzedni akapit. Zobaczą jednak też fatalną dyspozycję Bartosza Kurka i przeciętną Zbigniewa Bartmana. To właśnie był problem w pierwszej godzinie spotkania – nie miał kto kończyć. Nawet środkowi mylili się częściej niż zwykle. Na szczęście, później „wyzdrowieli” z tej niemocy i bombardowali Włochów jak leci (25 punktów – czyli seta – nasza drużyna zdobyła właśnie po atakach Możdżonka i Nowakowskiego).

W poprzednim wpisie o PŚ pisałem, że z Łukaszem Żygadło, gra nam się lepiej. Patrząc na to spotkanie muszę wycofać to stwierdzenie i powrócić do tego sprzed turnieju – mamy dwóch naprawdę kapitalnych rozgrywających i już. Na pewno w podsumowaniu turnieju nie będę w stanie wybrać, który z tej dwójki jest lepszy. Bardzo się cieszę z tego powodu. Świadczy to o tym, iż mamy wyrówaną i silną ławkę rezerwowych, czego idealnym przykładem jest potyczka z Italią.

Rywale zagrali znakomite trzy pierwsze sety. Gdyby wygrali 3:0, organizatorzy mieliby spory problem z wyborem MIP. Michał Łasko zaprezentował się dobrze, choć nieco gorzej aniżeli w poprzednich meczach. Lecz i tak umiał skończyć trudne piłki, czym nas nieco denerwował. Z kolei kapitan drużyny, Cristian Savani okazał się świetny w bloku, a Ivan Zaytsev na zagrywce. Tylko później trochę zwolnili tempo i to ich zgubiło.

Tomasz Zimoch pod moim postem na facebooku o treści:”(…)WARTO BYŁO ZOSTAĆ W DOMU!”, zostawił komentarz:

„Lenin powiadał: po pierwsze – uczyć się, po drugie – uczyć się, po trzecie – uczyć się…”

Tak znakomitej postaci wypadałoby się posłuchać, ale odpowiedziałem, że pięć lat temu, podczas meczu z Rosją na MŚ w Japonii (jako piątoklasista) także zostałem w domu, a Polacy przegrali pierwsze dwa sety, by kolejne trzy wygrać w pięknym stylu. Gdy zdarza mi się na Youtubie obejrzeć filmik z końcówki V seta, łzy napływają mi do oczu. Mecz z 2 grudnia 2011 prawdopodobnie zostany zapisany w mej pamięci tą samą czcionką, co tamto spotkanie.

Przejdź do części drugiej


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl