Podsumowanie ATP 2010: Francuska paczka

Gaël Monfils, Michaël Llodra, Richard Gasquet, Jo-Wilfried Tsonga, Arnaud Clément – wspaniali Francuzi, jedni z moich ulubionych tenisistów. Happy endu w postaci zwycięstwa w Pucharze Davisa nie było, ale ta francuska paczka w kolejnych latach może dać fanom tenisa we Francji mnóstwo powodów do radości.

Półfinalista Roland Garros 2008 Monfils i te jego szalone akcje, dążenie do odegrania każdej, nawet najtrudniejszej piłki, ekwilibrystyczne pozycje, nierzadkie cyrkowe popisy, czasem jest to sztuka dla sztuki nic sobie nie robiącego z problemami ze stawami skokowymi Francuza, ale jak tu nie kochać uroczego, zawsze uśmiechniętego Gaëla, który tworzy zapierające dech w piersiach widowiska, choć czasem przesadza z nadmiernym ryzykiem narażając się na niepotrzebny uraz. Najświeższy w jego wykonaniu indywidualnie drugi finał w Paryżu-Bercy. Magiczne zwycięstwo nad Federerem po obronie pięciu piłek meczowych. Wcześniej także po emocjonujących trzysetówkach odprawił Fernando Verdasco i Andyego Murraya. Bawiący się z kibicami Gaël swój jedyny tegoroczny tytuł zdobył pod koniec października w Montpellier. W Wielkich Szlemach jedyny ćwierćfinał osiągnął w US Open.

30-letni już Llodra to jeden z ostatnich zawodników stosujących taktykę serwis-wolej. Okazał się wielkim przegranym finału Pucharu Davisa, gdy w decydującej piątej grze nie wytrzymał psychicznie starcia z Viktorem Troickim. Indywidualnie był to jednak dla niego najlepszy sezon w karierze. Bardzo dobrze zrobiła mu współpraca z Amélie Mauresmo, która wydobyła z niego głęboko skrywane rezerwy i dzięki niej odzyskał pewność i wiarę we własne możliwości. Michaël w tym sezonie wywalczył dwa tytuły (Marsylia, Eastbourne), a w US Open doszedł do III rundy eliminując finalistę Wimbledonu Tomáša Berdycha. W Paryżu-Bercy osiągnął półfinał pokonując w pięknym stylu Novaka Đokovicia, a przegrywając z Robinem Söderlingiem (Szwed obronił trzy piłki meczowe) po jednym z najlepszych meczów sezonu w męskich rozgrywkach. Oby grał jak najdłużej, bo tacy tenisiści jak on odchodzą już do lamusa.

Do Gasquet nie ukrywam mam wielką słabość. Ten nieszablonowy Francuz od momentu, gdy się pojawił w męskim tenisie zrobił na mnie ogromne wrażenie. On ma wszystko, jest technicznym geniuszem, zawsze chce grać pięknie, ale często zawodzi go skuteczność. Nawet głupia wpadka dopingowa nie zmieniła mojego nastawienia do przebojowego Ryśka. I runda Australian Open 2010, naprzeciw siebie stają dwaj tenisowi czarodzieje: rosyjski (Michaił Jużnyj) i francuski (Gasquet). Richard prowadzi 2:0 w setach, ale schodzi z kortu pokonany. Tego co się tam działo nie sposób opisać słowami, trzeba było po prostu zobaczyć te zapierające dech w piersiach wymiany, pełen przegląd tenisowego warsztatu, wspaniałe wymiany z głębi kortu, zmiany rotacji, mnóstwo piłek podcinanych, kątów, strzałów wzdłuż linii, spięć podsiatkowych. Widowisko na miarę wielkoszlemowego finału, a to była tylko I runda. Kolejne przednie widowisko, dzięki którym Richard ma niezliczoną liczbę fanów na cały świecie. Wszyscy mamy nadzieję, że 24-letni już Richard zacznie czarować nie tylko w pojedynczych spotkaniach i półfinał Wimbledonu 2007 nie będzie jego najlepszym wielkoszlemowym osiągnięciem. Gasquet jedyny tegoroczny tytuł zdobył w maju w Nicei w finale pokonując w trzech zaciętych setach Fernando Verdasco. Poza tym zaliczył finały w Sydney i Gstaad. W Wielkim Szlemie najlepiej wypadł w US Open dochodząc do 1/8 finału.

Tsonga zwany Muhammadem Alim tenisa oczarował cały świat w 2008 roku, gdy grając porywająco i bez żadnych kompleksów doszedł do finału Australian Open. W kolejnych dwóch startach w Melbourne Park osiągnął ćwierćfinał i półfinał. Poza tym w swoim dorobku ma jeszcze ćwierćfinał tegorocznego Wimbledonu. Posiadający jeden z najwspanialszych bekhendów, szalenie widowiskowy przy siatce Francuz niestety podobnie jak Monfils miewa często problemy z kontuzjami. W tym sezonie w meczu 1/8 finału Roland Garros z Michaiłem Jużnym nabawił się kontuzji prawego biodra. Powrócił na sam Wimbledon i walczył w nim o półfinał, ale przegrał z Andym Murrayem w trakcie meczu doznając kontuzji rzepki w lewym kolanie. Opuścił całe amerykańskie lato z US Open włącznie. Powrócił na początku października w Tokio i przegrał w I rundzie z Finem Jarkko Nieminenem. Potem osiągnął ćwierćfinał w dużym turnieju w Szanghaju, by następnie w Moskwie w pierwszym meczu ulec Serbowi Viktorowi Troickiego. Pod koniec października w Montpellier dotarł do półfinału i to był dla niego koniec sezonu. Mistrz juniorskiego US Open 2003 musiał zrezygnować z walki o Finały ATP World Tour z powodu problemów z lewym kolanem. Podobna rzecz spotkała go w 2008 roku, gdy musiał poddać się operacji prawego kolana i przepadły mu igrzyska olimpijskie w Pekinie. Mający na swoim koncie pięć tytułów Jo-Wilfried (wszystkie wywalczył w 2008 i 2009 roku) sezon 2010 kończy bez żadnego finału, a z trzema półfinałami na koncie. Czy Francuz, który podbił serca kibiców w Melbourne Park w 2008 roku zbliży się jeszcze do tamtego osiągnięcia?. Historia tenisa zna jednak wiele przypadków finalistów Wielkiego Szlema, którzy już nigdy nie powtórzyli tego osiągnięcia z różnych względów. Wierzę, że Tsonga do nich nie dołączy i wszystko co najlepsze jeszcze przed nim, jeżeli tylko zdrowie pozwoli.

Obchodzący dziś, czyli 12 grudnia, 33 urodziny Clément to taki właśnie jednorazowy finalista Wielkiego Szlema (Australian Open 2001). W swoim dorobku dysponujący świetną pracą nóg, pewny przy siatce Francuz ma jeszcze ćwierćfinały US Open 2000 i Wimbledonu 2008. Współtwórca dwóch pamiętnych widowisk, choć przegranych. W 2004 roku w Roland Garros Fabrice Santoro pokonał go 6:4, 6:3, 6:7, 3:6, 16:14 w ciągu sześciu godzin i 33 minuty. Aż do tegorocznego Wimbledonu i starcia Johna Isnera z Nicolasem Mahut był to najdłuższy mecz w historii tenisa. Podczas Wimbledonu 2008 walczył przez ponad pięć godzin z Rainerem Schüttlerem przegrywając w piątym secie 6:8. Trwający pięć godzin i dwie minuty mecz to trzeci najdłuższy mecz singla mężczyzn w historii Wimbledonu. Arnaud w latach 2000-2006 wywalczył cztery tytuły, ale jego największy sukces to deblowy triumf w Wimbledonie 2007 wspólnie z Llodrą. Ci dwa Francuzi w finale tegorocznego Pucharu Davisa stoczyli ekscytujący bój z Nenadem Zimonjiciem i Viktorem Troickim odrabiając stratę dwóch setów i zwyciężając po 4,5-godzinnym widowisku. Arnaud coraz bliżej do zakończenie kariery i choć w swojej karierze stosunkowo niewiele wygrał to swoją elegancją, uporem i sprytem oraz skromnością podbił serca nie tylko Francuzów.

Nie śmiem robić jakichkolwiek porównań do słynnych Muszkieterów z przełomu lat 20. i 30. XX wieku, ale Francuzi mają paczkę świetnie wyszkolonych technicznie, nastawionych na ofensywę tenisistów, którzy są gwarancją wspaniałych widowisk i niesamowitych emocji, pokazu radości i entuzjazmu na korcie. Llodra i Clément mogą błyszczeć już tylko w pojedynczych spotkaniach czy turniejach, ale Gasquet, Tsonga i Monfils, a także szalenie utalentowany Jérémy Chardy i obdarzony również wielkim potencjałem Adrian Mannarino mogą dać Francji nie jeden wielkoszlemowy tytuł, na który czekają od czasu Yannicka Noah (Roland Garros 1983) oraz 10. Puchar Davisa, a pierwszy od 2001 roku.

Oddaj swój głos na Sportową Publicystykę w konkursie Blog Roku 2010. Termin głosowania SMS 11.01.2011 godz. 15:00 ? 20.01.2011 godz. 12:00


pubsport.pl
Łukasz Iwanek

Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.

http://sportowapublicystyka.blox.pl