Podsumowanie ATP 2010: Roger Federer

Roger Federer miał być wypalony. Miał nie mieć motywacji do poświęcania się tenisowi. Bliski miał być koniec giganta z Bazylei. Tak uważali eksperci i sympatycy tenisa, gdy Szwajcarowi nie po raz pierwszy podwinęła się noga. A on po raz kolejny obwieścił: król żyje i nie wybiera się na żadną emeryturę!

W styczniu 2009 płakał po przegranym finale Australian Open przeciwko Rafaelowi Nadalowi. I wtedy niektórzy spece od tenisa uknuli teorię, że z każdym kolejnym startem coraz trudniej będzie mu walczyć o wielkoszlemowe tytuły. Ba, niektórzy uważali, że on już nigdy żadnego Wielkiego Szlema nie wygra. A Roger im więcej w niego wątpiących tym większą ma motywację do ponownego wzlotu. No i znowu sięgnął gwiazd. Po raz pierwszy w karierze wygrał Roland Garros, a potem po raz szósty został królem Wimbledonu. Potem przegrał niemal wygrany finał US Open z Juanem Martinem del Potro. Ale on przecież zawsze miewał takie mecze, gdy instynkt kilera gdzieś z niego wyparował, a i tak jest mistrzem nad mistrzami, gladiatorem współczesnego tenis posiadającym jeden z najwspanialszych forhendów jaki kiedykolwiek pojawił się w tenisie oraz fantastycznym, jednoręcznym bekhendem, jednym z najwybitniejszych w historii. Bo przecież nawet on jest tylko człowiekiem, któremu przytrafiają się chwile słabości. Nikt z nas tutaj żyjących na ziemi nie jest ideałem w swojej dziedzinie. Zawsze czujemy, że coś mogliśmy zrobić lepiej, a przynajmniej tak powinno być, bo samozadowolenie to najgorsze co się nam może przytrafić.

Rogera i Rafę właśnie to wyróżnia: oni nigdy nie spoczywają na laurach, zawsze chcą więcej i więcej, dostrzegają elementy, które ciągle jeszcze mogą poprawiać. Bo w tenisie jak w życiu, coś co powiodło się raz niekoniecznie musi się udać ponownie jeśli nie przystąpi się do działania z jeszcze większą determinacją i pokorą, jedynie powielając, to co raz się powiodło. Jakże wymowne są tutaj słowa Rafy: „Mówienie o tym, który z nas jest lepszy jest głupotą. Liczba tytułów mówi, że Roger jest przede mną, więc to jest prawda. Myślę, że tak pozostanie przez całe moje życie. Dla mnie Roger był przykładem, przede wszystkim dlatego, że ciągle rozwijał się przez tok swojej kariery i to należy kopiować. Mamy różne style i nie sądzę, by to był dobry moment na rozmowę o hierarchii między nami.” Szacunek do cudzej pracy ponad wszystko, mieć poukładane w głowie i wiedzieć czego się chce od życia, co pozwala być lepszym z każdym kolejnym rokiem. I to jest wspólna cecha Rogera i Rafy: wielcy sportowcy, a w codziennym życiu budzący sympatię i szacunek normalni ludzie, nigdy nie noszący głowy w chmurach, doskonalący swój tenisowy warsztat.

W styczniu tego roku Roger wygrał Australian Open zdobywając swój 16. wielkoszlemowy tytuł i gdy wszyscy obwieścili powrót króla, król nagle abdykował by wrócić jeszcze mocniejszy. Mijały długie miesiące a on nie potrafił wygrać żadnego turnieju. Coraz więcej porażek z rąk tenisistów, których wcześniej lał przy każdej okazji mogło zastanawiać. Na przełomie sezonów 2009 i 2010 dwukrotnie dał się pokonać Nikołajowi Dawidience, z którym wcześniej wygrał 12 spotkań. W ćwierćfinale Roland Garros 2010 dał się ograć Robinowi Söderlingowi, któremu we wcześniejszych 12 spotkaniach oddał tylko dwa sety. Lleyton Hewitt nie potrafił dobrać się Szwajcarowi do skróty od 15 spotkań, aż tu nagle zwyciężył go w finale w Halle, gdzie Roger nie przegrał od 2002 roku. No i najboleśniejsza porażka, po której wydawało się, że mistrz został strącony z piedestału. W All England Club, gdzie w ciągu siedmiu lat zdobył sześć tytułów pokonał to Tomáš Berdych, z którym wygrał osiem wcześniejszych spotkań.

Dół nad dołami. Król po osiągnięciu siedmiu finałów z rzędu odpadł na swojej londyńskiej trafie przed półfinałem, co wcześniej zdarzyło mu się jedynie w latach 1999-2002. Większą katastrofę w przypadku tak wielkiego mistrza trudno sobie wyobrazić. Tymczasem zahartowany Roger, w którego zaczęli wątpić nawet rodacy, w krótkim czasie ponownie stał się magicznym Fedem doprowadzającym niemal do ekstazy kibiców na całym świecie oraz do rozpaczy rywali. Po Wimbledonie wygrał 34 z 38 spotkań triumfując w Cincinnati, Sztokholmie, Bazylei oraz Finałach ATP World Tour. Pokonując w wielkim londyńskim finale Rafę Nadala po raz piąty w karierze wygrał imprezę kończącą sezon (2003-04, 2006-07) i tym samym wyrównał osiągnięcie Ivana Lendla i Pete’a Samprasa. Mając 29 lat, trzy miesiące i 20 dni stał się drugim najstarszym triumfatorem Turnieju Mistrzów (Ilie Năstase zwyciężając w Masters 1975 miał 29 lat, cztery miesiące i 18 dni).

– Roger zapytany o to czy jeszcze będzie dominował w męskim tenisie odpowiedział z pełnym przekonaniem: „Tak, myślę, że tak. Po to tutaj jestem.” Niestety ja nie mam już takiej wiary w Szwajcara, do niedawna wydawało mi się, że tak wielki mistrz musi odejść jako niepokonany, jako numer jeden na świecie. Teraz powoli staję się niedowiarkiem, ale takich na całym świecie jest wielu. Przestali w niego wierzyć nawet rodacy, którzy nie zwątpili w niego nawet wtedy, gdy przeżywał trudniejsze momenty. Wydaje się, że teraz droga powrotna na szczyt będzie jeszcze bardziej wyboista. Czy Roger po raz kolejny zagra na nosie niedowiarkom i podniesie się po raz kolejny, jak Feniks z popiołów?pisałem po jego klęsce w Wimbledonie. I dziś wypadało by posypać głowę popiołem. Wątpić w Rogera nawet po londyńskiej klęsce, którą można było odebrać jako symbol jego upadku, to czysta głupota. Wtedy jego pewne słowa o tym, że on tu jeszcze wróci odebrałem jako aroganckie, nieeleganckie wobec rywali. Jednak szwajcarski gigant nigdy nie rzuca słów na wiatr. Teraz zapowiada powrót na fotel lidera rankingu ATP. A w dalszej perspektywie Londyn 2012 i olimpijska rywalizacja na kortach Wimbledonu. Olimpijskie złoto to jedyne czego mu brakuje, bo o Puchar Davisa walczyć w pojedynkę nie ma szans. Czyżby starcie Rogera z Rafą w wielkim finale Finałów ATP World Tour miało być zapowiedzią kolejnej odsłony elektryzującej walki dwóch tytanów wyprzedzających epokę?


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl