Podsumowanie fazy grupowej Euro 2012

24 z 31 meczów UEFA Euro 2012 już jest poza nami. Oznacza to, że skończyła się faza grupowa i w turnieju zostało tylko osiem drużym. Przedstawiam moje drugi tekst z wnioskami o polsko-ukraińskich mistrzostwach.

Cieszy nas to, że w żadnym spotkaniu nie padł bezbramkowy remis. Na nudę także nie można było raczej narzekać. Najmniej chyba działo się w Gdańsku na meczu Chorwacja – Hiszpania. Gdybym miał wybierać najciekawsze widowisko, to… chyba bym się nie mógł zdecydować, ale postawiłbym na któreś z grupy D – wymianę ciosów gospodarzy ze Szwedami, zwroty akcji w meczu Anglia – Szwecja, heroiczną walkę Ukraińców z Anglikami… Tam to się działo!

Dużą część zdobytych bramek stanowią te zdobyte głową. Dokładnej statystyki nie znam, ale wydaje mi się, że około połowy z trafień, jakie oglądaliśmy na Euro 2012 (a było ich łącznie 60). Można zatem powiedzieć, że tegoroczne Mistrzostwa Europy są naprawdę bardzo widowiskowe. Faktycznie, zorgranizowane jest to bardzo ładnie, możemy się tym chwalić światu.

Padło kilka zaskakujących roztrzygnięć. Z grupy A wyszły drużyny, które były niemalże skazane na powrót do domu po trzech meczach. Przyznaję się szczerze, że oprócz bojów naszej reprezentacji, na żywo oglądałem jedynie Rosja – Czechy. Nie stwierdzę zatem, co z Grekami. Czechów obawiać się powinien każdy, to pokazuje nawet sama historia.

W grupie śmierci ktoś „wielki” musiał odpaść. Padło na Holendrów, którym zabrakło zarówno szczęścia, jak i takiej zespołowości. Tam naprawdę byli znakomici piłkarze, a jednak Bertovi van Marwijkowi nie udało się zbudować z tego silnego składu. Niespodziankę mogli sprawić Duńczycy, którzy pokonali Pomarańczowych, lecz ulegli Portugalii po wyrównanej batalii oraz Niemcom, choć byli blisko zatrzymania ich. O Gangu Olsena mówić się będzie, że walczyli i zostawili bardzo dobre wrażenie. Zdobyli 3 punkty w grupie, w której mieli być oklepywani równo. Tymczasem jeśli przegrywali, to jedną bramką.

Jednak najbardziej wyraźnym przykładem waleczności i zostawiania serca na boisku byli reprezentanci Irlandii. Przegrali wszystkie spotkania, zdobyli tylko jedną bramkę, ale chęci nie można było im odmówić. Za nimi przyjechali wspaniali kibice, który są ze swoją kadrą na dobre i na złe, a w dodatku pokazują to w sposób wzorowy (no, może z wyłączeniem desperata, którego znaleziono martwego w Warcie w Poznaniu).

Chociaż w ćwierćfinale znaleźli się faworyci grupy C, to do ostatnich minut ostatnich meczów nie byliśmy pewni, czy tak się stanie. Reprezentacja Chorwacji była bliska odesłania Hiszpanii lub Włoch do domu, ale ostatecznie się nie udało. Mimo tego, Slaven Bilić ze swoją ekipą wykonał naprawdę świetną robotę. Jednocześnie może czuć niedosyt, gdyż osiągnął wyniki, o których wielu marzy, a nie awansował do 1/4 finału.

O grupie z gospodarzami opowiadałem – tam działo się naprawdę dużo. Była nawet najdłużej trwająca połowa w historii Mistrzostw Europy – ponad 100 minut z przerwą na burzę. Przygodę życia mieli tam chyba wszycy piłkarze, kibice i dziennikarze. Cóż, futbol jest nieprzewidywalny…

Muszę poświęcić jeszcze jeden akapit Ukrainie. Nie tylko piłkarzom, którzy pokazali, jak powinna wyglądać postawa gospodarzy, ale też kibiców. Przyznaję szczerze, iż kiedy śpiewali swój hymn, przechodziły mnie prawie takie same ciarki, jak przy naszym „Mazurku Dąbrowskiego”. Sąsiedzi ze wschodu zaprezentowali się zatem fantastycznie pod wieloma względami. Bardzo żałuję, że dla nich Euro już się skończyło.

Po pierwszych meczach, ponad tydzień temu, pisałem o znakomitym początku Rosjan i Chorwatów. Okazuje się, że już ich nie ma w turnieju, więc nie opłacało się zaczynać „z grubej rury”. Jak dotąd, wszystkie swoje mecze wygrali tylko Niemcy, którzy awansowali z dziewięcioma punktami. Pozostałym przytrafiały się różne przygody, Hiszpanom na przykład remis, ale jak już przestrzegłem, to nic nie znaczy.

Bardzo bym chciał, aby szał na piłkę nożną nie skończył się wraz z odpadnięciem Polaków. Moje serce smuciło się w sobotnią noc, niedzielny dzień, ale już wraca do siebie, bo wciąż u nas gości ta wspaniała impreza! Niestety, powoli widać, jak dobiega do finiszu. Pierwszym znakiem był koniec meczów rozpoczynających się o 18:00, drugi nastąpił kilkadziesiąt godzin temu – tempo nam spadnie do zaledwie jednego meczu dziennie, a nie dwóch. Zostało siedem spotkań, ponoć tych najlepszych, więc proszę raz jeszcze: nasycajmy się! Obawiam się, że po finale 1 lipca popłynie mi znacznie więcej łez niż w sobotę wieczorem…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl