Podsumowanie Ligi Światowej 2011

I słowa dotrzymuję dość szybko. To była dziesiąta albo nawet jedenasta edycja, którą świadomie oglądałem. Jednak pierwszy raz w historii tych rozgrywek miałem przyjemność zobaczyć naszych siatkarzy na podium.

Wypada powiedzieć: „do trzech razy sztuka”. W końcu trzeci raz turniej finałowy rozgrywany był w Polsce i udało się zdobyć na nim medal tych prestiżowych rozgrywek. W historii zapisze się też to, że reprezentacja Rosji przerwała serię zwycięstw Brazylii w wielkich imprezach. Myślę, że mogą być największymi faworytami wrześniowych Mistrzostw Europy.

W tym wpisie chciałbym się jednak skupić głównie na polskiej drużynie. To pierwszy poważny turniej pod wodzą nowego szkoleniowca – Andrei Anastasiego. Przez te 17 meczów w ramach LŚ zdążyliśmy go trochę poznać. Na pewno jest to trener, z którym możemy osiągać wielkie sukcesy (zna on już smak wygranej w Lidze Światowej zarówno jako zawodnik – lata 1990 i 1991, jak i trener – lata 1999 i 2000). Zawsze stara się jak najlepiej zmotywować zespół, zarówno przed meczem, jak i w jego trakcie.

Patrząc na naszą drużynę nasuwa mi się kilka wniosków, które sprawdziły się kilka razy podczas tego sezonu reprezentacyjnego:

  • Bez Bartosza Kurka nasz zespół traci bardzo dużo na wartości. Inni zawodnicy czasem są w formie, a czasem nie i to martwi. Niestety bywały też takie momenty, że Bartkowi zdarzyły się gorsze występy (np. II mecz z USA w Chicago albo mecz z Włochami w Final Eight), a wówczas Polakom szło jak po grudzie.
  • Jesteśmy drużyną waleczną – gramy zawsze do końca, do ostatniej piłki. Kilka razy dzięki temu wychodziliśmy z beznadziejnych sytuacji ogromną ręką. Po przykłady daleko sięgać nie trzeba…
  • Popełniamy zdecydowanie za dużo błędów własnych. W poprzednim punkcie napisałem, że walczymy, ale bywają takie momenty, że wyrzucamy łatwe piłki w aut albo często psujemy zagrywki. Przez to, że tak oddawaliśmy punkty rywalom przegrywaliśmy sety, albo stwarzaliśmy gorące końcówki setów.
  • Zdarzają nam się „kobiece” serie punktowe. Niestety, zarówno te dobre, jak i te złe. Do tej pory, za kadencji innych trenerów czegoś takiego nie widziałem u naszych graczy. Chyba muszę zmienić to określenie, bo widać, że w męskiej siatkówce również można wzbogacać konto zysków i strat punktowych poprzez kolejno wygrywane/przegrywane akcje. Oby te negatywne serie znikały jak najszybciej.
  • Jesteśmy mocni pod siatką. Nasza siła to nie tylko skrzydła, ale i gra przez środek. W tej edycji LŚ najlepszym polskim środkowym był zdecydowanie Piotr Nowakowski. Zapowiada się niezła walka o grę na tej pozycji na ME. Poza tym gramy dobrze blokiem. Niekoniecznie zdobywamy punkty po udanym bloku, ale jeśli zagramy tzw. pasywnym blokiem – wyblokiem, potrafimy wyprowadzić kontrę. Z jej wykończeniem jest różnie, ale taki mały fundament już mamy.
  • Mamy zaplecze. Musimy otwarcie przyznać, że nie graliśmy wcale najmocniejszym składem, a jednak osiągnęliśmy wielki sukces. Objawieniem tej Ligi Światowej w naszej drużynie jest Michał Kubiak. Znakomicie wprowadził się do reprezentacji, być może już na stałe.
  • Jesteśmy w stanie wygrać ze ścisłą światową czołówką, ale musi zapracować na to cała drużyna. Myślę, że gdyby udało nam się zagrać takie spotkanie z Rosją, jak o brąz z Argentyną, to kto wie, gdzie byśmy się znaleźli. Na pewno ambicje w szeregach naszej kadry są, lecz czasem nie przekłada się to na grę. Jednak sam fakt zostaje.
  • Mamy fantastycznych kibiców. To dzięki Lidze Światowej piłka siatkowa w Polsce stała się tak popularna. Kibice chcieli zobaczyć wielką siatkówkę, więc mieli ku temu okazję. Nawet na te mecze wczesnym popołudniem przychodziło naprawdę dużo ludzi. To świadczy o tym, że my, naród polski, kochamy ten sport. A teraz porównajmy sobie, ile osób przychodziło na decydujące mecze Eurobasketu kobiet…

Aby móc pogodzić pasję i zainteresowanie innymi dyscyplinami, znacznie ograniczyłem oglądanie innych meczów fazy interkontynentalnej. Owszem, parę ciekawych meczów widziałem, ale głównie skupiałem się na spotkaniach Polaków (ach, te zarwane noce z Portoryko i USA!). Ale nawet patrząc na same wyniki i statystyki widać było, że najbardziej zdeterminowani do wygrania Ligi Światowej były trzy zespoły: Brazylia, Rosja i Argentyna. Wszystkie wygrały swoje grupy, choć nie było to wcale łatwe.

Na podstawie tabel nasuwa się jeden przykry fakt. Otóż gdyby nie to, że organizowaliśmy turniej finałowy, to nie znaleźlibyśmy się w nim. Taka niestety smutna prawda. Natomiast druga strona medalu jest taka, że grupę mieliśmy naprawdę silną. Przecież skupiono w niej Mistrzów Świata, Mistrzów Olimpijskich i Mistrzów Europy! (Biedni Portorykańczycy…)

Co zapamiętam z tej edycji? Na pewno pierwszy medal dla Biało-Czerwonych, przerwaną dominację Brazylijczyków i fakt, że nie byłem na żadnym meczu tej edycji. Niestety, w Łodzi są problemy z utrzymaniem Atlas Areny i kibicom oberwało się po kieszeni. Mogłem też wybrać się na finał do Ergo Areny, ale sprawy z naborem elektronicznym do szkół ponadgimnazjalnych spowodowały, że nie mogłem. Strasznie żałuję, bo z chęcią przeżyłbym na żywo któryś z grupowych dreszczowców (z Bułgarią, Argentyną).

Jedyną porażką organizacyjną Final Eight było sędziowanie. Momentami nie rozumiałem, jak jednocześnie sędzia główny, drugi oraz liniowi mogli się jednogłośnie mylić, podczas, gdy cała hala, zawodnicy i kibice przed telewizorami widzieli, jak było naprawdę. Niektóre pomyłki arbitrów być może zaważyły na końcowych wynikach. Tego już nie sprawdzimy, ale na pewno FIVB zastanowi się, co zrobić z tym fantem. Może w końcu przekona sie do powtórek video? Oby tak.

Słyszałem wiele pozytywnych opinii o finałowym turnieju w Trójmieście. Przysłaniała je jedynie kwestia sędziowska, ale to na szczęście już od polskiej strony nie zależało. Po sukcesie Polaków pojawia się dużo głosów, że warto było wpakować te 6 mln złotych w organizację. Popieram, warto było to zrobić dla kraju, gdzie siatkówka jest jednym z najbardziej popularnych i ukochanych sportów przez jego obywateli.

Co do nagród indywidualnych, to z większością się zgadzam. Szkoda, że nie brano pod uwagę także i czterech drużyn, które odpadły z grup E i F, bo wyróżniłbym takie postacie, jak Wilfredo Leon, Matthew Anderson, czy Ivan Zaytsev. Od razu zastrzegam, że byłaby to nagroda za grę w całej 22. edycji World League, nie tylko za sam turniej finałowy.

Mówi się, że Liga Światowa to bardzo prestiżowy turniej, ale niezbyt ważny w siatkarskiej hierarchii. Na pewno przebijają ją Igrzyska Olimpiskie oraz Mistrzostwa Świata i kontynentów. W planach mam opisanie kontrowersji, jakie mają miejsce z jej organizacją, ale to temat na inną okazję.

Najważniejszą imprezą tego roku są Mistrzostwa Europy i to jest cel numer jeden dla polskich siatkarzy. W końcu bronimy trofeum wywalczone niemal dwa lata temu w Turcji. Będzie jeszcze okazja, by parę słów o tym napisać, ale już dziś mogę ogłosić: bójmy się Rosji!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl