Podsumowanie rewanżów 1/4 EHF CL

3 stałych bywalców i jeden nowicjusz – oto zestawienie drużyn, które w pierwszy weekend czerwca będą walczyły w Kolonii o miano najlepszego zespołu klubowego Europy. Tym nowicjuszem jest oczywiście Mistrz Polski Vive Targi Kielce, który pewnie pokonał w rewanżu Matalurga Skopje. W pozostałych parach mieliśmy sporo więcej emocji.

MKB Veszprem – THW Kiel

Gospodarze bardzo szybko odrobili jednobramkową stratę wywiezioną z Niemiec. Po 7 minutach prowadzili 5:1, zaś wypełniona do ostatniego miejsca ubranymi na czerwono kibicami Mistrza Węgier hala szalała. Goście nie speszyli się tym i szybko doprowadzili do remisu 5:5, jednak w kolejnych minutach gospodarze ponownie zbudowali 4-bramkową przewagę, a na zakończenie pierwszej połowę prowadzili 14:12. W drugiej połowie coraz lepiej spisywał się grający na pozycji wysuniętego obrońcy Daniel Narcisse. W 44. minucie wciąż dwiema bramkami prowadzili gospodarze (22:20), jednak kilka minut później było już 22:24, zaś francuski rozgrywający doskonale neutralizował zagrożenie rzutowe z drugiej linii Węgrów i przecinał podania, wymusił także jeden faul ofensywny. Jedynym zagrożeniem dla obrońców tytułu był kołowy Renato Sulic, jednak obok kilku wyśminitych podań do Chorwata, zdarzały się także mniej udane. Mistrzowie Węgier cały czas walczyli, jednak nie potrafili zbliżyć się do korzystnego rezultatu, mimo że w 56. minucie 2-minutowym wykluczeniem ukarany został Marcus Alhm. 100 sekund przed końcem karę dostał Daniel Narcisse, jednak szczytem możliwości okazało się doprowadzenie do jednej bramki straty.

Po 5 goli dla gospodarzy zdobyli Laszlo Nagy, Renato Sulić i Cristian Ugalde. U zwycięzców najskuteczniejsi byli Filip Jicha i Marko Vujin – po 7 trafień.

Veszprem-Kiel 28:29, wynik dwumeczu 59:61.

FC Barcelona – Atletico Madryt

Blaugrana była wyraźnie rozdrażniona porażką w Madrycie. Do rewanżu zespół Xaviera Pascuala przystąpił z ogromną pasją, co zaowocowała odrobieniem 5-bramkowej straty już po 17 minutach, kiedy to na tablicy wyników widniał rezultat 8:3. Barcelona nie poprzestała na tym i w 20 minucie prowadziła już 12:3 – w ataku dominował Siarhei Rutenka, który w tym momencie miał na swoim koncie 6 bramek, zaś w bramce fenomenalnie spisywał się Danijel Sarić, który odbijał większość piłek i trzykrotnie (w ciągu niespełna 3,5 minuty!) zatrzymywał rzuty karne. Jednak Madrytczycy znaleźli w końcu sposób na defensywę rywali – był nim kołowy Julen Aguinagalde, który w ostatnich 10 minutach pierwszej połowy zdobył 4 bramki. Dzięki temu pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 14:9, a więc zespół Mariusza Jurkiewicza wciąż był w grze. Mimo kilku straconych w końcówce bramek, Sarić zakończył tę część gry z 55-procentową skutecznością. Początek drugiej połowy to ponowny szturm gospodarzy – w 42. minucie Barca objęła prowadzenie 22:11. Jednak Atletico znowu się podniosło. Szybkie cztery bramki z rzędu dały zmniejszenie strat do 7 oczek, zaś w 47. minucie Madrytczycy byli już o jeden krok od wyrównania stanu dwumeczu. Od tej chwili toczyła się niesamowita walka gol za gol. Aż do 58. bramki padały na zmianę. Wówczas nastąpiło przełamanie – bramkę na 31:23 dla gospodarzy zdobył Victor Tomas. Obie drużyny zdobyły jeszcze po golu, zaś w ostatniej akcji po raz kolejny udaną interwencją popisał się niekwestionowany bohater meczu Danijel Sarić.

Wśród gospodarzy najczęściej trafiał Siarhei Rutenka – 11 razy przy 18 próbach. Także 11 goli zaliczył Aguinagalde, lecz jemu wystarczyło do tego 11 rzutów. Sarić odbił 19 z 42  celnych rzutów na jego bramkę, co daje 45-procentową skuteczność interwencji.

Tym spotkaniem z tegoroczną edycją Ligi Mistrzów pożegnał się Mariusz Jurkiewicz – pierwszy raz zakończył mecz bez zdobyczy bramkowej. W całych rozgrywkach wystąpił 11 razy zdobywając 20 goli.

Barcelona-Atletico 32:24, wynik dwumeczu 52:49

Vive Targi Kielce-Metalurg Skopje

3 minuty zajęło gościom odrobienie dwubramkowej straty z pierwszego spotkania. Kielczanom w pierwszej części spotkania zdobywanie bramek sprawiało sporą trudność – gra ofeensywan opierała sięgłównie na fenomenalnych rzutach Michała Jureckiego. Jednak z drugiej strony świetnie pracowała defensywa Mistrzów Polski i, mimo słabej postawy Venio Loserta, wynik majaczył się koło remisu – po 20 minutach było po 7. Wówczas nastąpiło przełamanie – zespół Bogdana Wenty przy aplauzie świetnej kieleckiej publiczności odjechał zdecydowanie swoim rywalom i wygrał pierwsze trzydzieści minut 12:8. Druga połowa była już popisem gospodarzy. Po raz kolejny potwierdziło się, że Metalurg jest zespołem z krótką i małowartościową ławką rezerwowych. Do gry swoich kolegów dostosował się Venio Losert, budując drugą po obrońcach pieielnie trudną do pokonania linię obrony. Rosnąca przewaga odbierała wiarę i siły podopiecznym Lino Cervara, przez co raz luźniejsze były szyki obronne (frustracja na szczęście nie przeradzała się w agresję), co wykorzystywali po kolei niemal wszyscy zawodnicy żółto-biało-niebieskich, którzy pojawiali się na placy gry. W 52. minucie kielczanie prowadzili już 23:12, zaś na trybunach już trwała feta. Mecz zakończył się zwycięstwem 26:15 i pierwszym od 1987 roku awansem polskiego zespołu do półfinału najważniejszych rozgrywek klubowych na Starym Kontynencie, kiedy to Wybrzeże Gdańsk z Bogdanem Wentą w składzie dotarło aż do finału.

8 goli dla zwycięzców zdobył Michał Jurecki, Ivan Cupić 5, Buntić 3, Lijewski, Rosiński i Tkaczyk 2, Olofsson, Stojković, Strlek i Zorman 1. Venio Losert w całym meczu odbił 12 piłek (44%), przy czym w samej drugiej połowie interweniował skutecznie 10 razy (59%). Sławomir Szmal pojawił się tylko na jeden rzut karny i wyszedł z tej rywalizacji zwycięsko. Dla gości po 4 razy trafiali Naumce Mojsovski i Renato Vugrinec.

Vive-Metalurg 26:15, wynik dwumeczu 53:40.

HSV Hamburg – SG Flensburg-Handewitt

Gospodarze od pierwszych minut starali się spokojnie pielęgnować 6-bramkową zaliczkę wywiezioną z Flens-Areny. W pierwszych minutach wychodzili nawet kilkukrotnie na dwubramkowe prowadzenie, zaś rywale ani przez chwilę nie byli bliżej awansu niż przed rozpoczęciem gry. Taki stan trwał do 16 minuty, kiedy to był remis 8:8. A właściwie do 26 minuty, bowiem wówczas wynik brzmiał… 8:8. W samej końcówce 3 bramki dla przyjezdnych zdobył Anders Eggert i po 30 minutach gry HSV prowadziło 12:10. Jednak to jeszcze nie był koniec połowy. Rzut wolny z dziewiątego metra wykonywał Petar Đorđić i trafin on idealnie pomiędzy ręce stojącego w murze Torstena Jansena i podwyższył na 13:10. Połowa strat była więc odrobiona. W 35. minucie było już 16:11, więc do wyrównania brakowało tylko jednej bramki. Jednak wynik był dość niski i było już jasne, że potrzebne jest zwycięstwo siedmioma trafieniami. Po okresie przeciagania liny w końcu udało się wyrównać stan dwumeczu po fenomenalnej wkrętce Lasse Svana Hansena w 48. minucie, zaś 120 sekund później po nieudanym rzucie Marcina Lijewskiego świetnym podaniem przez całe boiska popisał się Mattias Andersson i Eggertowi pozostało tylko zdobyć bramkę na 23:16 dla swojego zespołu. Chwilę później szwedzki bramkarz zatrzymał Hansa Lindberga i Flensburg miał szansę na powiększenie przewagi. Nie wykorzystał jej jednak. Goście już nie mieli sił na więcej walki i w kilku kolejnych akcjach nie zdobyli bramki pozwalając dodatkowo rywalom na trzy skuteczne kontrataki, w które wykańczał Lindberg. Bramkę dorzucił także Lijewski i 5 minut przed końcem Flensburg prowadził zaledwie 23:20. Lubo Vranjes wziął czas, jednak nic to nie dało. Hamburg przegrał 23:25 i awansował do turnieju finałowego.

Wśród gospodarzy najskuteczniejsi byli Lindberg (6), Lijewski i Igor Vori (po 4). U gości zaś Eggert (6) i Steffen Weinhold (5). Mattias Andersson bronił z 47-procentową skutecznością.

HSV-Flensburg 23:25, wynik dwumeczu 55:51.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl