Podsumowanie seoznu 2011/2012 w biegach narciarskich

Widząc na naszej stronie podsumowanie Pucharu Świata w skokach narciarskich pokusiłem się o takie samo, tylko że w biegach narciarskich. Sezon 2011/2012 super ciekawy nie był, bo być nie mógł. Brak wielkiej imprezy, spowszedniały Justynie Kowalczyk i nam Puchar Świata i szalone, bardzo frapujące Tour de Ski. Do pozytywnych akcentów tego sezonu można zaliczyć zawody Pucharu Świata w Polsce i nieziemska rywalizacja Justyny Kowalczyk i Marit Bjoergen. Ale zacznijmy od początku.

Sezon zaczął się 19 listopada w norweskim Sjusjoen. Justyna, z reszta jak zawsze, jest wtedy po ciężkim okresie przygotowawczym w górach. Dlatego 10 miejsce uznaliśmy jako bardzo przyzwoite.  Po krótkim pobycie w Norwegii nadszedł period w Lahti, zwany Ruka Triple. Obejmował 3 biegi, w tym jeden z handicapem. Justyna zajmowała wtedy 13, 5 i 9 miejsce, co przyjęła z pokorą i nadzieją na  coraz lepsze starty. Ale wtedy szalała Marit Bjoergen wygrywając 4 z 5 biegów. Ze Skandynawii przenieśliśmy się bardziej na południe Europy. Zawody w Davos i Rogli zwiastowały świetne starty Justyny w Tour de Ski.  W Rogli Justyna osiągnęła pierwsze zwycięstwo w sezonie i zarazem najgorszy start, bo upadła w ćwierćfinale sprintu. Po Świętach Bożego Narodzenia zaczął się prestiżowy Tour de Ski, co Bjoergen i Kowalczyk stawiały za imprezę sezonu.  9 pasjonujących biegów były wykwintną ucztą dla kibiców. Biegaczka z Kasiny Wielkiej niesamowicie zaczęła cykl, wygrywająca 3 biegi z rzędu. Niestety we Włoszech lepiej radziła sobie Bjoergen, choć Justyna nie schodziła z podium. Kulminacją Tour de Ski był niesamowity, morderczy bieg pod Alpecermis. Justyna wystartowała parę sekund przed Bjoergen, ale większość dystansu biegły razem.  Jednakże Bjoergen nie była w stanie powstrzymać  Kowalczyk, która jako jedyna z pań biegła. Przy niedzielnym obiedzie Justyna pokazała Bjoergen, Norweżkom i całej ferajnie zawodniczek, co to znaczy góralka, Polka. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych, znakomicie przygotowana fizycznie i psychicznie wygrała Tour de Ski po raz trzeci z rzędu, co nie udało się żadnej innej zawodniczce. Po wyczerpującym turnieju Justynka nie zwolniła tempa. W estońskiej Oteapie wygrała oba biegi i mogliśmy się przekonać, że Bjoergen można zrzucić z tronu, że nie jest nadczłowiekiem i też ma swoje bolączki.  Po dwóch pucharowych tryumfach przyszedł i czas na trzecie. W ulicznym sprincie w Moskwie Justyna nie dała szans słabszym rywalkom i wygrała, choć nie stratowała czołówka PŚ i Marit Bjoergen.  W Rybińsku Justyna Kowalczyk, moim skromnym zadaniem przegrała PŚ. Nie poszła za ciosem i w efekcie musiała uznać wyższość Marit Bjoergen.  To właśnie w zawodach w Rybińsku doszukuje się przegranej Kowalczyk, najbardziej w tym pierwszym biegu, w którym zajęła 7 miejsce. Oprócz start punktowych były i starty psychiczne, co zaowocowała kolejna przegraną, tym razem w czeskim Novym Mescie. I wreszcie doczekaliśmy się zawodów w biegach narciarskich na polskiej ziemi. W Szklarskiej Porębie odbyły się dwa pasjonujące biegi. Bardzo fajny piątkowy sprint, gdzie Justyna i Mari nie weszły do półfinału, ale zaserwowały kibicom świetny ćwierćfinał. W sobotę piękna wiktoria Justyna Kowalczyk i mogliśmy usłyszeć „Mazurka”. Justyna Kowalczyk podkreślała, że to dla niej bardzo wzruszający moment w karierze. Dziennikarze TVP zachwycali się organizacją i atmosferą zawodów, choć  do perfekcji trochę nam brakowało. Po dziewiczych zawodach w Polsce przenieśliśmy się do Skandynawii. Justyna nie obroniła drobnej przewagi wywalczonej w Polsce i sukcesywnie przegrywała z Bjoergen( raz wygrała bieg na 10 km.), choć nie opuszczał jej pech.

Kowalczyk 4 z rzędu Pucharu Świata nie wygrała, ale była blisko. Sezon 2011/2012 Justyna może uznać za dobry. Wygrała Tour de Ski, ulubione biegi i zawody w Polsce. Ale cóż, nie oszukujmy się, biegi narciarskie serc Polaków nie podbiły. Nie podbiły w takim stopniu, jakim się spodziewaliśmy. Średnia widownia wyniosła około 3 milionów. Dość solidnie, ale do Małysza i skoków bardzo daleko.  Trzeba także otwarcie powiedzieć, że biegi nie są strasznie emocjonującym sportem, nie potrafią oszołomić i są często średnim widowiskiem. Ale mimo moich dziwnych uprzedzeń musimy być wdzięczny Stwórcy, że mamy taki narodowy skarb ( nie miejcie na myśli Stadionu Narodowego), jak Justyna Kowalczyk. A  przyszły sezon będzie jeszcze ciekawszy, czekają nas bowiem Mistrzostwa Świata, na których Justyna będzie chciała się zrewanżować za brak złota w Oslo. Zapowiada się znakomity sezon i miejmy nadzieje, że po jego zakończeniu będę zachwycał się biegami, jak dziennikarze TVP zawodami w Szklarskiej Porębie. Oby nie było to udawane.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki

Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.