Podsumowanie sezonu BPL: Birmingham City i Blackpool

Aż do ostatniej kolejki czekać musieliśmy, aby poznać wszystkich tegorocznych spadkowiczów. Do zdegradowanego przed ponad tygodniem West Ham minionego weekendu dołączyły ekipy z Birmingham oraz Blackpool.

Losy beniaminka z Bloomfield Road do złudzenia przypominają historię Burnley sprzed roku – w obu przypadkach mieliśmy do czynienia z tzw. efektem meteorytu. Świetny początek, spokojne Boxing Day i drastycznie słaba postawa na wiosnę, następstwem czego jest degradacja.

Wydaje się, iż duży błąd popełnił trener Mandarynek Ian Holloway. Wiedząc w zimie, że największe problemy jego zespół ma w obronie całą kwotę na styczniowe transfery rozdysponował na kupno zawodników ofensywnych, z których jedynie przydatny okazał się Jason Puncheon. Koniec końców wiosna pokazała, że Blackpool mieli zdecydowanie najgorszą linię obrony w lidze.

Tak czy inaczej szkoda Blackpool, gdyż drużyna ta bardzo uatrakcyjniła tegoroczną kampanię – spadła przecież ekipa, w której spotkaniach padło najwięcej bramek. Było to efektem bardzo odważnej taktyki Hollowaya, która przynosiła skutek bramkowy, jednak ostatecznie jeszcze częściej drużyna Mandarynek była za nią karcona przez rywala.

Wszystkim będzie na pewno brakowało także samego Hollowaya, który swoimi barwnymi wypowiedziami także dodał kolorytu zmaganiom w elicie.

Właściciel The Seasiders, Karl Oyston , zakomunikował już jakiś czas temu, że Holloway, niezależnie od tego w której klasie rozgrywkowej klub rozpocznie nowy sezon, pozostanie na stanowisku trenera. Inaczej wygląda sprawa z zatrzymaniem obecnej kadry. Charlie Adam na pewno pozostanie w Premier League, pytanie tylko gdzie zakotwiczy. Na brak ofert nie powinni także narzekać DJ Campbell czy Matt Gilks. Jedno jest pewne – o wyprzedaż linii obrony w nadchodzące wakacje nikt na Bloomfield Road martwić się nie musi?

Nie lepszą dyspozycję w rundzie rewanżowej zaprezentowało Birmingham City. Wiosenna forma doprowadziła The Blues do Championsip, czego na St Andrew’s przed startem sezonu nie spodziewał się nikt, z managerem Alexem McLeishem oraz właścicielem Carsonem Yeungiem na czele.

W porównaniu do Blackpool jednak raczej nikt nie zapamięta Birmingham z tego ligowego sezonu – drużyna prezentowała się słabo, a na ostatniej prostej, nie wystartowała nawet z bloków. City byli zespołem bez charakteru, nie było w tej ekipie lidera, który w kluczowym momencie chwyciłby wszystko „za mordę”. Birmingham spadło trochę na własne życzenie, grając beznadziejnie w najważniejszej części sezonu. Patrząc jednak na takie Wigan, dużym ryzykiem byłoby twierdzić, iż podopieczni McLeisha żegnają się z Premiership zasłużenie.

Podobnie także jak w Blackpool posadę managera ma zachować McLeisha. Szkotowi jednak ciężko będzie zatrzymać choćby Scotta Danna, Seba Larssona czy Craiga Gardnera. Lepsza przyszłość na zapleczu ekstraklasy czeka jednak raczej Birmingham, gdyż Yeung, mimo, że pieniądze wydaje bardzo ostrożnie, to jednak ma ich dużo do wydawania.

Jakie szanse Blackpool i Birmingham mają na rychły powrót do elity? Tego stwierdzić się nie da, bo nawet jeśli w obu przypadkach udałoby się zatrzymać wszystkich kluczowych graczy, to przy nieprzewidywalności Championship nie można tego określić – zeszłoroczni spadkowicze skończyli przecież tegoroczne drugoligowe rozgrywki jedynie w środku stawki.


pubsport.pl
Adrian Adamus
tu piszę: http://www.angielskapilka.com/ http://futbolnanie.blox.pl/html
http://www.myspace.com/adek666a