Podsumowanie sezonu BPL: Manchester United

Manchester United kilkanaście dni temu został mistrzem Anglii. Zdecydowanie zasłużonym mistrzem, odzyskując trofeum najlepszej piłkarskiej drużyny w Anglii, po roku przerwy.

Czerwone Diabły, nawet biorąc pod uwagę pościg Chelsea zakończony niepowodzeniem londyńczyków w niedawnym meczu o wszystko na Old Trafford, od października zeszłego roku pewnie kroczyły, w roli lidera, do upragnionego sukcesu. W przekroju całego sezonu były ekipą grającą najmądrzej, najrówniej i najbardziej dojrzale. Ameryki tym stwierdzeniem na pewno nie odkrywam, ale nie ma czego odkrywać gdyż nietrudnym jest orzec dominację chłopców Fergusona.

Po zdobyciu dziewiętnastego tytułu mistrzowskiego dla Red Devils sir Alex Ferguson stwierdził, iż jest to jego najcenniejsze mistrzostwo. A to dlatego, że zrealizował swój plan prześcignięcia w ilości krajowych czempionatów największego rywala z Merseyside. Trzeba także dodać, że tytuł ten wywalczył team, o której przed startem kampanii niektórzy mówili, że daleko jej do najlepszych drużyn Fergusona. Na koniec okazało się jednak, że Szkot stworzył w Manchesterze jedną z najciekawszych ekip za swojej ponad dwudziestoletniej kadencji.

Jeden z najlepszych sezonów w karierze zaliczył Edwin van der Sar. Aż szkoda, że doświadczony golkiper ostatecznie zdecydował się zmienić rękawice na wygodny fotel i ciepłe kapcie, ale z tą myślą walczył już kilka lat. Trzeba wiedzieć kiedy zejść z pantałyku i Holender wybrał na to wspaniały dla siebie moment – w glorii mistrza Anglii.

Wielką siłą drużyny z Teatru Marzeń była ławka rezerwowych – praktycznie równie silna jak pierwsza jedenastka. Gdy w słabszej formie był Patrice Evra, a Gary Neville zakończył karierę, to skutecznie zastąpili ich brazylijscy bliźniacy Da Silva. Gdy przez większość rozgrywek leczył się Rio Ferdinand, to nadspodziewanie szybko, z pozytywnym efektem, zastąpił go młody i niedoświadczony Chris Smalling, który przy profesorze Vidiciu rozwija się naprawdę obiecująco.

Świetnie rozłożyła się siła ataku Czerwonych Diabłów. Gdy fochy stroił Wayne Rooney (bądź się leczył) z nawiązką zastąpił go Dimitar Berbatow. Z kolei gdy Bułgar zaczął siadać na ławce, to ciężar strzelania goli przejął Javier Hernandez, który w okamgnieniu przystosował się do standardów najbardziej wymagającej ligi na świecie. Formę ostatecznie odzyskał także Rooney, który doskonale odnalazł się jako typowa „dycha”. Dobry sezon ma za sobą też Nani, który na początku sezonu zastąpił Roo w roli lidera zespołu.

Bardzo ważnym elementem w układance SAFa okazał się Ryan Giggs. Mało kto spodziewał się po Walijczyku, że w wieku 37 lat rozegra sezon, w którym będzie odgrywał aż tak dużą rolę w zespole. Lewoskrzydłowy grał jak profesor, wprowadzając niezwykły spokój wśród swoich kolegów, dokładając do tego ważne bramki i asysty. Wspaniale wręcz jego siłami dysponował także sam boss MU.

Na koniec watro się jeszcze zatrzymać przy jednej niezwykle ważnej postaci tego sezon – Parka Ji-Sungu. Solidny Koreańczyk przez lata był na Old Trafford ni to zawodnikiem pierwszego składu, ni to rezerwowym. Wychodził jednak często w najważniejszych meczach od pierwszej minuty, gdyż znakomicie wywiązywał się z zaleceń taktycznych Fergusona.

W tym sezonie było dokładnie tak samo, z jedną jednak jakże znaczącą różnicą – skrzydłowy United do swojej dyscypliny i pracowitości dorzucił skuteczność w postaci kilku ważnych goli i ostatnich podań.

Dziwne jest, że królem strzelców w tak trudnej lidze jak Premiership został w zasadzie rezerwowy. Ja mawia jednak stare piłkarskie porzekadło: „pokaż mi swoją ławkę, a powiem ci jaką masz drużynę” – frazes ten idealnie pasuje do Manchesteru United 2010-2011, mistrza Anglii.

Gratulacje sir Alexie, najlepszy trenerze ostatnich dwóch dekad.


pubsport.pl
Adrian Adamus
tu piszę: http://www.angielskapilka.com/ http://futbolnanie.blox.pl/html
http://www.myspace.com/adek666a