Podsumowanie Wimbledonu 2012 – kobiety

To był wspaniały turniej, zarówno u kobiet i mężczyzn. Wśród  pań wygrała Serena Williams, która nie była do zatrzymania. Wimbledon zafascynował  rzesze Polaków, gdyż do finału awansowała Agnieszka Radwańska, co jest jej największym osiągnięciem w karierze.

Wielu ekspertów, pasjonatów tenisa czekało na sukces krakowianki. Ja sam złościłem się (niepotrzebnie) na Isię, że nie potrafi wygrać kluczowego pojedynku na Wielkim Szlemie. Zawsze ktoś niewygodny stawał na jej drodze. A to Kuzniecowa, innym razem Azarenka. Ale podczas tych zawodów było inaczej. Ktoś powie, że miała łatwą drabinkę. Odpowiem, na Wielkim Szlemie od 3 rudny nie ma przypadkowych rywalek. De facto Agnieszka nie miała wielkich nazwisk na drodze do finału, ale Kerber, czy Kirilenko pokonały Kim Clijsters albo pogromczynie Marii Szarapowej.

Kluczowym momentem trzeciej imprezy Wielkiego Szlema był dla Agnieszki ćwierćfinał z Marią Kirilenko, gdzie Rosjankę dzieliły dwie piłki od wygranej meczu. Ale starsza z sióstr Radwańskich, co ważne, wytrzymało to znakomicie psychicznie i w bardzo istotnych momentach  posyłała niesowicie trudne piłki. To właśnie było kluczowe w całym rozrachunku, iż potrafiła wygrać, gdy była na krawędzi, gdy rywalka już witała się z gąską, ona tymczasem sprowadzała ją na ziemię. Należy nadmienić, że ten mecz był wielokrotnie przerywany z powodu deszczowej pogody, co nie było komfortowe dla obu tenisistek.

W półfinale natomiast zagrała bardzo pewnie, choć rywalka to przednia zawodniczka. Pochodząca z Polski, Andżelika Kerber mogło tylko pogratulować naszej rodaczce wspaniałego meczu i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Finał w wykonaniu naszej zawodniczki można podzielić na trzy fazy, w tym przypadku sety. W pierwszym zagrała słabo, Serena posyłała mocne, trudne piłki, a Agnieszka nie była w stanie ich skutecznie przebić. Nie potrafiła przejąć inicjatywy i przegrała 6:1, ale końcówka pierwszego seta zapowiadała walkę w następnym. Przerwa, spowodowana deszczem, dobrze wpłynęła na naszą zawodniczkę. W drugim fragmencie batalii  grała fantastycznie, była równorzędną rywalką dla Sereny, ba, była od niej lepsza. Znakomicie serwowała, świetnie czuła się blisko siatki, to ona rozrzucała piłki w narożniki kortu, co była nader ważne w tym meczu.

Trzeci set też był wyrównany, ale tylko na początku, bo od 2:2 Serena prezentowała niesamowity tenis, którego nigdy u niej nie widziałem. Posyłała asy serwisowe seriami, zagrywała skróty, do których Radwańska nawet nie podchodziła. Zagrała fe-no-me-na-lnie. Żadna kobieta na świcie by jej nie powstrzymała. Pewnie wygrała ostatniego seta 6:2 i zgarnęła bajeczną sumę pieniędzy oraz piękne trofeum.

Radwańska, z resztą bardzo słusznie, otrzymała wiele pochwał, największe osobowości składały gratulacje na ręce Wojciecha Fibaka, naszego dawnego mistrza, który wspiera Agnieszkę i jej rodzinę.

Miałem podsumować cały turniej Wimbledonu kobiet, ale ograniczyłem się tylko do A. Radwańskiej. Co by tu pisać o innych tenisistkach?  Potwierdziły , że cechą ich płci jest zmienność, co zamanifestowały na kortach w Londynie. Wozniacka, na początku roku pierwsza rakieta świata, odpadła w pierwszej rundzie, Bartoli, finalistka Wimbledonu sprzed paru lat, pożegnała się z turniejem już w drugiej rundzie.

Trzeba także coś napisać w kontekście Igrzysk Olimpijskich. IO będą rozgrywane na Wimbledonie, więc to dobrze dla naszej zawodniczki. Stawią się nią w gronie faworytek do złota. Ja widzę ją na razie jako medalistkę. Wśród moich pretendentek do olimpijskiego podium jest 5,6 pań (kolejność przypadkowa): Serena Williams, Agnieszka Radwańska, Wiktoria Azarenka, Petra Kvitowa, Maria Szarapowa, któraś z Niemek. Wśród tych dam znajduję się pewnie przyszła mistrzyni olimpijska.

PS Agnieszkę Radwańską cechuje progres, więc najpierw finał Wimbledonu, a później…


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.