Podsumowanie WTA 2010: Dinara Safina

Dinara Safina, która w kwietniu 2009 została liderką rankingu WTA, ubiegły sezon ukończyła na drugim miejscu. Rok później nękana kontuzjami Rosjanka wypadła z czołowej 60. Czy to już koniec kariery urodzonej w Moskwie tenisistki, dla której od wygrania turnieju w Berlinie w maju 2008 (pokonała Justine Henin, Serenę Williams i Jelenę Dementiewą) rozpoczął się marsz w kierunku rankingowego szczytu?

Finał Roland Garros 2008 i 2009, finał Australian Open 2009, półfinał US Open 2008 i Wimbledonu 2009 – taka imponująca była seria Dinary w dwóch poprzednich sezonach. Sezon 2008 Rosjanka ukończyła jako trzecia singlistka świata. W 2009 roku już po tym jak została numerem jeden wygrała duże turnieje w Rzymie i Madrycie oraz doszła do finału Roland Garros. Wszystko wygląda naprawdę pięknie. W latach 2008-2009 Safina zdobyła siedem ze swoich 12 tytułów, ale wszystko psuje jej postawa w wielkoszlemowych finałach. Wówczas przemieniała się w bezbronną dziewczynkę, która sprawiała wrażenie jakby przypadkiem znalazła się w centrum wydarzeń. W finałach Roland Garros 2008 i 2009 szans jej nie dały Ana Ivanović i Swieta Kuzniecowa, a w finale Australian Open 2009 została zdemolowana przez Serenę Williams. Jeszcze w maju 2009 próbowałem Dinarę bronić i zastanawiałem się czy będzie tylko papierową liderką, jak ją nazywano w tym kryzysowym okresie dla kobiecego tenisa. Rosjanka grała przecież bardzo równo i tylko te wielkoszlemowe finały psuły to dobre wrażenie. Jednak już w podsumowaniu sezonu 2009 napisałem: „Safina przez tych kilka miesięcy nie dojrzała do tego, by być liderką rankingu. Może być numerem dwa, trzy czy cztery, ale ze swoim mechanicznym, pozbawionym ekspresji i zaskoczeń tenisem nie jest godna zasiadania w fotelu liderki”. Kręgosłup odmówił jej posłuszeństwa, ale śmiem twierdzić, że nawet gdyby Dinara była zdrowa to i tak otwieranie przez nią listy rankingowej szybko by dobiegło końca. Ona po prostu nie podołała temu wszystkiemu mentalnie. Trudno mieć do niej o cokolwiek pretensje. Taki charakter, przed nią również było wiele tenisistek, które miały wielkoszlemowy tytuł na wyciągnięcie ręki i zawsze czegoś im brakowało. Jeżeli tenisistka za trzecim podejściem spala się psychicznie w wielkoszlemowym finale to znak, że nigdy nie wykorzysta tej szansy danej od losu, bo zawsze będzie przegrywać sama ze sobą.

2010 rok był w wykonaniu Dinary wielkim koszmarem. Rozpoczęła od ćwierćfinału w Sydney i 1/8 finału Australian Open. W Melbourne musiała poddać mecz z Marią Kirilenko w trakcie pierwszego seta. Wróciła dopiero w kwietniu i doszła do ćwierćfinału w Stuttgarcie. Przegranym meczem z Shahar Peer rozpoczęła się jej seria sześciu kolejnych porażek. W Roland Garros uległa weterance Kimiko Date-Krumm, w ‚s-Hertogenbosch Magdalenie Rybarikovej. W większości były to porażki trzysetowe dowodzące o oczywistej słabości fizycznej Rosjanki. Po odpuszczeniu Wimbledonu wróciła na korty pod koniec lipca w Stanford i po raz kolejny musiała uznać wyższość Date-Krumm. Serię porażek zakończyła w San Diego, gdzie pokonała Alionę Bondarenko, ale w II rundzie łatwo ograła ją Agnieszka Radwańska. Kolejne wyniki Dinary to II runda w Cincinnati, III w Montrealu i ćwierćfinał w New Haven. W trzech kolejnych turniejach wygrała w sumie dwa mecze odpadając w I rundzie US Open, w Tokio i Pekinie. Po tym jak w stolicy Chin nie dała rady Wierze Zwonariowej zrezygnowana zakończyła sezon. Plan na australijską część sezonu 2011 ma bardzo intensywny, bo będzie grać tydzień po tygodniu: rozpocznie w Auckland, potem przeniesie się do Sydney i zwieńczeniem będzie Australian Open. Czy to znak, że Dinara jest już całkowicie zdrowa i od stycznia rozpocznie swój powrotny marsz w kierunku czołówki?

Może i tak będzie, nie życzę Dinarze źle, bo gdy gra ten swój choć jednostajny, to skuteczny tenis oparty na potężnym forhendzie, gdy jest w natarciu i regularnie trafia w kort to jej tenis może się podobać. Ale czy będzie jeszcze w stanie posmakować walki o wielkoszlemowy tytuł? Śmiem w to wątpić, ona już miała swoje szanse, gdy była w życiowej formie i wszystkie przegrała. Gdy nie wykorzystuje się tylu okazji nie można wymagać od losu jeszcze więcej.

Oddaj swój głos na Sportową Publicystykę w konkursie Blog Roku 2010. Termin głosowania SMS 11.01.2011 godz. 15:00 – 20.01.2011 godz. 12:00


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl