Podsumowanie WTA 2010: Kim Clijsters

Kim Clijsters po powrocie jest jeszcze lepszą zawodniczką niż w pierwszym okresie swojej kariery. Przynajmniej pokazują to jej wyniki. W ciągu 1,5 roku wywalczyła sześć tytułów, w tym dwa wielkoszlemowe i za triumf w Mistrzostwach WTA.

W maju 2007 roku mając niespełna 24 lata Belgijka ogłosiła zakończenie kariery. Wszystko to efekt prześladujących ją kontuzji i wypalenia oraz chęci założenia rodziny. Kim wygrała US Open 2005 oraz dwukrotnie Mistrzostwa WTA (2002, 2003), zaliczyła finały Roland Garros 2001 i 2003 oraz Australian Open 2004. W sumie zdobyła 34 tytuły, była liderką rankingu WTA. 13 lipca 2007 roku Clijsters wyszła za mąż za koszykarza Briana Lyncha. 25 lutego 2008 roku na świat przyszła ich córka Jada Ellie. Co pewien czas dało się słyszeć plotki, że Kim myśli o powrocie do tenisa, ale sama zainteresowana niczego nie potwierdzała, ale też nie zaprzeczała, więc domysły były coraz większe.

I wreszcie stało się. Po chwili wielkiej radości związanej z narodzinami córki musiała poradzić sobie z bólem po śmierci ojca Leo (w styczniu 2009). 26 marca 2009 rozwiała wszelkie wątpliwości i na specjalnie zwołanej konferencji prasowej ogłosiła, że wraca do tenisa. Jak wyglądały jej pierwsze starty w drugim tenisowym życiu wszyscy pamiętamy, to był wielki powrót wielkiej osobowości współczesnego tenisa. Ćwierćfinał w Cincinnati, III runda w Toronto i wreszcie triumf w US Open. Na Flushing Meadows wystąpiła po raz pierwszy od czasu wiktorii w 2005 roku i została pierwszą nierozstawioną i grającą z dziką kartą triumfatorką imprezy oraz pierwszą mamą, która sięgnęła po wielkoszlemowy tytuł od czasu Evonne Goolagong (Wimbledon 1980).

Sezon 2010 to dalszy ciąg błyskawicznego marszu Kim do czołówki rankingu WTA. Rozpoczęła od triumfu w Brisbane po pokonaniu w finale rodaczki Justine Henin po galaktycznym boju. Później zdobyła tytuły w Miami i Cincinnati oraz jako pierwsza zawodniczka od czasu Venus Williams (2000-2001) obroniła tytuł w US Open. Ten świetny sezon zwieńczyła trzecim triumfem w Mistrzostwach WTA. Były też słabsze momenty, jak druzgocąca klęska z Nadią Pietrową w III rundzie Australian Open czy porażki z Alisą Klejbanową (III runda w Indian Wells) i Beatriz Garcíą Vidagany (II runda w Marbelli). Wimbledon po raz kolejny nie okazał się dla niej szczęśliwy (w ćwierćfinale przegrała z Wierą Zwonariową). Jednak każda gwiazda miewa gorsze momenty, w końcu to są tylko ludzie. Przy tym co Kim zdobyła w tym sezonie są to tylko ledwo dostrzegalne rysy. W 2010 roku rozegrała 47 spotkań i tylko siedem razy opuszczała kort  jako przegrana.

Zawsze perfekcyjnie przygotowana pod względem atletycznym i motorycznym, świetna w defensywie i kontrataku oraz zabójczo skuteczna w szybkim ataku, wykorzystująca najlepiej jak się tylko da geometrię kortu Kim z tym swoim słynnym szpagatem znowu jest wielka, aktualnie większa od swej słynniejszej rodaczki Henin, która także wznowiła karierę. Clijsters sezon ukończyła na trzecim miejscu w rankingu WTA.

O tym, jak bardzo potrzebny jest powrót Clijsters kobiecym rozgrywkom, w którym coraz mniej charyzmatycznych postaci pisałem w sierpniu 2009: „Clijsters cieszyła się sympatią także ze względu na kontakty z kibicami. Nigdy nie odmówiła podpisania kartki, uśmiechała się do kibiców, zawsze emanowało z niej ciepło. Nie było w niej nic z rozkapryszonych gwiazd, jakich teraz mamy pełno. Dlatego cieszę się, że Kim wraca, bo doda kolorytu kobiecym rozgrywkom nie tylko swoją postawą na korcie, ale także poza nim, co jest równie ważne dla popularyzacji kobiecego tenisa. Jej spontaniczność, żywiołowość, poszanowanie ducha sportowej rywalizacji, optymistyczne nastawienie, przyjazne oblicze – tego mi bardzo brakowało”. Jednak nie wierzyłem, że wszystko będzie przebiegać tak błyskawicznie. W ciągu 1,5 roku wywalczyła sześć tytułów, w tym dwa wielkoszlemowe wygrywając wszystkie finały, w których w tym czasie wystąpiła. Lepszego początku drugiego tenisowego życia Kim nie mogła sobie wymarzyć. Ale z drugiej strony jej fenomenalne wyniki świadczą o słabości kobiecych rozgrywek i braku postaci potrafiących nadać WTA Tour nowej jakości. Kim, która po US Open wystąpiła dopiero w Mistrzostwach WTA, wygrała i tę imprezę nie prezentując olśniewającej formy, ba była to bardziej seria treningowych gierek z krótkimi chwilami przebłysku.

Ta „przerwa” na małżeństwo i macierzyństwo bardzo dobrze jej zrobiła (córeczka stała się nieodłączną wizytówką jej dwóch wiktorii w US Open). Wróciła pełna energii i wigoru oraz wiary, że może jeszcze wiele wygrać, odnowiona, z motywacją do działania. I wypalenie przed 2012 rokiem, bo olimpijski sezon ma być jej ostatnim w tym drugim tenisowym życiu, na pewno nie nastąpi. Nie wygrała jeszcze Australian Open i Roland Garros, a w Wimbledonie nawet nie grała w finale. Marzy się jej z pewnością skompletowanie personalnego Wielkiego Szlema oraz olimpijskie złoto, łatwe to nie będzie, ale Kim jest mocna jak nigdy, do tego rywalki jej życia nie utrudniają i nie jest to wcale zadanie z gatunku misji niemożliwej.

Oddaj swój głos na Sportową Publicystykę w konkursie Blog Roku 2010. Termin głosowania SMS 11.01.2011 godz. 15:00 – 20.01.2011 godz. 12:00


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl