Podsumowując

Trochę ten ostatni etap poprawił wrażenie na temat tegorocznego wyścigu. Było napięcie, była kontrowersja, było dwóch rozradowanych zwycięzców na jednym finiszu. Brawo dla Kittela, brawo dla Sagana, brawo dla Martina, który próbował nawet walczyć na lotnej premii na krakowskim Rynku. Ale i tak na mecie jedyną jego taktyką, jak sam to określił, było trzymanie kciuków z nadzieją, że znajdzie się trzech mocnych na Słowaka. Znalazł się tylko jeden. Zaś Peter Sagan dołączył do grona zwycięzców Tour de Pologne, a także do grona jego fanów. Mam nadzieję, że za rok przyjedzie bronić tytułu, choć nad TdP wisi widmo Tour de France i mówi „obu tych wyścigów raczej nie przejedziesz”. A gdy Saganowi powiedzą, że może wystartować w Wielkiej Pętli, to pewnie nie będzie się wahał. Aczkolwiek Słowaka do występu w Polsce mogą skłonić jego rodacy, którzy już w zeszłym roku licznie przyjechali na nasz wyścig, a w tym roku wobec sukcesów Sagana mieliśmy już ich cały wysyp.

Wyścig się skończył i dbając o nasze narodowe cacko trzeba się zastanowić jak ten nasz wyścig tak naprawdę wygląda i co można poprawić. tak sobie przeczytałem własne podsumowanie wyścigu sprzed roku i wychodzi, że główne tezy są podobne. A właściwie jedna główna teza: wyścig jest trochę krótki. W tym roku odbył się w stolicy, oraz w województwach śląskim i małopolskim. Trochę mało jak na wyścig dookoła Polski. Z jednej strony było kiedyś narzekanie na ponad 200-kilometrowe płaskie etapy, ale dało się chociaż wpaść tu i ówdzie. Nie wiem też czy wobec siedmiu dni warto na koniec robić etap przyjaźni (nawet jeśli tej przyjaźni tam nie ma). Czy nie lepiej żeby był jeden dzień więcej w pierwszej fazie wyścigu gdzie staramy się objechać kawał kraju. Na pewno wyścig po ulicach Krakowa jest bardzo efektowny i miasto warte pokazania, ale alternatywa też ma niegłupie argumenty. Jednak mam nadzieję, że tego typu etap na końcu w wyścigu zostanie, bo jeśli w końcu UCI pozwoli wydłużyć wyścig o 1-2 dni to żadnych obiekcji już mieć nie będę. Kolejną kwestią jest usytuowanie ostatnich metrów etapu. W Cieszynie w sumie pod górkę ostatnie kilkaset metrów. W Zakopanem podobnie. W Bukownie Tatrzańskiej nawet porządniejszy ten podjazd. Ale to jeszcze nie to co dała Równica rok temu, czy w zeszłych latach dawał Orlinek. Tak więc z ogromną nadzieją podchodzę do nieoficjalnej informacji, że za rok meta jednego z etapów może być usytuowana w Gliczarowie Górnym. Bo jakby ciekawa trasa nie była przygotowana – kolarze i tak w większości przypadków będą czekać aż do ostatniego podjazdu. Więc niech etap kończy się najmocniejszym akcentem. Jakkolwiek emocjonujący był krakowski finisz – chyba nie o to nam chodzi jeśli po drodze rzucamy kilkadziesiąt podjazdów.
Kwestią często poruszaną w dyskusjach o wyścigu są wszechobecna balony reklamowe i płachty z logami sponsorów rozkładane wzdłuż trasy na których to na długo zawieszanie było oko kamery z helikoptera. Wiele osób to denerwowało. Portal cyclingnews.com jedno ze zdjęć z wyścigu opatrzył podpisem „to nie jest festiwal balonów – to start etapu Tour de Pologne”. O ile dla wielu osób takie stwierdzenie może wydawać się ironią, to mnie akurat wydaje się, że to dość pozytywne określenie kolorowości wyścigu. Może zagranicznych reporterów i kibiców nie kłuje tak bardzo w oczy fakt, że to agresywna reklama. Aż mi się nasunęła sytuacja z niedawnej walki bokserskiej Kilczki z Haye’em podczas której kilkadziesiąt razy pojawił się spot sponsorującego transmisję serwisu internetowego doprowadzając kibiców do szału. Potem okazało się, że TVP wyemitowało dwa razy więcej reklam niż przewidywała umowa. Teraz też chyba czasem są aż nadgorliwi w prezentowaniu log sponsorów. Wracając do balonów – na pewno niemało pieniędzy przez nie płynie do kasy Touru co jest dość mocnym argumentem. A wyżej wspomniana kolorowość niektórym się bardzo podoba. No niech będzie – nie narzekajmy. Narzekać można za to na realizację wyścigu, choć może jestem trochę rozpieszczony standardami realizacji na największych światowych wyścigach. Aczkolwiek sytuacja z mety w Bukowanie Tatrzańskiej była karygodna na każdy możliwy standard.
Podsumowując: jak co roku. Czyli w sumie dość ciekawie, nazwiska coraz większe, Polacy dzielnie walczą. Ale czegoś ciągle brakuje. Ciągle wydaje się, że mogłoby być jeszcze lepiej. Może to chodzi o realizację, wszak oglądając wyścig w telewizji jest to aspekt najbardziej skupiający uwagę. A może chodzi o coś zupełnie innego. Na przykład o to, że jak przed chwilą skończyła się trzytygodniowa przygoda z Tour de France taki tygodniowy tourek nie ma szans zrobić wrażenia.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl