Podwórkowe przepychanki

…… czyli jak to panów dwóch piłkarzy sobie wydzierało.

Po kilku latach śledzenia futbolu, tak polskiego jak i zagranicznego, dochodzę do wniosku, że w Polsce nic nie jest normalne, a aferę na całe piłkarskie środowisko można zrobić w każdej chwili i ze wszystkiego.

Wszystko poszło o to, że niedobry prezes jednego z największych polskich klubów, Józef Wojciechowski, nie chciał puścić połowy swojej jedenastki na pseudozgrupowanie  pseudokadry przed meczem z pseudoprzeciwnikiem i do tego poza terminem FIFA. W ten sposób polski bogacz miał strasznie przeszkodzić wybrańcowi narodu, Franciszkowi Smudzie w jego życiowej misji o honor kraju w której z dnia na dzień gubi się coraz bardziej.

W ogóle mecz z Mołdawią jest czymś co przechodzi ludzkie wyobrażenie i według mnie wydarzenie to jest efektem pracy PZPN-owskich  działaczy nad projektem „Jak zmarnować pieniądze w kilku prostych krokach”. No bo niech mi ktoś wytłumaczy po co komu mecz z przeciwnikiem o klasie polskiego pierwszoligowca (co nie oznacza, że nasze super orły się na nim nie wyłożą) na drugim końcu Europy, w składzie ligowym, który jest w ogóle wynalazkiem na skale światową, bo nie kojarzę by jakakolwiek reprezentacja na jakimkolwiek poziomie coś takiego praktykowała. W tym spotkaniu zagrają piłkarze, którzy zrobią to w tym składzie pierwszy i ostatni raz, a rzekome ogrywanie się niektórych zawodników też traci tutaj swój sens, bo przecież w pierwszej reprezentacji czekają ich zupełnie inni koledzy i rywale.

Wracając do przepychanek miedzy Smudą a Wojciechowskim, to czymś niezrozumiałym dla mnie jest to, że trener Smuda groźnie kiwa palcem mówiąc, iż już więcej nie pozwoli na to by trener zespołu (w tym wypadku Bos) dzielił piłkarzy pomiędzy dwa zgrupowania. Przecież ani prezes Wojciechowski, ani trener Theo Bos nie mają żadnego obowiązku zwalniać piłkarzy na mecze z poza fifowskich terminów. Selekcjoner ma trochę racji narzekając, że tak pakiet Jodłowiec – Sobiech, jak i pakiet Mierzejewski – Sadlok  dotrą na zgrupowanie późnym wieczorem  w przeddzień meczów w jakich mieliby wystąpić, ale przecież robi to żadnej różnicy, bo nawet  taki trenerski umysł jak Smuda w dwa dni zgrupowania nic nowego ich nie nauczy, kadry ligowej ze sobą nie zgra, a kadrę główną po tylu miesiącach pracy powinien mieć już poukładaną.

Smuda w ostatnim wywiadzie wypalił, że jeżeli Poloniści nie przyjeżdżają na całe zgrupowanie to mogą na nie w ogóle nie przyjeżdżać, ale ta sytuacja to żywy przykład tego, jak to pan selekcjoner najpierw coś palnie, potem się zorientuje, że powiedział głupotę i musi zmieniać zdanie. Choć takie sztuczne afery robione o nic mnie irytują, (bo wiadomo już, że na tym wszystkim bez względu na to jak się cała sprawa zakończy, najbardziej ucierpią „zamieszani” w nią piłkarze) to jednak nie zawracam sobie nimi głowy, bo znając pana Smudę jeszcze w tym tygodniu ze trzy razy zmieni zdanie w tej sprawie. Martwi mnie tylko częstotliwość tych skandali i skandalików, bo to nie powinno tak być, aby afer i kłótni było więcej niż dobrych meczów, a taka sytuacja ma obecnie miejsce jeżeli chodzi o kadrę Smudy.

Gdy były szkoleniowiec Lecha obejmował posadę selekcjonera cieszyłem się niesamowicie, bo był moim faworytem jako prosty człowiek, a przy tym znający się na rzeczy.  Niestety chyba trzeba przyznać, że powierzenie Smudzie kadry to był błąd. Na ten moment oczywiście, bo jeszcze może się okazać, że zostaniemy Mistrzami Europy. Smuda brak wyników tłumaczy tym, że odmłodził kadrę. To dobrze, ale dlaczego drogą wyrzucania po kolei wszystkich bardziej doświadczonych zawodników? Może Michał Żewłakow ma już swe dni chwały za sobą, ale w dalszym ciągu jest to najlepszy polski stoper.  Brak Boruca jakoś przebolejemy z racji posiadania Fabiańskiego, Szczęsnego czy choćby nawet Tytonia. Jeżeli dani zawodnicy rzeczywiście zasłużyli na wyrzucenie z reprezentacji to okay, ale odkąd Smuda objął kadrę, znalazł się w niej każdy kto zaliczył w Ekstraklasie dwa dobre mecze pod rząd, a trzon kadry stanowią Murawski i Błaszczykowski . Pierwszy w Rubinie za dużo nie grał, a w drugim trudno dostrzec jakieś cechy przywódcze. Po zimowym śnie polski futbol bierze sie do życia. W meczu z Norwegią dowiemy się na czym stoimy. Na radykalne zmiany ze zwolnieniem selekcjonera na czele nie ma co liczyć, bo ten ma całkowite poparcie tego czegoś co się nazywa PZPN  w zamian za pełną lojalność, a i chyba jest już na takie kroki za późno. Zawsze raczej broniłem selekcjonera. Niestety miesiące lecą, a za każdym razem widzę jak pan Smuda przychodzi na konferencje po słabym meczu, chociaż przegranym to i tak w jego opinii pełnym pozytywów, powie że jego młody zespół potrzebuje jeszcze zgrania, na koniec strzeli jakiś kawał, dziennikarze się pośmieją, a wyników jak nie było tak nie ma. Nie wiem czy receptą będą Arboleda i Perquis. Może kadra od meczu z Norwegią rozpocznie tak po prostu passę zwycięstw i wszystko zacznie sie układać? Tak już w przeszłości bywało za Engela, Janasa i Beenhakkera, że już  chciano orać boiska, a piłkarzy zesłać do kopalni, a tu ni z tego, ni z owego zespół zaczął wygrywać mecz za meczem. Oby tym razem było tak samo, bo potrzebne jest to tak bardzo jak jeszcze nigdy nie było.


pubsport.pl
Krystian Nowak

Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam:
http://prideoflondon.blox.pl/html

http://prideoflondon.blox.pl/html