Pokaż coś, albo niech cię Hapal weźmie!

Był czas, że w przypadku kontuzji, czy kartkowej pauzy któregoś ze stoperów Podbeskidzia Bielsko-Biała, kibice nie musieli drżeć o defensywę. W końcu zawsze na ławce czekał ktoś równie kompetentny. Wypadał Bartłomiej Konieczny? Wskakiwał Juraj Danczik. Wypadał Danczik. Wskakiwał Broniewicz i – gdyby nie patrzeć na nazwiska – nic się nie zmieniało. Obrona była równie nie do przejścia dla każdego I-ligowca. Ten czas już minął.

Jacek Broniewicz za wszelką cenę chce udowodnić, że w Polonii Bytom słusznie postąpiono, nie dając mu zbyt wielu szans na grę w ekstraklasie. Obrońca, który jesienią w I lidze grał tak dobrze, że Danczik nie łapał się do składu, spuścił z tonu już wiosną, ale wtedy jeszcze coś grał. Że Słowakowi tak do końca nie ufałem, to jak mogłem prowadziłem batalię, żeby z „Bronkiem” kontrakt przedłużyć. Przedłużono i… facet nie łapie się do kadry meczowej. Jasne, miał niejedną kontuzję. Ale w meczach rezerw czy Młodej Ekstraklasy nie udowodnił, że bardziej zasługuje na grę niż taki Artur Moroń. Nie w Broniewiczu jednak tkwi problem, a w tym, na kogo liczono najbardziej.

Transfer Ondrzeja Szourka był niejako częścią świętowania awansu do ekstraklasy. Ledwo „Górale” ograli Sandecję Nowy Sącz, a już pojawiła się informacja „Z Ligi Mistrzów do Podbeskidzia”. Wszyscy czuli, że teraz to się zaczęło. Klub z Bielska zaczął ściągać graczy, którzy tłukli się z napastnikami Spartaka Moskwa, Chelsea Londyn, czy Olympique Marsylia. Było niemal jasne, że walkę o miejsce w składzie u jego boku stoczą Konieczny z Danczikiem.

W sparingach jakoś tego geniuszu nie było widać. Wprawdzie trener Kasperczyk mówił, że na tle innych stoperów w lidze, będzie się wyróżniał szybkością, a nawet Jacek Broniewicz wyglądał od niego bardziej dynamicznie, jednak można sobie to było tłumaczyć problemami z aklimatyzacją, ciężkimi przygotowaniami itd.

Ligę zaczął na ławce, jednak po dwóch fatalnych występach defensywy wskoczył do składu. I bielszczanie przestali tracić bramki, choć większa w tym zasługa Mateusza Bąka, niż akurat Szourka. Problemem było to, że Czech nadal nikogo nie przekonywał. Jak dotychczas w Polsce, jak miał swój dzień, grał przeciętnie, a jak nie miał, to grał beznadziejnie. Przyzwoicie zagrał na Legii, gdzie pomagał powstrzymać Danijela Ljuboję, choć jedyny gol dla warszawian padł po tym, jak przy rzucie rożnym zdemolował go Ivica Vrdoljak. Później były bardzo „dynamiczne” pogonie za Korzymem z Korony i Jankowskim z Ruchu, zakończone bramkami wspomnianych i Ondrzej dostał odpoczynek. Do składu wskoczył odmieniony Danczik i nagle obrona bielszczan zaczęła się prezentować o niebo lepiej.

W tym samym czasie gracz z Ligi Mistrzów występował w IV-ligowych rezerwach. Problem w tym, że prezentował się podobnie, jak w ekstraklasie i pozwalał piłkarzom Czarnych-Górala Żywiec, czy innych potęg cieszyć się, że zremisowali z rywalami, którzy mają „składy naszpikowane piłkarzami z Ligi Mistrzów”.

Dlatego kontuzja Danczika, wykluczająca go z gry przeciwko Polonii Warszawa, jest informacją mrożącą krew w żyłach. Znów będzie chyba musiał zagrać Szourek (choć taki Koman na stoperze spisywał się swego czasu nieźle, ale Kasperczyk raczej go tam nie wystawia). I to może być dla tego faceta ostatnia szansa, na pokazanie, że coś jednak potrafi. Zagrajże coś chłopie wreszcie, żeby kibice Podbeskidzia przestali wreszcie marzyć o tym, że Pavel Hapal po starej znajomości za ciebie zapłaci i weźmie do Zagłębia Lubin. Zagraj wreszcie tak, żeby twoje ewentualne odejście było stratą, a nie zyskiem. Wiele więcej szans, niż ta przy Konwiktorskiej, możesz nie dostać.


pubsport.pl
Michał Trela

Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl

http://trelik.blox.pl