Pole startowe wiele nie oznacza

Powyższy wniosek wyciągam po ostatnich wyścigach Formuły 1, zwłaszcza tego dzisiejszego, rozgrywanego na Monzy, który będzie tematem tego wpisu. 

Ten weekend utwierdził mnie w przekonaniu, że kwalifikacje to jedna, a wyścig to druga, osobna historia. Wydawałoby się, że to oczywista oczywistość, ale trzeba przyznać, że przedarcie się na podium po starcie z dwucyfrowego pola to nie lada wyczyn. Oczywiście zależy też od sytuacji na torze i samej konfiguracji obiektu (czy są miejsca do wyprzedzania itp.). Przyznaję się szczerze, że nie spodziewałem się Fernando Alonso na podium. Ja wiem, że Ferrari, kibice, Włochy, ale Hiszpan był dla mnie za daleko w sesji kwalifikacyjnej.

Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, to świetna dyspozycja samochodów napędzanych silnikami Mercedesa, a także Ferrari. Wystarczy spojrzeć na wyniki sobotnich kwalifikacji albo niedzielnego wyścigu, aby się o tym przekonać. Te jednostki napędowe sprostały trudom Monzy, czego nie można powiedzieć o Renault (wysokie miejsce zaliczmy jako zasługę talentu, coś jak Robert Kubica w GP Belgii albo Brazylii w 2009 roku).

13. eliminacja MŚ okazała się pechowa dla Red Bulla. Nie poszło im w walce o pola startowe, ale pozostawała nadzieja, że podobnie jak przed tygodniem w Spa, uda się pojechać dobrym tempem w wyścigu. Jednakże rzeczywistość była brutalna dla austriackiego teamu. Vettelowi nie wytrzymał silnik, a Webberowi opony. W klasyfikacji indywidualnej obaj wypadli poza podium, zaś w punktacji konstruktorów ich prowadzenie jest poważnie zagrożone.

Przenieśmy się na czoło klasyfikacji po dzisiejszym ściganiu we Włoszech. Bardzo dobrze ułożyło się dla Lewisa Hamiltona. Jedyną chwilą, w której jego prowadzenie było zagrożone był atak Felipe Massy na pierwszym zakręcie. Poza tym, Mistrz Świata z 2008 roku odbył dość spokojny wyścig, chociaż gdyby potrwał kilka kółek dłużej, to mogloby być zupełnie inaczej.

Wszystko za sprawą Sergio Pereza, zdedydowanie największą gwiazdą GP Włoch 2012. To już jego trzecie podium w tym sezonie (było jeszcze 2. miejsce w Malezji i 3. w Kanadzie). Meksykanin potwierdza swój talent i aspiracje do jazdy w jakimś lepszym zespole. Myślę, że z taką jazdą powinien dobić do stu punktów w punktacji indywidualnej. Polubiłem go, bo wniósł emocje do dzisiejszej rywalizacji. Oby jeszcze błysnął talentem w tym sezonie. Widać, że ma aspiracje na wygranie wyścigu. Może bliżej ojczyzny, w USA? Kto wie…

Była już mowa o Fernando Alonso i Ferrari, ale nie wspominałem o Felipe Massie. Takie występy jak dziś albo tydzień temu w Belgii pomogą mu w odbudowaniu dyspozycji psychicznej i stworzą szansę na pozytywną końcówkę sezonu dla niego. Przecież te dobre wyniki jego zespołowego kolegi nie biorą się znikąd, tam musi być dobry samochód. Jeśli Brazylijczyk będzie z niego korzystał tak, jak we wrześniu, to jeszcze może coś ugrać w tym roku. Może pierwsze od prawie dwóch lat podium?

„Cichy sukces” odniósł Kimi Raikkonen. Chociaż nie znalazł się w ścisłej czołówce, to wskoczył na pudło klasyfikacji indywidualnej. Przez to, że Fin regularnie zdobywa punkty, utrzymuje się wśród najlepszych. Powstaje pytanie, czy w którymś z następnych wyścigów będzie w stanie zbliżyć się do pierwszego miejsca. Niedługo zamontują mu DDRS, zatem jest szansa…

Troszeczkę żałuję, że aktualny lider MŚ, Fernando Alonso zdobył tak dużo punktów, bo to pozwala mu utrzymać pewien komfort prowadzenia w punktacji. Nie chodzi o to, że mu źle zyczę, lecz chciałbym, aby walka o tytuł nie zakończyła się przedwcześnie, bo jak już mamy najlepszy sezon w historii, to i niech emocje związane z tronem dla Mistrza towarzyszą nam do końca. Ciekawa sytuacja zrobiła się za Hiszpanem – czwórkę zawodników dzieli tylko 10 punktów. Jenson Button według mnie dziś przekreślił swoje szansę na Mistrzostwo Świata. Wiem, że odrobienie prawie 80 punktów nie jest niemożliwe, ale to chyba za dużo patrząc realistycznie.

Zawsze po wyścigu we Włoszech pojawia się we mnie takie uczucie, że coś się kończy. Jakoś tak od razu robi się bliżej do końca sezonu. Na pewno kończą się powoli wyścigi rozpoczynające się o 14:00 naszego czasu – jeszcze tylko Singapur i Abu Zabi. Na pozostałe trzeba będzie albo wcześniej wstać, albo poczekać do zachodu słońca. Takie eliminacje mają również swój klimat. Przy porankach z Formułą 1 pokazuje się, kto jest najbardziej zagorzałym jej fanem. Może treningi sobie odpuszczę, ale kwalifikacji i wyścigów nie zamierzam. Jest szansa, że będę mógł spokojnie włączyć sobie F1, kiedy tata będzie jeszcze spał. Po południu zwykle przegrywam walkę o największy ekran w domu…

Tak więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dziać się będzie jeszcze dużo, przed nami interesujące wyścigi, o czym jestem przekonany. Niech sobie teraz zespoły chwilę odpoczną, bo już niebawem czekać je będzie intensywny okres (od paździenika przez 8 tygodni odbędzie się 6 wyścigów). A my w tym czasie będziemy się ekscytować rywalizacją ścigających się bolidów po całym świecie…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl