Polsat, czyli stacja minimalistów

Nikt chyba jeszcze w historii naszej strony tematu transmisji telewizyjnych nie wziął sobie tak bardzo za przewodniego we wpisie. A zatem wygląda na to, że będę pierwszy.

Pragnę zaznaczyć na samym początku, że nie mam nic do dziennikarzy, reporterów i komentatorów stacji, a nawet wręcz przeciwnie, bardzo ich lubię. Ale do rzeczy. Sam tytuł może się wyglądać na dość ofensywny, ale w kolejnych akapitach będę się starał to prostować, załagodzić.

Piłka nożna

Najbliższy sezon będzie dla słonecznej stacji chyba najlepszy w historii, jeśli chodzi o ilość praw do pokazywania futbolu. Kolejne już nie będą tak dobre na pewno, albowiem europejskie puchary uciekają do innych kanałów.

Najpierw piję do Ligi Europy. Jak zapewne wiemy, na sportowych antenach grupy Polsat możemy zobaczyć wszystkie mecze tych rozgrywek. Jednakże, jeśli nie jest to finał, ani mecz polskiego zespołu, to komentator siedzi przed ekranem w studiu w Warszawie. Nawet, jeśli ktoś był wysłany dzień wcześniej na Ligę Mistrzów i do areny zmagań Europa League miał całkiem niedaleko. A wiadomo, że na stadionie lepiej widać, niż w studiu.

Następną sprawą jest studio po I połowie LM. Z reguły rozmowy po pierwszych 45 minutach trwają tyle, co czytanie na głos wstępu do tego wpisu. Jeżeli mamy trzech gości w studiu, to jest duża szansa, że jeden z nich w ogóle nie przemówi. To jest bez sensu, już lepiej pokazywać same reklamy! Odrobinkę ratuje ich niedzielne Cafe Futbol, gdzie mają 90 minut na to, by sobie pogadać. Jest to jakieś rozwiązanie, ale nie do końca zadowalające wszystkie strony. Ale zawsze coś…

Na zakończenie o piłce nożnej, kwestia na czasie, czyli pokazywanie meczów polskich drużyn w walce o grę w Europie w kanale „otwartym”. Ktoś tam powiedział tłumacząc brak transmisji starcia Wisły ze Skontem słowa podobne do tych: „Od tego mamy kanały sportowe, żeby pokazywać tam sport. Nie możemy wszystkiego pakować do głównego Polsatu, bo zrobimy z niego kolejną stację sportową”. Normalnie nóż się w kieszeni otwiera! Ja tę wypowiedź zrozumiałem na swój sposób –  mniej więcej tak: „Odczepcie się od nas, do jasnej cholery! Jak chcecie sobie pooglądać sport to kupcie Cyfrowy Polsat! A jak nie kupicie, to za karę oglądajcie po raz n-ty powtórki wszystkich naszych seriali!”. Ja tylko przypomnę, że są wakacje, ludzie na urlopach i nawet posiadając wspomnianą platformę, może to nic nie dać. I w ten właśnie sposób słoneczna stacja strzela sobie w stopę. Wystarczy spojrzeć na statystyki oglądalności. Dziękuję dobranoc.

Siatkówka

Nierzadko można usłyszeć stwierdzenie, iż Polsat to stacja przyjazna siatkówce, zwłaszcza polskiej. Faktycznie, trzeba przyznać, że realizacja stoi u nich na najwyższym poziomie. Po Final Eight tegorocznej Ligi Światowej dostali nawet pochwały od władz FIVB. Ale zdarzają się też kuriozalne sytuacje z komentatorami, a właściwie z ich wysyłaniem na mecze. Przykładów nie trzeba daleko szukać, wystarczy przypomnieć sobie Mistrzostwa Świata zarówno mężczyzn, jak i kobiet z ubiegłego roku. Kiedy Polscy siatkarze odpadli, mecz Bułgaria – Brazylia komentowali  jeszcze z Włoch Marcin Lepa i Wojciech Drzyzga. Jednak później, razem z Tomaszem Swędrowskim przylecieli do Polski i III faza grupowa oraz mecze o medale komentowano ze studia w Warszawie.

Na Mistrzostwach Świata kobiet akcja była jeszcze bardziej niezrozumiała. Nasze siatkarki grały mecze o miejsca 9-12 nad ranem polskiego czasu (pamiętam dokładnie, bo „przestawiłem się” wówczas na czas japoński). Słoneczna stacja postanowiła wysłać Marka Magierę, by jego głos słyszano w trakcie transmisji meczów Polek. Niestety, tylko i wyłącznie Polek… Nie miało znaczenia to, że w tej samej hali rozegrano tego samego dnia mecze o medale. Może trzy mecze dla jednej osoby to za dużo, ale finał już mógłby być komentowany z miejsca wydarzeń.

Dziennikarze nie są także wysyłani na wyjazdowe mecze polskich drużyn w europejskich pucharach, albo, co gorsza, na finałowe turnieje, nawet, jeśli wezmą w nim udział kluby z Polski. No, chyba, że gospodarzem Final Four jest miasto z naszego kraju…

Na początku wątku o siatkówce napisałem, że Polsat to przyjaciel polskiej siatkówki. Tu pojawia się wielki nacisk na słowo „polskiej”. Kiedy stacja pokazuje jakiś wielki turniej – Liga Światowa, Mistrzostwa Świata, czy Europy, na otwartym kanale można zobaczyć wyłącznie mecze Biało-Czerwonych. Widocznie szefowie wychodzą z założenia: „co z tego, że jest jakiś tam finał, skoro nie grają nasi”?. Za czasów transmisji w TVP nikt nie śmiał pomyśleć, iż można w tak brutalny sposób krzywdzić kibiców tego pięknego sportu. Zaznaczam: kibiców siatkówki, nie: kibiców reprezentacji Polski.

Formuła 1

Na koniec notki o sporcie w telewizji Zygmunta Solorza-Żaka, słów kilka o królowej sportów motorowych. Znaczna część fanów F1 zauważyła, że Polsat przestał wysyłać komentatorów na wyścigi w 2009 roku, a za Kubicą „biegał” jedynie reporter – bodajże Krystian Sobierajski. Teraz nie ma też i jego, bo nie ma Roberta. Jeżeli to naprawdę kosztuje tak dużo, to może warto ograniczyć się tylko do eliminacji MŚ rozgrywanych w Europie? A tak Andrzej Borowczyk i Maurycy Kochański muszą się domyślać na podstawie obrazu telewizyjnego i przede wszystkim live timingu, np. czy pada, czy jest gorąco, co się dzieje w alei serwisowej…

Okej, jeśli zapadła decyzja o niewysyłaniu dziennikarzy do karuzeli z Formułą 1, to czemu Borowczyk i Kochański muszą ciągle biegać między studiami? Panowie mają naprawdę ciężkie weekendy, bo jeszcze czasem muszą pojawić się w pracy wcześniej – na Porsche Supercup. Gdyby tak rozłożyć ich czas na antenie od piątku do niedzieli na czynniki pierwsze, to mamy tak: 2×90 minut w piątki, dzień potem 65 minut treningu + 2×60 minut studia + 65 minut kwalifikacji oraz niedzielne 45 minut z Porszakami + 2×60 minut studia + prawie dwie godziny wyścigu. W sumie mamy 715 minut, co daje nam w przeliczeniu prawie 12 godzin! A na pewno dochodzi jeszcze przygotowanie się do każdego występu przed kamerami… nie chcę nawet już tego liczyć. Nasuwa się pytanie, czy nie warto znaleźć jakiegoś stałego eksperta i dołożyć jednego albo dwóch gości specjalnych? Przecież to takie proste, a i Andrzej z Maurycym trochę odetchną, bo to niezdrowe tyle siedzieć przed ekranami.

Ostatni akapit wpisu w kategorii F1 poświęcam na samo studio, a raczej jego brak, gdy mamy przerwę w rywalizacji, przykładowo czerwoną flagę. Temat rozpocząłem też analizując wyścig w Węgrzech.  Znany nam duet komentatorów jest skazany na zabawienie widzów swoimi opowiastkami do momentu, aż bolidy nie wznowią ścigania. Daleko pamięcią nie trzeba szukać – mamy Grand Prix Kanady z obecnego sezonu. Przez około dwie godziny, kiedy auta stały sobie spokojnie na polach startowych oczekując na koniec opadów deszczu, panowie rozmawiali na wszelkiego rodzaju tematy. Zeszli już nawet na Rihannę i jej kolor włosów! Dopiero w ubiegłą niedzielę, 31 lipca (zapamiętajmy tę historyczną datę), przeniesiono się do studia w trakcie problemów technicznych! Spodziewałem się pytania Andrzeja: „Jak myślisz, Maurycy, kiedy arcysympatyczny węgierski realizator pozwoli nam się dalej cieszyć rywalizacją pasjonującego wyścigu o Grand Prix Węgier rozgrywanym po raz 25. w historii na torze Hungaroring?” Teraz sobie żartuję, że w końcu wydał się fakt o niebytności ludzi Polsatu na torze.

 

Przeciętny kibic powie tak: „nieważne gdzie, byle obejrzeć”. Takie założenie jest najprostsze i najlepsze, lecz, jak widać, nie wszystkie stacje to rozumieją. Z wierzchu wygląda, że TV Polsat ma atrakcyjną ofertę sportową, ale gdy zagłębimy się w szczegóły, to już tak różowo nie jest. Ale pamiętajmy, to jest telewizja prywatna i to bardziej my jesteśmy dla nich, niż oni dla nas. Zatem cieszmy się tym, co mamy…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl