Polscy fani to potęga. Przynajmniej piłkarska

Byłem na konferencji „Sport a społeczna dyscyplina” w Katowicach. Wysłuchałem cyklu wykładów ludzi z różnych części Europy, o rozmaitych kwestiach dotyczących kibicowania, wspierania klubów piłkarskich i zapobiegania chuligaństwu. Szczegółową relację z imprezy możecie przeczytać tutaj: http://sportslaski.pl/rozmawiali-o-kibicach-wskazali-ze-trzeba-zmienic-zachowanie-policji,sport-slaski,28854,info.html , a ja skupię się na szczegółach, które mnie zdziwiły, które uważam za ważne, bądź się z nimi nie zgadzam.

W pierwszym wykładzie, wygłoszonym przez kibiców GKS-u Katowice, którzy uratowali kilka lat temu klub z Bukowej przed upadłością, zaciekawił mnie fakt, że ich zdaniem, było to zdarzenie w Polsce bez precedensu. Jednocześnie sami przyznali, że… z perspektywy czasu uważają, że niesłusznie zostali wówczas dopuszczeni do IV ligi. – Jako nowo założony klub powinniśmy byli zaczynać od B klasy. Jeździliśmy jednak do PZPN-u i powoływaliśmy się na przypadek Stomilu Olsztyn, który po upadłości również zaczynał od IV ligi. Nie zwróciliśmy jednak wówczas uwagi na fakt, że olsztynianie mieli zespół rezerw i w jego miejsce wystartowali. GieKSa takiej drużyny nie miała… – przyznał jeden z nich. Zakładając więc, że GKS w 2005 roku przystąpiłby do B klasy i co roku świętował awans, dziś byłby… beniaminkiem I ligi. W rzeczywistości szykuje się do piątego sezonu z rzędu na tym poziomie.

Duuuuuże wątpliwości miałem słuchając wykładu Piotra Pałaszewskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego, który opowiadał w jaki sposób media opisują dziś w Polsce kibiców. Nie wiedziałem, że samo słowo „kibic” jest już często odbierane pejoratywnie, stąd dziś zazwyczaj nie występują Stowarzyszenia Kibiców, tylko Stowarzyszenia sympatyków klubu. Sympatyk, to jakoś za miękko brzmi… Pałaszewski analizował psychozę, jaka zapanowała w czeskich mediach przed przyjazdem Lecha Poznań na mecz ze Spartą Praga. Pokazywał, jak bardzo była bezpodstawna. Rozbawiło mnie zdanie, które według je wymawiającego jest zasadą (!) – „Im lepiej o mnie mówią, tym lepszym się staję”. Może i prawda, ale nie w środowisku kibiców. Pamiętacie, jak w tym miejscu napisałem ponad rok temu pochwalny tekst po meczu Podbeskidzia z Pogonią Szczecin, w którym pisałem z dumą, że klub z mojego miasta nie przejawia zainteresowania chuligaństwem? Naskrobałem już sporo tekstów, które nie podobały się fanom bielszczan, ale o ten mieli chyba do mnie największe pretensje. Nawet cztery miesiące później, gdy mnie kibice spotkali, wypominali tamten felieton. „W tym klubie naprawdę są ludzie, którzy potrafią za niego walczyć” – mówili. To tak a propos dobrego mówienia.

Pałaszewski z dumą przytaczał też dane mówiące o tym, że frekwencja w poprzednim sezonie ekstraklasy wzrosła o 80% w porównaniu do rozgrywek 2009/2010. Super! Brawo! A, że Lech grał dużą część sezonu we Wronkach, Wisła i Cracovia najpierw w Sosnowcu, potem na Suchych Stawach, Legia na stadionie składającym się z jednej trybuny, a z ligi spadły Odra i Piast, które, proszę wybaczyć, mają trochę mniej kibiców niż Górnik i Widzew, to pies? Wulgaryzmy mają natomiast stanowić ułamek procenta na polskich meczach. Byłem na blisko 200 potyczkach i na każdej słyszałem wszelkiego rodzaju bluzgi. Może Zagłębie Lubin, którego kibicem jest pan Pałaszewski, ma najbardziej kulturalne trybuny na świecie? (Tym razem podpadnę fanom „Miedziowych”…)

Podobało mi się też, gdy członek stowarzyszenia kibiców GKS-u, próbował przekonywać Clifforda Stotta, psychologa z University of Liverpool, że w Polsce dialog kibiców z służbami porządkowymi nie jest możliwy. Daniela Wurbs z organizacji Football Supporters Europe wtrąciła się i powiedziała: – Słyszałam to milion razy w różnych krajach. U nas się to nie uda, bo my jesteśmy tak inni od wszystkich. Wszędzie się to udawało, wierzcie mi – mówiła. Uwierzcie jej, że nie jesteśmy tak wyjątkowym, wyróżniającym się narodem.

Spodobała mi się też idea niemieckich Fanprojektów. Prowadzone są w 50 klubach od 1. do 4. ligi i polegają na pracy u podstaw z kibicami. Masz problem – idziesz do pracowników fanprojektu, a oni starają się pomóc. Mają swoje miejsca spotkań, wspólnego spędzania czasu. W Hamburgu organizują wymiany koszulek pomiędzy fanami Sankt Pauli i HSV, urządzają dla nich wspólne projekty, by zobaczyli, że po drugiej stronie są też fajni młodzi ludzie. Ładnie powiedział Martin Zajonc, urodzony w Rybniku, z fanprojektu HSV. – „Nie musimy się kochać. Ba, nawet nie chcemy się kochać z Sankt Pauli! Rywalizacja musi być, ale musimy wiedzieć, gdzie jest granica” – do-kła-dnie!

Na zakończenie okazało się też, że kibice z Hamburga i Katowic mieli w 2009 i 2010 roku pewną wymianę. Przyjeżdżali do siebie, poznawali siebie i regiony, w których mieszkają. Grali też w piłkę. W Katowicach wygrali gospodarze, więc w rewanżu Niemcy byli mocno zmotywowani by wygrać. Wymyślili, że na piasku będą mieć większe szanse. I tak przegrali. Polscy kibice to potęga:-)

PS A właściwie 2 PSy. Spodobało mi się to, o czym Piotr Zaczkowski zajmujący się kandydaturą Katowic na Europejską Stolicę Kultury 2016, nieśmiało wspomniał. – Chcemy, by w 2016 roku, kiedy przypada 100 rocznica urodzin Ernesta Wilimowskiego, więcej mówić i częściej przypominać tę postać, która jest tak charakterystyczna dla całego regionu – mówił. Przyklasnąć!

A drugi – ten sam Zaczkowski wspomniał o wierszu Kazimierza Wierzyńskiego, którego bohaterem lirycznym jest Ricardo Zamora. Zaciekawiło mnie to, wszak trudno o lepsze połączenie niż Skamandryta+piłka nożna. Wiersz nazywa się „Match footballowy”. Nie wiedziałem o jego istnieniu.

?


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl