Polska drugą siatkarską Japonią?

Przyznam szczerze, że miałem „przemilczeć” fakt, iż organizację Final Four Ligi Mistrzów ponownie przyznano Skrze Bełchatów. Jednak dziś zacząłem się nasycać feriami i zrobiłem sobie uważniejszy przegląd moich ulubionych blogów (tych z zakładki na sedzik.blox.pl). Natknąłem się na ten temat i (ponownie) zmieszałem.

Żeby było jasne: kibicuję Skrze już kilka dobrych lat. Pamiętam, gdy zaczęła się nieprzerwana do dziś seria siedmiu Mistrzostw Polski z rzędu. Bardzo się wówczas ucieszyłem, że zespół najbliżej mojego miasta osiąga tak wspaniałe sukcesy. Chciałbym zatem na początku zaznaczyć, że chcę dla zespołu prowadzonego przez Jacka Nawrockiego tylko i wyłącznie dobrze.

Po raz trzeci na przestrzeni pięciu lat półfinały i finał Ligi Mistrzów odbędą się w Łodzi. Każde z finałowych turniejów widziałem z perspektywy trybun (w 2008 roku byłem w sektorze kibiców… Sisley’a Treviso, a dwa lata później przeżyłem fajny maraton – 4 mecze w 22 godziny oraz zaprzyjaźniłem się z pszczołą i liskiem). Za każdym razem PGE Skra zajmowała trzecie miejsce. Niestety, były to jedyne „razy”, gdy siatkarze z Bełchatowa znaleźli się w najlepszej czwórce klubów Europy.

Oto jeden z powodów, dlaczego przyznanie organizacji polskiemu klubowi budzi wiele dyskusji. Wiemy, że drzemie w nim ogromny potencjał, ale jeszcze nigdy nie dostał się sam do 1/2 finału! Myślę, że lepiej byłoby dać się wykazać zawodnikom na boisku. A jeśli już ktoś w CEV bardzo upodobał sobie Polskę, to dlaczego gospodarzem nie mogłaby być ZAKSA?

Przeglądając rozmaite opinie w internecie, znalazłem niebezpodstawne porównanie naszego kraju do Japonii. Jak wiemy (sam przecież narzekam na to), w tym wieku w Kraju Kwitnącej Wiśni ma miejsce dużo imprez pod egidą FIVB. Dodatkowo, siatkarze reprezentacji tego kraju reprezentują poziom – powiedzmy sobie – przeciętny. Kobiety jeszcze ujdą, ale poza ojczyzną nie są już tak groźne, a to też czymś świadczy.

Faktycznie, ostatnio dużo tych eventów na naszych parkietach. Jednak od Japończyków różni nas to, że wypadamy znacznie lepiej pod względem organizacyjnym i sportowym od nich. Bardzo się z tego cieszę, ale te krytyczne wpisy otworzyły mi oczy. Kto wie, czy Skra zdobyłaby te dwa trzecie miejsca, czy siatkarki wywalczyłyby brąz w 2009 na ME, czy siatkarze byliby trzeci na Final Eight LŚ rok temu, gdyby nie to, że byliśmy gospodarzami tych imprez…

Finał Ligi Mistrzów po raz drugi odbędzie się w łódzkiej Atlas Arenie. Jest (co prawda mała, ale jednak) obawa, co do frekwencji na trybunach. Nie zaprzeczam, że Polacy, czy łodzianie kochają siatkówkę, ale odstraszające mogą być ceny biletów. Raz – że Champions League ma „swoją wartość”. Dwa – że największa hala w Polsce ostatnio często stoi pusta i nic się w niej nie dzieje. Dlatego wejście może się okazać naprawdę drogie. Dla porównania: bilety na LŚ z USA kosztowały do 140 zł. Dwa lata temu za dwa mecze LM za te miejsca trzeba było zapłacić 120 zł. A kiedyś na najlepsze miejsca na Ligę Światową w Pałacu Sportu można było wejść za 60 zł…

Właśnie, wspomniałem o tzw. Hali Sportowej w Łodzi. To ta, gdzie bełchatowianie grali swoje mecze grupowe jesienią. W zeszłym roku przyznali, że gra im się tam lepiej niż w Atlas Arenie, bo w nowszej, większej hali nie czuć tak dobrze atmosfery z trybun. Byłem w tym sezonie na meczu przeciwko Tours, aby przekonać się, czy tak faktycznie jest i zdecydowanie zgadzam się z ich opinią. Niektórym przeszkadzać może to, że jest nieco głośniej, ale wydaje się, że dzięki temu lepiej przeżywa się tam mecze. Ponadto, z trybun zawodnicy wydają się być więksi, a zatem i bliżsi kibicom.

Pora na trochę pozytywów decyzji CEV. Przede wszystkim Atlas Arena jest większa od Pałacu Sportu. Prawdopodobnie miasto liczy na to, że przyjdzie więcej kibiców i zostawią oni więcej pieniędzy. Dla mnie to także dobra wiadomość, ponieważ, jak pewnie wiesz, będę miał na mecze 15-20 minut drogi pieszo. Ale czy pojawię się wśród kibiców, jeszcze zobaczę. Zobaczę po cenach biletów (odkładam przecież na półfinał EURO 2012)…

Kolejny raz najlepsze drużyny Europy spotkają się z organizacją i kibicami na godnym siebie poziomie. Nie oszukujmy się, to my wyznaczamy (albo powinniśmy wyznaczać) kierunek światowej siatkówki. Dzięki Polsce federacje mają oparcie i perspektywy rozwoju oraz udoskonalania rozgrywek.

Marcin Lew dobrze napisał na swoim blogu, że jedynym „ratunkiem” dla PGE Skry Bełchatów będzie wygranie finału. Dodam od siebie: „albo chociaż do niego awans”.

Amen.

PS. Wpis zainspirowany był między innymi wspomnianą stroną Marcina Lwa, a także blogiem Przemysława Iwańczyka, z którymi treściami trudno mi się niezgodzić oraz facebookowym stronom fanów siatkówki i Skry.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl