Polska : Niemcy – czyli albo szósty zmysł, albo szóstka w plecy.

Już za chwilę na PGE Arena w Gdańsku rozpocznie chyba najbardziej elektryzujący sparing polskiej reprezentacji ze wszystkich tych, jakie odbyły się w XXI wieku – mniej więcej w takim tonie wypowiadają się we wszelkiej maści mediach niemal wszyscy eksperci w kraju.

Balon pompowany zarówno przez polskie media i samego trenera polskiego zespołu cały czas rośnie. To jest ten nieodłączny element towarzyszący naszej reprezentacji zawsze przed rywalizacją z drużynami z najwyższej światowej półki. Liczne odniesienia do historii, wspomnienia kolejnych porażek z dawnych lat i retoryczne pytanie, które zawsze pada w takich momentach o szanse na przełamanie złej passy.

Standardowo powszechnie panują oczywiście i podniosły ton i nie mniej poważna retoryka. Podniecenie w prasie akurat nie powinno raczej nikogo dziwić, ale podniecenie jakie udzieliło się samemu Franciszkowi Smudzie jest większe niż można się było spodziewać.
Wiadomo nie od dziś, że selekcjoner polskiej drużyny jest nieprzyzwoicie zachłanny, a wręcz pazerny na wszelkiej maści pochwały.
Smuda to mitoman, który gdyby mógł to przypisałby sobie każdą zasługę bez względu na swój faktyczny wpływ i udział na przypisywany sobie sukces. Uważa się za wyjątkowego szkoleniowca i sam też święcie i najmocniej wierzy w ten swój genialny szósty zmysł. Tworzenie własnej legendy wciągnęło „Franza” tak bardzo, że dziś on naprawdę jest tak bardzo wierzący, że gdyby mógł to by został wyznawcą własnej osoby…

Nie bez przyczyny wspominam o narcyzmie i mitomanii Smudy na chwilę przed – jakby nie było dla nas, Polaków – bardzo prestiżowym meczem, w którym za rywala będziemy mieć drużynę, z którą ani razu w dotychczasowych szesnastu spotkaniach nie potrafiliśmy odnieść zwycięstwa.
Tylko cztery mecze nie zakończyły się naszą porażką, a tych zanotowaliśmy okrągły tuzin.

I paradoksalnie to w tym właśnie możemy upatrywać swojej szansy na historyczny wynik w konfrontacji z naszym zachodnim sąsiadem.
Zachłanność Smudy na wpis do futbolowych kronik naszej reprezentacji i to w przypadku takiego właśnie dokonania jakim byłoby pierwsze, jedyne zwycięstwo z Niemcami to jest dziś jedyny przemawiający do mnie argument.
Oczywiście, że wykracza on poza ramy realnego świata i że brzmi on niczym krzyk desperata, ale takich tylko argumentów jestem w stanie się w przypadku polskiej drużyny narodowej doszukać. Jakiekolwiek próby porównań obydwu drużyn ze sobą i analiza ich siły i wartości mija się z celem, bo dzieli nas przepaść.
Według nieuznawanego przez „Franza” rankingu FIFA dzieli nas różnica 62. miejsc. Niemcy są w tej klasyfikacji na pozycji 3., a Polacy natomiast na … 65.
Przepaść dosłownie gigantyczna.

Przebieg dzisiejszego spotkania – w przypadku, gdyby jednak dziś nie zadziałał jeszcze szósty zmysł „Franza” i gra toczyłaby się w sposób tradycyjny, a więc zgodnie z prezentowaną klasą przez obie drużyny – jest bardzo łatwo przewidzieć.
Polacy się bronią całym zespołem i każdą przechwyconą piłkę wybijają najdalej jak się da i w miarę celnie w kierunku Lewandowskiego. Kontrataki jeżeli już to z udziałem nie więcej niż trzech zawodników, bo najważniejsza będzie asekuracja.
Niemcy natomiast będą się świetnie bawić piłką i przez 90. minut grać będą futbol totalny, a więc ofensywny i bardzo fajnie wyglądający dla widza.

Wynik niestety dla jednej z drużyn będzie „do zera” i nie powinno być tajemnicą ani zagadką to dla, którego zespołu.


pubsport.pl