Polski marzec na europejskich szosach

Marzec to czas, w którym sezon kolarski dopiero zaczyna się rozkręcać. Pierwsze znaczące wyścigi, umożliwiające rozeznanie w dyspozycji rywali i przyzwyczajenie do nowych barw w peletonie. Bo ponownie przerwa zimowa przyniósł nam wiele zmian, nie tylko personalnych. Powstało kilka nowych ekip między innymi australijski GreenEdge, dokonano kilku fuzji, doszło do paru powrotów i wykluczeń. Wrócił Alejandro Valverde, szeregi peletonu na parę miesięcy opuścił zdyskwalifikowany za doping Alberto Contador. W tym przemodelowanym krajobrazie znakomicie odnaleźli się Polacy, których postawę w marcu mogliśmy podziwiać z niemałą przyjemnością.

W aż trzech wyścigach nasi kolarze zaprezentowali się z dobrej strony: Settimana Internazionale Coppi e Bartali, VDK-Driedaagse De Panne-Koksijde oraz Volta a Catalunya, które zostały rozegrane kolejno we Włoszech, Belgii i Hiszpanii (konkretnie to w Katalonii). Na Półwyspie Apenińskim na starcie zameldowało się dwóch naszych krajanów – Adrian Kurek oraz Bartosz Huzarski. To drugiemu z nich zawdzięczamy wiele przyjemnych chwil, którymi mogliśmy się cieszyć w zeszłym tygodniu. Najpierw wraz ze swoją ekipą Team NetApp triumfował w jeździe drużynowej na czas, aby na kolejnym etapie wziąć udział w akcji zaczepnej z m. in. Danilo Di Lucą i na mecie zająć ostatecznie siódme miejsce. Następnego dnia, ponownie dzięki współpracy z Włochem, zabrał się do właściwej ucieczki i ukończył etap na trzecim miejscu, co dało mu pozycję lidera po etapie numer cztery. Coppi e Bartali zamykał etap indywidualnej jazdy na czas, na którym Huzar (na poniższym zdjęciu w koszulce lidera) zajął 11. miejsce, co niestety nie wystarczyło do obrony pozycji lidera. Ostatecznie zwyciężył Czech Jan Barta, który na piątym etapie okazał się najszybszy. Polak zajął jednak drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, przegrywając o jedynie 13 sekund. Ponadto zajął 5. miejsce w klasyfikacji punktowej. Oby tak dalej!

W Belgii znakomicie spisał się zawodnik grupy Liquigas – Maciej Bodnar. Na pierwszych etapach nie błyszczał, ale podczas decydującej rozgrywki, rozegranej (rozjechanej? :)) w formie jazdy indywidualnej na czas, pokazał na co go stać. Zajął 5. miejsce, co pozwoliło mu stanąć na najniższym stopniu podium całego wyścigu. Te dwa wyścigi nie są jednak tak doceniane przez kibiców i ekspertów jak Volta a Catalunya, który jest zaliczany do cyklu World Tour, na starcie której stanęło w tym roku aż sześciu Polaków.

Koncert w ich wykonaniu rozpoczął się na trasie drugiego etapu ze startem i metą w Gironie. Sylwek Szmyd pokazał moc w nogach, dojeżdżając do mety w grupce faworytów. Jak się jednak okazało było to wyłącznie preludium do właściwego przedstawienia, które zafundowali kibicom Polacy. Następnego dnia etap, z powodu złych warunków pogodowych na mecie (śnieg po pas), został skrócony. Transmisji z niego niestety nie było dane nam doświadczyć, gdyż decyzję o zmianie trasy podjęto na ostatnią chwilę, a ekipy telewizyjne znajdowały się nie na tej (jak się ostatecznie okazało) górze  co trzeba. Najistotniejszy jest jednak fakt, gdyż po brawurowej walce na finiszu, drugie miejsce zajął Michał Gołaś, przegrywając z Janezem Brajkovicem o grubość opony. Polakom jednak wciąż było mało. Na etapie numer 4 i 5 dwukrotnie trzeci był Sylwester Szmyd. Atakowali na nich także Maciej Paterski i mistrz Polski Tomasz Marczyński, jednak bez powodzenia. Na ostatnim – siódmym etapie 9. na mecie zameldował się pierwszy z nich. W ostatecznym rozrachunku Sylwester Szmyd(na poniższym zdjęciu w niebiesko-zielonej koszulce po prawej) zajął 13. miejsce w klasyfikacji, mając jednak czas identyczny jak zawodnik w niej 3. Warto również zauważyć 6. miejsce Michała Gołasia w klasyfikacji górskiej oraz 1. Tomasza Marczyńskiego w klasyfikacji punktowej.

Do takich sukcesów polscy kolarze nas nie przyzwyczaili. Nie były to może spektakularne wyczyn, ze względu na poziom wyścigów, w których zostały owe sukcesy osiągnięte. Z pewnością jednak warte zauważenia. Obsada na wyścigu Dookoła Katalonii była naprawdę pierwszorzędna, więc osiągnięć Polaków nie powinniśmy bagatelizować. Tak świetnego początku sezonu nie mieliśmy od czasów Zbigniewa Sprucha. Przed nami kwiecień – miesiąc klasyków. Na starcie na pewno pojawi się kilku z bohaterów tego artykułu, nie są to jednak wyścigi dla nich. Na kolejne sukcesy będziemy, więc musieli chyba zaczekać do maja. I dobrze, bo nie ma to jak wygrany etap na Giro d’Italia, czego zarówno Sylwester Szmyd i my – kibicie kolarstwa szosowego, sobie gorąco życzymy.


pubsport.pl
Adam Śmietański

Sport, muzyka i gry – trzy pasje nadające sens mojemu życiu.
Niestety nie było mi dane spróbować swych sił w zawodowym sporcie, lecz jedynie pchnęło mnie to ku dziennikarskim wyzwaniom.
Koszykówka, piłka nożna, kolarstwo – moi faworyci wśród walczących o uwagę kibiców.