Polskie Frytki głównym daniem!

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski po wiktorii nad potężnymi Bobem i Mikiem Bryanami są na ustach tenisowego świata. Gdzie, jak nie na Wyspach koncentrować na sobie całą uwagę i tworzyć historię nowoczesnego debla.

To trochę paradoks, że akurat na Wyspach rozgrywany według nowych zasad debel, zaczyna robić furorę. Nowoczesny, szybki, dynamiczny, bez przewag, z super tie breakiem granym do 10 punktów. W końcu Wimbledon to jedyny wielkoszlemowy turniej, w którym turnieje gry podwójnej ciągle rozgrywane są według tradycyjnych zasad. I choć nie wyobrażam sobie, by ta nowoczesna formuła miała zostać zastosowana w Pucharze Davisa i Pucharze Federacji, to jednak zaczynam dostrzegać pewne plusy takiej gry.

Przede wszystkim nie ma żadnych przestojów w grze, cały czas jest akcja i kibice nie mogą się nudzić ani przez moment. Mnóstwo spięć przy siatce, smecze, ale też nierzadkie wymiany z głębi kortu oraz kluczowe znaczenie serwisu i returnu. Jest to taktyczny tenis, który wymaga maksymalnej koncentracji przez pełny okres, ciągłego główkowania i dopasowywania taktyki do ruchów rywali, częstego wybierania ryzykownych rozwiązań, by przechtrzyć przeciwników. Dla niektórych debel to tenis gorszej kategorii. Skoro to taka fajna forma to dlaczego nie zostanie zastosowana w całym tenisie? Inni uważają, że debliści zostali wyróżnieni wprowadzeniem w ich grze rewolucyjnej formuły. Jak to zawsze bywa są zwolennicy i przeciwnicy. Ja jestem gdzieś po środku. Jestem skłonny przyjąć te zmiany, bo gdy często po takich meczach czuję niedosyt, że to już koniec to chyba najlepsza rekomendacja gry podwójnej. Ale z drugiej strony może to się toczy zbyt szybko. To odliczanie: równowaga, przewaga, równowaga, przewaga…, że powtórzę za panem Bohdanem Tomaszewskim, jest w tym jakiś niezwykły urok, jakaś magia.

Debel zazwyczaj jest tylko przystawką do zmagań singlistów. Ale najlepiej charakter nowoczesnego debla oddał Mariusz Fyrstenberg, który powiedział: „Niby jesteśmy serwowani na przystawkę do singla, ale tak naprawdę często smakujemy lepiej niż danie główne.” I tak było chociażby wczoraj. Fenomenalne zwycięstwo „Frytki” i „Matki” nad gladiatorami debla po obronie trzech meczboli. Wcześniej Jürgen Melzer i Philipp Petzschner po emocjonującym spotkaniu pokonali Lukáša Dlouhý’ego i Leandera Paesa w super tie breaku od 4-8 zdobywając sześć punktów.

Pragnę w tym miejscu złożyć żal za ciężki grzech, jakim jest utrata wiary. Zwątpiłem w naszych wojowników i na chwilę oddaliłem się od komputera (w Polsacie Sport Extra nie oglądam, bo większość ich komentatorów działa mi na nerwy) przegapiając obronę meczboli. Zacytuję mojego redakcyjnego kolegę Krzysztofa Straszaka: „Niech cię papież wyklnie za wiarołomstwo”. To by było najprzyjemniejsze wyklęcie w historii świata! Frytka i Matka wybaczcie mi, już nigdy w was nie zwątpię!

By oddać charakter tego co się we wtorkowy wieczór w wypełnionej monumentalnej hali O2 w Londynie wydarzyło trzeba powiedzieć czym dla debla są amerykańscy bliźniacy. W sezonie 2010 zdobyli oni 11 tytułów, w tym Australian Open i US Open, a w całej karierze mają ich już 67. na 105 rozegranych finałów. Są pierwszą parą w erze otwartej, która wygrała ponad 600 spotkań. Po raz szósty na osiem sezonów kończą rozgrywki jako najlepsza para deblowa świata. Polacy w przeszłości pokonywali Bryanów, nawet dwa razy na początku tego roku (łączny bilans to 10-6 dla bliźniaków), ale zwycięstwo w Londynie musi smakować szczególnie. Nie dość, że są to Finały ATP World Tour z udziałem ośmiu najlepszych par sezonu to jeszcze odbywają się na Wyspach, gdzie debel traktowany jest niezwykle prestiżowo. „Frytka” i „Matka” są na świeczniku całego sportowego świata, może przez chwilę, ale zawsze to się liczy.

W normalnym kraju największy krajowy dziennik sportowy umieścił by ich wielkie zdjęcie na jedynce i przygotował szeroką relację. Ale Polska nie jest krajem normalnym i dziennikarstwo sportowe sięga bruku. Na jedynce Przeglądu Sportowego przegrany Łukasz Fabiański, na ostatniej stronie triumfujący Mariusz i Marcin. Coś ten Przeglądzik uwielbia promować porażki futbolistów i pogłębiać w narodzie frustrację. Zapraszam do odwiedzania Sportowych Faktów, u nas do niedzieli najszerzej i najdokładniej o Finałach ATP World Tour, a w przyszły weekend (3-5 grudnia) relacja z wielkiego finału Pucharu Davisa Serbia – Francja. Trzymajmy kciuki, by któryś z naszych debli (a może oba, ale to chyba zbyt śmiałe marzenie) wystąpił w niedzielnym finale! Bo jak mówi „Frytka”, „do naszej specjalizacji jak ulał pasuje hasło „nigdy nie mów nigdy””.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl