Poradnik konsumenta: Puchar Świata w siatkówce

Rozpoczął się Puchar Świata siatkarek, za nieco ponad dwa tygodnie swoje rozgrywki rozpoczną panowie. Jest to o tyle świetna impreza, że jej zasady są kwintesencją prostoty. 12 zespołów, każdy gra z każdym. Punktujemy systemem włoskim, w przypadku równej liczby punktów decyduje ilość zwycięstw, dalej ratio setów i ratio małych punktów. Jakże wspaniałe to będzie wytchnienie po ostatnich turniejach. Ale jest też kilka spraw przez które nie jest tak bardzo różowo.

Nie idzie zapomnieć sposobu w jaki sposób polscy siatkarze dostali się na tę imprezę. Dzika karta przypomina nam, że mamy do czynienia z FIVB. Według mnie świetnym rozwiązaniem byłoby rozdanie tych dodatkowych miejsc podług pozycji w światowym rankingu. Gdyby tak faktycznie było, to byśmy naszych panów na tym turnieju nie zobaczyli. Pań także. A warto zauważyć, że Puchar Świata jest w tymże rankingu punktowany równie dobrze co mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie. I sam udział w PŚ daje nam punkty, dzięki którym przeskoczymy Bułgarów.

Jednak o dzikich kartach na czas rozgrywek chyba trochę zapomnimy i skupimy się na śledzeniu rozgrywek. Choć śledzenie ich na żywo może nie być łatwe. Na angielskiej Wikipedii znalazłem ciekawą informację – w ramach formuły rozgrywek zawarty jest punkt że gospodarzem jest Japonia. Po prostu. Faktycznie ostatni raz PŚ odbył się gdzieś indziej w 1973 roku, faktycznie nigdy nie było słychać o jakiejś rywalizacji o organizację tej imprezy, ale tak brutalne postawienie sprawy zwraca uwagę. Dobrze by było gdyby ta impreza trochę pokrążyła na świecie, bo to naprawdę ciekawa formuła. Promocja siatkówki gwarantowana. Choć obawiam się, że jeśli gospodarz miałby się zmienić, to tym nowym byłby Katar. Przy czym wyżej wspomniane hasło promowania siatkówki byłoby na pierwszym planie.

Ale skoro w formule imprezy zapisane jest że Japonia to Japonia – czyli ośmiogodzinna różnica czasowa. Do tego można było się przez lata przyzwyczaić. Ale mimo to godziny niepokoją. Mecz rozgrywane są o 11:00, 15:00 i 18:20 czasu lokalnego. Czyli kompletnie niesprzyjające Europie, zresztą nawet Japończycy chyba najczęściej pracują o tak wczesnych godzinach. W tłumaczeniu na Polski godziny rozgrywania spotkań to 3:00, 7:00 i 10:20.

Nie bez znaczenia może też być dla nas rozmieszczenie meczów według dni tygodnia. Nie analizowałem zbyt mocno terminarza kobiecego. Choć zakończenie imprezy w piątek jest trochę niespodziewanym rozwiązaniem. Dwa dni po ów piątku rozpoczyna się PŚ mężczyzn. Nietrudno zatem zauważyć że sobota pozostaje wolna od siatkówki. Dzień przerwy będziemy mieli także w kolejną sobotę, kiedy to wielu z nas miałoby jedną z niewielu okazji by naszą reprezentację obejrzeć w telewizji. Na szczęście tydzień później, kończąc turniej, będziemy mogli emocjonować się meczami Polaków w oba dni weekendu. A może tylko w jednym dniu, bo to warto kłaść się spać w sobotę, skoro w niedzielę o 3 rano(czy raczej w nocy), gramy z Rosją? Może i warto trochę kimnąć skoro w sobotę wstało się na 7:00 na mecz naszych z Brazylijczykami. Na szczęście mecz ze Sborną jest jednym z zaledwie dwóch spotkań które nasi zawodnicy będą rozgrywać w środku nocy – drugim z nich będzie mecz z Egiptem we wtorek 29 listopada. Ale i tylko raz zagramy o 10:20 – z gospodarzami rzecz jasna, w piątek 25 listopada. Poza tym gramy o siódmej rano, czyli wstać można, ale praca/szkoła/uczelnia…

A teraz kilka słów o tym komu należy kibicować. Sympatie sympatiami, my tutaj mamy interesy. Zacznijmy od pań. Zasadniczo sprawa wygląda tak, że jak jakiś zespół ze Starego Kontynentu teraz awansuje na IO, to potem nie będzie nam potem bruździł gdy będziemy walczyć w turnieju kontynentalnym. Wymarzonym scenariuszem jest więc europejskie podium na Pucharze Świata. Wariant taki jest też o tyle ciekawy że daje nam jakąkolwiek nadzieje na udział w turnieju interkontynentalnym. Kibicujmy zatem Europie, choć szczerze powiedziawszy nie widzę szans na optymalny dla nas wariant. Mimo że w pierwszym dniu Europa nie straciła choćby punktu.

Jeśli chodzi o panów to będziemy oczywiście kibicować naszej kadrze i przede wszystkim na tym będziemy się koncentrować. No ale jeśli my nie awansujemy, to lepiej żeby jakimś innym europejczykom się powiodło.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl