Porażka Lakers w stylu retro

Boston Celtics udanie zrewanżowali się za porażkę w Finale NBA 2010 drużynie Lakers wygrywając pierwsze spotkanie obu zespołów od czasu czerwcowych meczów.

Boston Celtics (36-11) – Los Angeles Lakers (33-15) 109-96

Dzisiejszy mecz był pierwszym obu drużyn od pamiętnego Finału 2010 wygranego przez LAL w siedmiu meczach. Dodatkowego smaczku spotkaniu dodawała historia spotkań tych najbardziej utytułowanych zespołów NBA. Lakers przystąpili do meczu w koszulkach retro wzorowanych na tych z sezonu 71/72.

Lakers prowadzili do przerwy 54-50 po 22 punktach Kobe’go i jego świetnej grze. W drużynie Celtics Rajon Rondo zaliczył tylko jedną asystę, Shaq był zupełnie bezproduktywny i tylko faulował, a Gasol rozciął głowę Garnettowi i skrzydłowy Bostonu musiał udać się do szatni. Jedynie Paul Pierce (32 pkt., 11-18 FG) Od początku jednak gracze Doca Riversa posiadali przewagę pod tablicami co dziwi tym bardziej wiedząc o tym, że są oni najgorzej zbierającym teamem w NBA. Nie wspominając już o tym co zrobił na deskach w starciu z Celtics Polish Hammer.

Boston objął prowadzenie w meczu na 21 minut przed zakończeniem i nie oddał go już ani na chwilę. Dalej na równi z Bryantem trafiał Pierce, ale z tą różnicą, że Lakers pozostawili los w rękach swojego super snajpera (podczas meczu „Black Mamba” przekroczył granicę 27 000 punktów w karierze jako najmłodszy gracz), który nie był w stanie w pojedynkę utrzymać wygranej po stronie LAL. Kobe w całym meczu zdobył 41 punktów trafiając aż 16 z 29 rzutów. Bryant grał jednak sam zupełnie bez wsparcia kolegów, którzy pomagali mu tylko w tym, aby jak najczęściej mógł sam kończyć akcję. Stąd różnica w ilości asyst obu drużyn. „Jeziorowcy” zanotowali tylko 10 ostatnich podań podczas gdy C’s mieli ich 34 z czego sam Rondo 16 (aż 15 w drugiej połowie).

Do gry po stronie przyjezdnych włączyli się jeszcze twardy jak skała w obronie KG (z plastrem na głowie, 18 pkt., 13 zb., 5 ast.) i trafiający z niebywałą skutecznością Ray Allen (21 pkt., 8-12 FG, 3-7 3PM). Właśnie, to z jaką częstotliwością piłka dziurawiła kosz po rzutach graczy z Bostonu było niesamowite. Celtics trafili w sumie aż 60.3% rzutów z gry (44-73) i 52.9% za trzy (9-17).

Zespół Phila Jacksona zawiódł zupełnie w grze pod koszami gdzie rywale potrafili zebrać 13 piłek więcej (30-43) mimo tego jak już wspomniałem, że ich łupem pada najmniej „tablic” w lidze. Zawiedli zupełnie Gasol (12 pkt., 7 zb., 5-13 FG) i Bynum 11 pkt., 6 zb.) przechodząc jakby obok meczu. Przez większość spotkania byli zupełnie niewidoczni i zbyt łatwo łapali faule na graczach Celtics. Oczekiwania względem wysokich LAL były zdecydowanie większe kiedy wiadomo było, że po stronie przeciwnika pod tablicami grać będą „Dziadek” Shaq (0 pkt., 6 zb., 5 fl., 13 min.) i wracający po kontuzji Perkins (2 pkt., 6 zb.). Ograniczyli się oni jednak do pomocy Bryantowi. Fenomenalnie na deskach zagrał Garnett i to głównie jemu drużyna zawdzięcza tą przewagę, a to spotkanie rozstrzygnęło się właśnie w pomalowanym skąd oba zespoły zdobyły w sumie 94 punkty.

Po „trójce” Kobe’go Lakers doszli jeszcze Celtics na 4 punkty (87-91), ale wtedy sprawy w swoje ręce wzięli Rondo i Garnett prowadząc zespół do wygranej. Bryant nie trafił dwóch-trzech rzutów w decydujących akcjach i gospodarze mogli zapomnieć o odrobieniu strat. Lakers przegrali 7 z 10 spotkań w tym sezonie kiedy ich najlepszy strzelec oddaje ponad 40% rzutów całej drużyny. Granie w izolacjach Kobe ma opanowane do perfekcji, ale musi być odpowiednio dawkowane. Zbyt duże nastawienie się na ten rodzaj grania nie przynosi nic dobrego dla ekipy Jacka Nicholsona.

enbijejowo.blox.pl


pubsport.pl
gladysh
Student AWF Wrocław, trener piłki nożnej i jej fan. Miłośnik NBA. Prowadzę bloga enbijejowo.blox.pl
http://enbijejowo.blox.pl/html