Porażka systemu

Alberto Contador zawieszony na dwa lata. Jako że długość karencji nalicza się od daty wykrycia niedozwolonego środka, zawieszenie zakończy się 6. sierpnia tego roku – zatem po Igrzyskach Olimpijskich, ale jeszcze przed Vuelta a Espana. Mniejsza o to, czy Contadorowi kara się należała czy nie. Zatrważające jest to, że na werdykt musieliśmy czekać półtora roku.

Kilkanaście miesięcy temu mieliśmy sprawę Pellizottiego. Włoski kolarz został wówczas na rok wykluczony ze startów, by w końcu zostać uniewinnionym. Pellizotti jest jednak zaledwie gwiazdą światowego kolarstwa. Contador jest gwiazdą światowego sportu. Taką jak choćby i Armstrong, którego temat żyje od lat. Śledztwa są otwierane, zamykane, nie wiadomo o co chodzi. Teraz mamy sytuację w której zawodnik, na początku zawieszony, dostał pozwolenie na starty. I przejeździł cały sezon wygrywając Giro d’Italia, ale i stawiając się co rusz na przesłuchania, czekając na wyrok którego ogłoszenie było kilkukrotnie przekładane. Wiem, że sprawa nie była prosta. Nie zawsze będzie tak prosto jak w przypadku di Luci, czy Landisa, którzy popełniali bezczelne i perfidne oszustwa.

Jak wyglądają zatem przepisy? Wydawać by się mogło, że sytuacja jest jasna – wykrywamy substancję, tudzież jej ilość przekracza normę – kasujemy człowieka. Jeśli ten twierdzi, że ma jakieś alibi – niech się odwoła. Trudno, nie dopilnował jakiejś sprawy, zjadł to skażone mięso, czy coś – jego wina, niech się pomęczy po sądach. Nawet jeśli przepis jest absurdalny. No i przyjmijmy, że sprawa jest faktycznie skomplikowana. Trzeba powołać zespół ekspertów, przesłuchać 200 osób. Przeanalizować to. Ale na litość boską – półtora roku?!

CAS, niezależnie od wyroku, był już z góry skazany na krytykę. Za tę opieszałość. Coś jest nie tak, jeśli cały sezon w peletonie spędził kolarz, któremu udowodniono doping. No bo co, rok temu uznano, że był czysty, a teraz, że jednak nie? Zdaję sobie sprawę, że są jakieś procedury, że sytuacja nie była jednoznaczna, ale organy arbitrażowe w tej sytuacji po prostu, mało parlamentarnie pisząc, przegięły pałę.

No bo co mam myśleć ja, kibic, który siedzi te dwie, albo cztery godziny przed telewizorem, przeżywa emocje, kibicuje, podnieca się?

No i co ma zrobić Andy Schleck? Uznać się zwycięzcą TdF 2010?

A co ma zrobić Michele Scarponi? Uznać się zwycięzcą Giro 2011, bo zawodnik z którym przegrał pół roku wcześniej wpadł na kontroli, ale jednak nie wpadł, mimo że wpadł? Skoro podczas samego wyścigu Contador był czysty jak łza i miał prawo do startu?

A najgorsze jest to, że na pewno jeszcze mnóstwo razy będziemy musieli do tej sprawy wracać. Ciężko mi uwierzyć, że to już koniec tej historii.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl