Powodzenia Jelenko!

Jelena Dementiewa podczas Mistrzostw WTA, 29 października po przegranym meczu z Francescą Schiavone pożegnała się z tenisem. Dla fanów 29-letniej Rosjanki, do których sam się zaliczam był to szok.

Ach ten jej serwis, który fanów przyprawiał o zawał serca. Wszyscy się modlili, by nie popełniła kolejnego podwójnego, bo zdarzało się jej popełniać po dwa, trzy takie błędy w jednym gemie i to nierzadko. Ach ta jej nieporadność w akcjach przy siatce, ach te jej śmieszne drop-szociki lecące na drugie piętro wieżowca, tak że rywalka może dobiec i pięć razy się zastanowić, jak taką piłkę odebrać. Jednak to wszystko wcale nie było irytujące, a z czasem stało się wręcz urocze, bo widać było tenisistkę w naturalny sposób walczącą ze swoimi słabościami, starającą się przełamać. Sama śmiała się z tych swoich mankamentów. Nie udało się raz czy dwa to spróbuję po raz trzeci, po raz czwarty czy po raz piąty, w końcu musi wyjść. I taką to była Jelena tenisistką, wyzwalająca ogromne emocje, z nią nie sposób było się nudzić na korcie. Tak na dobrą sprawę, gdy spojrzy się na jej dwa wielkoszlemowe finały (Roland Garros i US Open 2004) to trzeba być pełnym podziwu dla tych wyników Rosjanki. Przecież jakie ona miała wtedy kłopoty serwisowe, dopiero po latach potrafiła to trochę ustabilizować. Bez serwisu dojść do dwóch wielkoszlemowych finałów? By czegoś takiego dokonać trzeba mieć niesamowitą siłę ognia z głębi kortu i dysponować nieprawdopodobną pracą stóp.

Jelena za swoje największe sukcesy uznaje olimpijskie złoto wywalczone w 2008 roku w Pekinie (w swoim dorobku ma też srebrny medal zdobyty w 2000 roku w Sydney) oraz triumf w Pucharze Federacji 2005, gdy w finałowym meczu z Francją pokonała Mary Pierce i Amelie Mauresmo oraz zapewniła swojej drużynie tytuł wspólnie z Dinarą Safiną w grze deblowej. Gra dla ojczyzny zawsze była dla niej niezwykle ważna, w Pucharze Federacji debiutowała już w 1999 roku i wystąpiła w wielkim finale w meczu z Amerykankami. Zdobyła dla swojej ekipy jedyny punkt pokonując Venus Williams (w III secie wyszła obronną reką ze stanu 1:4). Łączny bilans jej gier w Fed Cupie to 26-9. Jelena bardzo ceni też zwycięstwo w Pucharze Kremla w rodzinnej Moskwie w 2007 roku, gdy w finale pokonała Serenę Williams. Triumf w Wielkim Szlemie pozostał jej niespełnionym marzeniem, ale jak sama powiedziała w mowie pożegnalnej: „Niczego nie żałuję. Mam powody, żeby być dumną z tego co udało mi się dokonać. Byłam już naprawdę blisko wygranej, zawsze robiłam wszystko, aby wypaść jak najlepiej. Może to dobrze, że nie udało mi się wygrać, moze każdy powinien mieć taki jeden niespełniony sen.

Wiele jej fenomenalnych spotkań mam w pamięci. Trudno wybrać to jedno najwspanialsze. Niezwykły, choć przegrany półfinał Wimbledonu 2009 z Sereną Williams, który stanowi doskonałą charakterystykę stylu gry Rosjanki (mistrzyni gry z kontry), zwycięski półfinał US Open 2004 z Jennifer Capriati zakończony w tie breaku III seta, dwa wspaniałe mecze z Justine Henin i Lindsay Davenport w drodze po tytuł w Amelia Island w 2003 roku. To tylko niewielka część z całej gamy bojów – perełek współcesnego tenisa z udziałem Jeleny.

Na korcie będzie jej brakować nie tylko z uwagi na powszechny szacunek, jakim cieszyła się wśród rywalek (dowodem wzruszająca ceremonia pożegnania w Dausze, widok płaczących tenisistek rzecz bezcenna), jak i oczywiście kibiców. Niezwykle sympatyczna, wesoła, spontanicznie reagująca na różne wydarzenie, prawdziwa pasjonatka, która cieszyła się grą w tenisa w przeciwieństwie do wielu pochmurnych, rzadko się uśmiechających dziewczn. I jednocześnie niesamowita wojowniczka, świadoma swoich mankamentów, akceptująca siebie taką, jaką jest, próbująca się poprawić. Walką o każdą piłkę, ambicją, charakterem potrafiła zniwelować te braki, ale wiedziała że pewnych rzeczy nie przeskoczy, bo ona już jest taką tenisistką pełną sprzeczności, którą za tą naturalność pokochały miliony kibiców. A mężczyznom będzie jej brakować, bo to po prostu piękna kobieta z gracją poruszająca się po korcie, efektownie prezentująca się w meczach tenisowych, jak i poza kortem. Urocza blondynka, czarujący uśmiech, długie nogi.

Łzy tenisistek, a pewnie też wielu kibiców na całym świecie uroniło łezkę, to dowód na to, jak wielką tenisistką była Jelena, ale też, a może przede wszystkim, jak wspaniałego człowieka straciły kobiece rozgrywki. Można tylko powiedzieć: żal, że to już koniec i życzyć Jelenie powodzenia w nowym życiu, tak jak to zrobiła inna wielka osobowość współczesnego tenisa Kim Clijsters.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl