Powolna lokomotywa

Wszyscy chyba doskonale pamiętamy sukcesy Lecha podczas  jesieni 2010, kiedy oczarował nas swoją grą w pucharach. To była ekipa efektowna. To był Lech, któremu kibicowała niemal cała piłkarska Polska. To była ekipa Zielińskiego. Nie, nie Bakero. Nie istotne, że Bask przejął pałeczkę po Zielińskim już po trzech kolejkach fazy grupowej LE. Osiemdziesiąt procent „Kolejorza” w pucharach podczas tamtej jesieni to zasługa Jacka Zielińskiego. Bakero mógł się wykazać wiosną, w dwumeczu z Bragą. Chyba wszyscy pamiętamy jak się ten dwumecz zakończył.

Wiele decyzji Bakero jest dla mnie niezrozumiałych. Składem często zadziwia, lecz nie jest to skuteczne, nie przynosi oczekiwanych rozwiązań, jak na przykład w przypadku Lenczyka. Lech ma obecnie zespół mocny kadrowo, z potencjałem, a Bask ten potencjał nieustannie trwoni.

Oczywiście przed sezonem z jego ust słyszeliśmy, że mistrzostwo jest w zasięgu, że będziemy grali efektownie, że ładnie. No i zaczęli efektownie. Chociaż rywal słaby (z całym szacunkiem dla ŁKS – u), to i tak 4:0 na starcie rozgrywek robi pozytywne wrażenie. Ale potem było już tylko gorzej. Raz na kiedy Lech potrafił pokazać przebłysk lepszej gry. To, że drużyna z Poznania ma posiadanie piłki, nie czyni jej już Barceloną. Co z tego, że zawodnicy „Kolejorza” potrafią się przy futbolówce utrzymywać naprawdę długo, skoro nic z tego nie wynika. Nie ma efektownych akcji, nie ma gry na jeden kontakt.

Właściwie to należy się zastanowić gdzie ten Lech by był, gdyby nie obecność Artjoma Rudnieva. Na pewno dużo, dużo niżej. Jak Rudniev strzelał, to jeszcze jakoś to było, te punkty przychodziły, choć i tak nie z taką regularnością, której oczekiwaliby kibice poznańskiej ekipy. Ale jeszcze gorzej było jak Artjom na chwilę się zablokował. Był taki okres, że Łotysz przez  sześć kolejek bramki nie strzelił. A co się wtedy z „Kolejorzem” działo? Lech w tym czasie wygrał zaledwie jedno spotkanie, dodajmy, że pierwsze z tych sześciu. I to wygrał tylko 1:0. W następnych pięciu  spotkaniach Lech nie strzelił nawet bramki. „Kolejorz” po prostu jesienią był uzależniony od Rudnieva.

Są ludzie, którzy starają się za wszelką cenę Bakero bronić. Nieliczni, ale jednak są, argumentując swoje stanowisko tym, że Lech nie dokonał żadnych większych wzmocnień i transferów, a obecny skład ekipy nie pozwala się bić o najwyższe cele w Polsce. Oczywiście, wzmocnień było mało, bo w końcu obecnie klub praktykuje politykę zaciskania pasa, ale, że Bakero nie ma kim grać?! Żarty.  Przecież niemal ci sami piłkarze jeszcze przed rokiem wygrywali 3:1 z Manchesterem City, dwukrotnie remisowali z Juve i dwukrotnie zwyciężali Red Bull Salzburg. Ktoś powie: Peszko odszedł. Ale, przecież nowy nabytek, Tonev, wcale o wiele gorszy od naszego reprezentanta nie jest. Ma szybkość, idzie na przebitkę, ma kontrolę nad piłką, technikę, ma uderzenie. No i jeszcze do ekipy z Poznania doszedł niezwykle pożyteczny i doświadczony reprezentant Polski, Rafał Murawski.

Lech w rundzie jesiennej nie grał ambitnie. Piłkarze nie walczyli. Nie grali do ostatniego tchu. Kibice takiej postawy akceptować nie mogą. Gra „Kolejorza”, brak stylu, brak wizji Bakero – tak, to wszystko odbiło się na frekwencji, która jak na stadion mogący pomieścić czterdzieści tysięcy, była bardzo niska. Szczególnie w końcowej fazie jesieni. Kibice zachwycili tylko jednokrotnie, kiedy stworzyli kapitalną atmosferę w spotkaniu z warszawską Legią. I mecz, rzeczywiście, jak na polskie warunki, był przedni. Zabrakło tylko jednego – goli. Mimo to, kibice na  brak emocji nie mogli narzekać.

Kibice ewidentnie Jose Marii na stanowisku szkoleniowca Lecha dłużej nie chcą.

Żeby Lech wreszcie zaczął grać ładniej, skuteczniej, tak, by swoją grą i wynikami przyciągał na trybuny co najmniej 20 – 25 tysięcy co kolejkę potrzebny jest chyba inny trener. Trener, który ma wizję. Nie, to nie musi być człowiek, który kiedyś tam grał w Barcelonie, tak jak było w przypadku Baska. Chodzi po prostu o szkoleniowca z wizją, dobrym warsztatem, dużą ambicją i umiejętnością zmotywowania. Z Bakero dużych szans na lepsze jutro nie widzę.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl