Powrót białego Króla – Fakty i Mity ostatniego Gran Derbi

Co kibic to inna opinia. Co opinia to dyskusja. Gran Derbi, jak to Klasyk ma zwyczaju, budzi kontrowersje. Na długo przed wyjściem zawodników na murawę rozbrzmiewają przeróżne prognozy. Jeszcze dłużej nie milkną echa komentarzy po ostatnim gwizdku arbitra. Gdy wynik, tak jak w sobotę, wielu uważa za niespodziankę lub wręcz sensację nie może być inaczej.

Swoje podsumowanie sobotniego spotkania zdążył wyprodukować już Krzysiek: http://pubsport.pl/cos-sie-zmienia-barca-pokonana-u-siebie/, postaram się zatem nie powielać zawartości jego twórczości, lecz w niektórych momentach może się to okazać niezbędne. Faktów do analizy El Clasico, jak zwykle, dostarczyło nam niemało, nie zniechęciło to jednak wielu ekspertów do wyrażenia swoich fachowych opinii, co doprowadziło do powstania niesamowitej ilości mitów, które dotyczą tego spotkania. Spodziewam się znacznej przewagi tych drugich, lecz spróbujmy oddzielić prawdę od fałszu, a w obecnej chwili może nie być to już łatwe.

Mity:

  • Barcelona nie podjęła rękawicy – Pan Wojciech z Warszawy zasugerował, że Blaugrana podporządkowała wszystko rewanżowemu spotkaniu z Chelsea, argumentując to obecnością w pierwszym składzie wychowanków: Tello i Thiago. Jak można jednak odpuścić w momencie, gdy stoi się przed szansą dojścia odwiecznego rywala na zaledwie jeden punkt, co jeszcze parę tygodni temu wydawało się niemożliwe? Jeśli Pep Guardiola, faktycznie w tej sytuacji , zdecydował się „poddać” ligę to jego decyzja zakrawa na średniej klasy kabaret.
  • Barcelona nie była sobą – ależ jak to nie była sobą?! Przecież posiadała piłkę przez ponad 70% spotkania. Formuła, którą prezentuje Barca, zaczyna się powoli wyczerpywać. Przeciwnicy dokładnie wiedzą, co chce grać katalońska drużyna, trudno więc jej o jakikolwiek element zaskoczenia. Stąd też wzięły się tegoroczne eksperymenty Pepa, który czuł, że musi urozmaicić grę swojego zespołu. Barcelona długo rozgrywała piłkę, nie potrafiła jednak znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną obronę Realu. Stworzyła sobie znacznie mniej sytuacji podbramkowych niż w środowej konfrontacji z Frankiem Lampardem i spółką. W pierwszej połowie próbowała dogrywać długie piłki do swoich napastników, zapominając jednak o najważniejszym w tym przypadku. Taki styl gry sprawdza się, gdy ma się choć jednego atakującego o sylwetce i predyspozycjach Didiera Drogby. Owszem Leo Messi, czy Tello są pewnie szybsi od stoperów Los Blancos, często jednak nie na tyle, aby przy brakach siłowych, być w stanie wygrać pojedynek biegowy.
  • Leo Messi jest wielki w Klasykach – Leo Messi był wielki w Klasykach. Tak od soboty powinno brzmieć to zdanie. Ostatnie trzy, cztery Klasyki całkowicie temu przeczą. Ten czas się skończył. W sobotę Messi nie zademonstrował nam nawet przebłysku swojego geniuszu, bo kilkudziesięciometrowy rajd z piłką to potrafi zaprezentować także Wojtek Łobodziński w jakże prestiżowych Derbach Łodzi. Po raz kolejny zresztą Barca traci bramkę po stracie Argentyńczyka w środku pola (tak jak w meczu z Chelsea przyp. autor). Starał się, ale większość prób przeprowadzenia swojej firmowej akcji kończyła się na uderzeniach w pierwszego obrońcę przed sobą.
  • Przy bramce na 0-1 był spalony – spalonego nie było, ponieważ linię ofsajdu w tej sytuacji wyznaczał Adriano, kryjący Pepe i stał idealnie w linii z Khedirą, który wykorzystał niezdecydowanie i fatalną decyzję Carlesa Puyola. Hiszpan do końca liczył  na pomoc Victora Valdesa w rozwiązaniu swojego problemu.
  • Real był znów brutalny – zawodnicy z Madrytu obejrzeli w sobotnim spotkaniu o dwie żółte kartki więcej od rywali, to Barca powinna jednak kończyć mecz w dziesiątkę, po tym jak Dani Alves kopnął w brzuch leżącego na murawie Cristiano Ronaldo, którego sam chwilę wcześniej przewrócił. Sędzia miał jednak na ten temat zupełnie inne zdanie i ograniczył się do podyktowania rzutu wolnego… dla Barcelony.
  • Pogoda sprzyjała Królewskim – gdy deszcz nie dawał się jeszcze (tak bardzo) zawodnikom we znaki, Barca postanowiła (próbować) grać długą piłką. Wkrótce zdecydowała się powrócić do swojej klasycznej „tiki-taki”, lecz wówczas boisko było już strasznie śliskie i nasiąknięte. Ale przecież Barca sama podlewa murawę przed meczem, może więc siła wyższa postanowiła wspomóc w tym działaniu Katalończyków?
  • Real znów nie grał w piłkę – nie grać w piłkę, strzelić dwie bramki na Camp Nou, pokonać Barcelonę (ponoć) najlepszą w historii. To dopiero sztuka! Niektórzy chyba zapomnieli, że futbol to nie tylko katalońskie klepanie piłki w tą i z powrotem. Dominacja Barcy i reprezentacji Hiszpanii nieco ich usprawiedliwia, lecz niedługo mogą zostać być zmuszeni do nieprzyjemnego powrotu do innych nurtów.
  • Los Blancos zagrali defensywnie, bo bronili się całą drużyną – zespół, którego pierwszym obrońcą jest napastnik prezentuje futbol dojrzały i odpowiedzialny. Tak właśnie zagrali Królewscy
  • Mecz był słaby – dla fanów Barcelony może i tak, ale dla fanów nie tylko katalońskiego klubu, lecz także futbolu, z całą pewnością nie..

Fakty:

  • Real po meczu jest praktycznie (matematycznie wciąż nie) mistrzem Hiszpanii. – 7 punktów przewagi, 4 mecze do rozegrania, rekordy do wyśrubowania. Po sobotnim wieczorze chyba nikt już nie wierzy w szczęśliwy dla Blaugrany scenariusz.
  • Cristiano Ronaldo nie spala się w ważnych meczach. – Nikogo nie muszę przekonywać co do wagi zdobytej przez niego bramki, którą ustalił wynik spotkania. Zimna krew godna największych snajperów. Szybkość, technika, pewność siebie. Cris przyćmił Leo Messiego. Niedowiarkom tego faktu przypominam niedawny, fenomenalny hat-trick w Derbach Madrytu.
  • Mesut Ozil wielkimi krokami goni rozgrywających Barcy – asysta przy bramce CR7 jest tego idealnym przykładem. Ciekawi mnie, ilu widzów było pewnych, że Niemiec zagra do Angela Di Marii, który wydawał się optymalnym wyborem w tej sytuacji. Mesut znalazł jednak lepsze rozwiązanie. I wcielił je w życie. Tak jak Iniesta, czy Xavi perfekcyjnie odnajdują się w katalońskiej ekipie i jej stylu gry, tak Ozil znakomicie pojmuje filozofię Mourinho. Zdarza mu się podjąć nieodpowiednią decyzję o dryblingu lub brak decyzji o niezbędnym uderzeniu, ale przecież ma jeszcze długie lata kariery przed sobą.
  • Sędzia sprostał zadaniu – nie uniknął kilku błędów, żaden z nich nie wpłynął jednak na rezultat.
  • Zawodnicy Barcelony wydawali się zaskoczeni postawą sędziego – i tyle na ten temat.
Do powyższej listy dałoby radę zapewne dopisać jeszcze niejeden punkt, takie są właśnie Klasyki. Budzą emocje. I oto w nich właśnie chodzi.
Po sobotnim spotkaniu daleki jestem od wyciągania dalekosiężnych wniosków. Może to koniec dominacji Barcy, może faktycznie kończy się pewna „epoka” w futbolu. Znacznie mądrzejsi będziemy jednak po rewanżowych spotkaniach w Lidze Mistrzów. Real, będący w euforii i niezwykle podbudowany, zlekceważy Bayern i odpadnie lub rozbije rywala w pył. Barca po 15. minutach będzie już w finale. Albo do ostatnich sekund będzie drżała o wynik, nie mogąc podnieść się po dwóch porażkach z rzędu i całkowicie uzależniając swoją grę od dyspozycji pewnego Argentyńczyka.
PS Kibicom Realu gratuluję wygranej, a Barcelony życzę by okazja do rewanżu przytrafiła się jak najszybciej 🙂


pubsport.pl
Adam Śmietański
Sport, muzyka i gry - trzy pasje nadające sens mojemu życiu. Niestety nie było mi dane spróbować swych sił w zawodowym sporcie, lecz jedynie pchnęło mnie to ku dziennikarskim wyzwaniom. Koszykówka, piłka nożna, kolarstwo - moi faworyci wśród walczących o uwagę kibiców.