Powtórka z Wembley

 Chyba nikt się nie spodziewał, że po remisie z Anglią będziemy odczuwać niedosyt. A jednak! Ja niespełnienie odczuwam ogromne, bowiem stanął przed nami rywal dzisiaj grający wyjątkowo przeciętnie, choć z wielkim potencjałem, owszem. Ale jego nie było widać w żadnym momencie tego spotkania. Lwy Albionu zagrażały bramce Przemka Tytonia raz na jakiś czas, od święta i głównie ze stałych fragmentów gry.

Anglicy chcieli wygrać jak najmniejszym nakładem sił, przynajmniej tak myślałem na starcie. Widzieliśmy podopiecznych Hodgsona grających  leniwie, ospale, wolno. Gdy już przedostawali się oni na naszą połowę, to brakowało im pomysłu, rozmachu i dokładnego zagrania. Nie było elementu zaskoczenia. Ale myślałem, że jak poczują zagrożenie, zaraz zaczną z nami jechać, jak tylko zechcą. Myślałem, że lada moment te brytyjskie gwiazdy, teoretycznie większość Polaków przerastających piłkarsko o głowę, zagrają jedną, szybciutką akcję na jeden kontakt, wymienią pięć, sześć szybkich podań, zakręcą Wawrzyniakiem czy Glikiem i będzie pozamiatane. Myliłem się, na szczęście. Anglia grała beznadziejnie przez cały mecz, trzeba to sobie  powiedzieć wprost: Polacy byli dzisiaj lepsi.

Ale, jak to zwykle bywa, czegoś zabrakło. W dniu dzisiejszym głównie wykończenia, okazji strzeleckich namnożyło się pod bramką Harta naprawdę sporo. Jednak w tych doskonałych sytuacjach Polakom zabrakło pewności, nierzadko precyzji i przede wszystkim spokoju, opanowania, cech przecież jeśli chodzi o wykorzystywanie sytuacji najistotniejszych. W niektórych momentach brakowało ostatniego podania, wybrania najkorzystniejszego momentu, jak i wariantu do zagrania. Piszczek pod pole bramkę rywala zapędzał się bardzo często (wreszcie(!), jeśli chodzi o mecz naszej kadry), ale rzadko w pole karne dogrywał precyzyjnie, jakby nie było tej niewidzialnej nici porozumienia pomiędzy nim, a grajkami wchodzącymi w „szesnastkę” angielskiego golkipera. Ta nić w Dortmundzie jest wyczuwalna, w kadrze, niestety, jeszcze nie do końca. Ale nie narzekajmy, i tak z Łukasza pożytku w ofensywie było mnóstwo. W defensywie też zaprezentował się dobrze, jedyne zagrożenie (oprócz tego ze stałych fragmentów gry) płynęło ze strony Kuby Wawrzyniaka, któremu raczej niechętnie śpieszył z pomocą debiutant w reprezentacyjnym meczu o stawkę, Paweł Wszołek. Niestety, debiutant w dniu dzisiejszym nieco spalony, fizycznie do trudów takiego spotkania kompletnie nieprzygotowany.

Obraniak był niezły, podawał dokładnie, tracił rzadko, ale koniec końców, brakowało jakiejś dobrej prostopadłej piłki tworzącej znakomitą sytuację. Chociaż jednej. Nie widzieliśmy większej ilości inicjowanych lub odgrywanych przez niego  klepek w okolicach „szesnastki”Harta, nie zawsze dokonywał dobrych wyborów. W dwóch słowach: było okej. Była solidność, dokładne zagrania, raz na jakiś czas dłuższa piłka. Może nawet prostopadła, w kierunku Lewego, ale mimo wszystko rzadko prowadząca do jakichś groźniejszych  okazji. Dlaczego? Bo akurat w tamtym momencie można było zagrać do lepiej ustawionego Grosickiego, który znajdował się w doskonałym położeniu. To jest kwestia podejmowania odpowiednich decyzji, wyborów. Playmaker, zawodnik z dychą na plecach, a przecież takowym jest w naszej kadrze Obraniak, musi to mieć wyrobione. Spójrzcie na Iniestę, on niemal zawsze wybiera rozwiązania dla swojego zespołu najlepsze, ryzykuje, czasami zagra niedokładnie, ale co z tego, skoro w następnej podobnej sytuacji, taka piłka doprowadzi do doskonałej bramkowej okazji. Na tej pozycji nie chodzi tylko o solidność, dokładność czy grę „na alibi”, jaką niekiedy prezentuje Obraniak. Tutaj chodzi o błyskotliwość, nierzadko efektowność i niekonwencjonalność w zagraniach. Podjęcie ryzyka.

Przychodzi czas na słówko o Lewandowskim. Nie wiem, czy Robert załatwił sobie występem w tym spotkaniu transfer do Manchesteru United, chociaż akurat nie to jest złe, bowiem, jak mogliście dowiedzieć się z jednego z moich poprzednich tekstów, wcale nie jestem zwolennikiem przenosin Lewego do zespołu Czerwonych Diabłów. Przynajmniej na razie. Ale do rzeczy, a konkretniej do meczu. Napastnik Borussi nie zagrał fantastycznego spotkania, według wielu był pewnie bardzo przeciętny, ale mi zaimponował, po raz kolejny zresztą, swoją siłą i pewnością siebie. Widać już u niego taką lekkość w grze, pewność  w podejmowaniu decyzji. I ta moc! Szczerze mówiąc, myślałem, że z tymi twardymi, angielskimi skałami, może mieć spore problemy. Ale on sobie z tego nic nie robił, przepychał ich jak tylko chciał. I teraz widzimy, co Jurgen Klopp  potrafi zrobić z zawodnikiem. Robert w pierwszym sezonie był słabszy od silnych niemieckich defensorów. Było to widoczne. Ale w drugim to już był demon. Skała. Wyobraźcie sobie, żeby jakiś polski treneiro wziął Rafała Murawskiego na bok, powiedział mu, że tak nie wygląda profesjonalny piłkarz i po prostu dał jemu i jego kolegom efektywny wycisk, pokazał jak to wygląda na zachodzie. To jest jedna z tych różnic, która grubą kreską oddziela nas od najlepszych.

Bohater? Bezapelacyjnie Kamil Glik. Kiedyś mówiłem na niego „drewno number one”, dzisiaj był wielki. Strzelił gola Anglikom, czyż to nie marzenie większości polskich chłopaków? W defensywie był zaskakująco pewny, rywale go nie przechodzili, nieco dziurawą lewą flankę asekurował bardzo dobrze.

Bardzo rozczarowała mnie jednak decyzja Waldemara Fornalika odnośnie zmiany w końcówce meczu. Jest 1:1. Mamy na przeciwko siebie ekipę rozbitą, którą można po prostu dobić, a selekcjoner zmienia stritce ofensywnego Obraniaka na stritce defensywnego Borysiuka. Znowu objawił się u polskiego trenera strach. Minimalizm. Brak ryzyka. Nie wiem, czy to już nasza narodowa cecha, ale ten właśnie minimalizm prędzej czy później objawia się u każdego polskiego trenera. Polscy piłkarze, nawet wbrew apelom Fornalika, powinni zaatakować, spróbować dobić Anglię. Mecz identyczny jak nasze drugie spotkanie na Euro, to z Rosją. Też przegrywaliśmy z klasowym przeciwnikiem. Również wyrównaliśmy. Także mieliśmy rywala, którego wystarczy dobić. I po raz kolejny się wystraszyliśmy.

***

Wypada również coś napisać o tej znacznie mniej przyjemnej części naszego starcia z Anglią. Niestety, starcia aż dwudniowego. Sytuacja ze stadionem to jest jedna wielka kompromitacja na cały świat. Nikt nic nie wie, nikt nie jest winny. Jak zwykle.

Nawiasem mówiąc, bardzo irytuje mnie postawa Agnieszki Olejkowskiej. Ona jest rzecznikiem, ona jest tym samym twarzą PZPN. Zarząd chce zmienić swój wizerunek, ale nie wiem czy zdaje sobie sprawę z tego, że to właśnie rzecznik prasowy w dużej mierze za niego odpowiada. Olejkowska do dziennikarzy wychodzi z rzadka, a jak już musi (np. wczoraj) bije od niej chłód. Zachowuje się tak, jakby wychodząc do pismaków, robiła im wielką łaskę. O jakimkolwiek żarcie czy delikatnym uśmiechu nie wspominając. A przecież to jest jej cholerny obowiązek. To ona jest jedną z głównych twarzy tego zepsutego środowiska, jego wizerunek może swoją osobą jedynie pogorszyć

***

Co będzie dalej? Zobaczymy. Myślę, że ten mecz może dodać pewności siebie i wiary naszym zawodnikom. Droga do awansu jest jednak jeszcze bardzo daleka, niekoniecznie usłana różami. Ukraina będzie jeszcze cięższa od Anglii, na pewno.  Czarnogóra również. Już nie wspominając o Lwach Albionu, które na Wembley będą pałać zapewne olbrzymią żądzą rewanżu.


pubsport.pl
Daniel Flak

Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html

http://daniel99.blox.pl