Pozostało dwóch

Wczorajsze starcie na San Siro odpowiedziało na fundamentalne dla całej ligi pytanie – czy Napoli jest w stanie do końca maja wywindować się na jej szczyt. Do odpowiedzi wywołano AC Milan, a ten w krótkich, żołnierskich słowach wyjaśnił neapolitańczykom, że ich czas jeszcze nie nadszedł.

Zgodzę się, że 6 punktów to nie jest duża strata do lidera, kiedy do rozegrania pozostaje wciąż 11 spotkań. Inter Mediolan traci wszakże do pierwszej lokaty ledwie oczko mniej od Napoli, a „Nerazzurrich” nadal uwzględniam jako solidnego kandydata do scudetto. Skąd ta rozbieżność w postrzeganiu obu oponentów? Wyłowiłem ją właśnie wczoraj, gdy Milan wypunktował w wielkim stylu przyjezdnych z południa Włoch. Kto oglądał, ten wie, że wynik 3-0 nie oddaje pełni obrazu, jaki piłkarze namalowali tego wieczoru. Milan panował bowiem bezwzględnie, pomimo że nie od razu rozstrzygnął to spotkanie. Napoli przez pełne 90 minut nie potrafiło stworzyć pod bramką gospodarzy realnego zagrożenia. Marazm Hamsika i spółki do tego stopnia przeraził dziennikarzy „La Gazzetta dello Sport”, że ci nie przyznali noty Christianowi Abbiati’emu i trudno dziwić się takiemu podejściu, gdyż włoski bramkarz był po prostu bezrobotny. Milan dominował w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła.W obronie świetnie spisali się Thiago Silva i Alessandro Nesta, którzy byli nie do przejścia. Środek pola został absolutnie zdominowany przez „Rossonerich” głównie za sprawą Marka van Bommela, ale nie bez znaczenia było postawienie na trzech defensywnych pomocników. Natomiast w ofensywie prym wiódł Alexandre Pato, na którego pozytywnie podziałał chwilowy rozbrat z futbolem, zafundowany mu przez Massimiliano Allegri’ego – trenera, którego decyzje personalno-taktyczne okazały się wczoraj kluczem do sukcesu. Allegri w tak ważnym meczu doskonale wyważył proporcje między formacjami i zaufał odpowiednim podopiecznym.

Jeden nieudany mecz nie przekreśla na tym etapie rywalizacji szans Napoli na tytuł, ale zwróćmy uwagę, że ten zespół w  ściśle najistotniejszych spotkaniach nie jest w stanie podołać wyzwaniu. Tak było w październiku z Milanem (porażka 1-2), tak było w listopadzie z Lazio (porażka 2-0), tak było w styczniu z Interem (porażka 3-1) i tak było również wczoraj. Owszem Napoli potrafiło wygrać z Romą czy Juventusem, ale czy to są aktualnie drużyny we Włoszech najmocniejsze? Naturalnie nie są, a przecież dopiero bezpośrednie sukcesy z potentatami pozwolą strącić ich z piedestału. Napoli tajników tej sztuki jeszcze nie posiadło, więc mistrzostwo jest niby tak blisko, że czuje się już jego słodki zapach, a w rzeczywistości jest tak daleko, że widać jedynie jego zamazany kontur. Co prawda pozostałe pojedynki z Lazio i Interem „Azzurri” toczyć będą na Stadio San Paolo w Neapolu, ale prawdopodobnie będzie już wtedy za późno. Napoli może wkrótce spotkać analogiczna sytuacja do tej, jaką przeżywało w tym sezonie Lazio Rzym. Nadal będą grać dobrą piłkę i zajmować wysoką pozycję w tabeli, ale zarazem będą zmuszeni pogodzić się ze swoim miejscem w szeregu. Karty w grze, której stawką jest mistrzostwo Włoch, rozda w tych sezonie Mediolan.


pubsport.pl