Prawie rekordy Gortata i Duranta

We wczorajszych meczach NBA na wyróżnienie zasłużyli najbardziej Kevin Durant i Marcin Gortat. Zawodnik Thunder wyrównał rekord kariery rzucając 47 punktów, Polak natomiast zaprezentował się bardzo udanie w meczu przeciwko drużynie Michaela Jordana.

Oklahoma City Thunder (29-16) – Minnesota Timberwolves (10-35) 118-117 (OT)

Kevin Durant wyrównał swój rekord kariery rzucając 47 punktów Wolves. Udało mu się również poprawić rekord w zbiórkach notując 18 „tablic”. To drugie osiągnięcie jest tym bardziej godne uwagi, że uzyskane przeciwko najlepszemu zbierającemu ligi.

Właśnie Kevin Love (31 pkt., 21 zb.) mógł zapewnić wygraną „Wilkom” w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu, ale piłka po jego rzucie wytoczyła się z kosza. Nie była to jedyna okazja do zwycięstwa Wolves. Kilkanaście sekund przed nieskuteczną akcją Love’a jednego rzutu osobistego nie trafił Luke Ridnour (12 pkt., 8 ast., 0-4 3PM), a to samo zrobił już w dogrywce Corey Brewer (11 pkt., 5 zb., 4 ast.) na siedem sekund przed końcem.

Zimnej krwi nie brakowało za to Durantowi, który w ostatniej kwarcie zdobył 16 punktów i niemal w pojedynkę toczył bój z defensywą Minnesoty. Zaznaczę, że te 16 punktów było zdobytych pod rząd. W trzeciej ćwiartce zaliczył także 16 „oczek” dokładając 8 zbiórek.

Patrząc wczoraj na końcówkę tego spotkania wydawało się, że oglądam pojedynek Durant – Wolves. Na każdy rzut Love’a i ekipy król strzelców NBA odpowiadał natychmiast celnym rzutem. W dogrywce rzucił decydujące dwa punkty na 28 sekund przed zakończeniem meczu.

Charlotte Bobcats (19-25) – Phoenix Suns (20-24) 114-107

Stephen Jackson zdobył 16 ze swoich 23 punktów, a Gerald Wallace 16 z 22 w drugiej połowie tego spotkania. Suns nie mieli jakichkolwiek szans na powstrzymanie tych graczy, ale nie było to spowodowane genialną dyspozycją skrzydłowych Bobcats. Przyczyną słabej postawy Suns w drugiej części spotkania była fatalna obrona. Gracze „Słońc” najbardziej gubią się chyba przy pickach gdzie wysocy zostają gdzieś na obwodzie, a pod koszem przeciwników szaleją tacy „wirtuozi” jak Kwame Brown (12 pkt., 10 zb.). W drugiej połowie Wallace i Jackson co rusz dziurawili kosz Suns po rzutach z czystych pozycji.

Podopieczni Gentry’ego także w obronie nie mieli rywali mogących w skuteczny sposób przeciwstawić się ich rzutom z dystansu. W trzeciej kwarcie koledzy Gortata trafili 8 z 11 „trójek” w tym sześć pierwszych. W całym spotkaniu Suns oddali aż 32 rzuty zza łuku trafiając 16.

Vince Carter w dniu swoich 34. urodzin prześcignął byłą gwiazdę Phoenix Toma Chambersa na liście najlepszych strzelców w historii NBA. Obecnie zajmuje 36. pozycje mając na koncie 20 068 rzuconych punktów.

OK. Teraz mogę napisać o naszym rodaku. Szesnaście lat temu udało mi się zobaczyć pierwszy mecz NBA. Nie będę kłamał bo nie pamiętam jakie to było spotkanie. Wtedy jako młodziutki chłopiec zachwycony wyjątkowością tej instytucji nawet nie marzyłem (a może właśnie marzyłem) o tym, że kiedyś zobaczę taki mecz w wykonaniu Polaka jaki zagrał wczoraj w pierwszej połowie Marcin Gortat. Wszedł tradycyjnie już w połowie pierwszej kwarty i rozpoczął swój popis. Trafiał niemal w każdy sposób. Efektownymi dunkami, po pick&rollach i z półdystansu. Raz wgniótł w ziemię jednego z graczy Bobcats niczym Dwight Howard oraz zbierał z tablic większość piłek. W sumie zaliczył 16 punktów, 7 zbiórek i blok w 16 minut. Na prawdę byłem zachwycony postawą MG4 zresztą podobnie jak komentatorzy z League Pass. Realizatorzy relacji w nawiązaniu do tego, że właścicielem drużyny z Charlotte jest Michael Jordan szukali na łydce Marcina tatuażu ze znaczkiem Air Jordan. Idealny moment na tak świetny występ. Świetny przynajmniej w ataku, ale o tym później.

Przyszła druga połowa i……….. no właśnie Polak wyszedł tylko na 13 minut i nie wniósł już zbyt wiele do gry drużyny. Zdarza się to już Gortatowi nie pierwszy raz, że w drugiej części meczu spisuje się słabiej. Nie wiem z czego to wynika. Może z racji ściślejszej obrony rywali, którzy nie są już zaskoczeni grą Marcina. Nasuwa się jednak pytanie dlaczego od początku spotkania nikt nie może go powstrzymać. Gorti jest jakby mniej zaangażowany im bliżej końca meczu i rzadziej próbuje podejmować próby grania z rozgrywającymi. Nie idzie do końca po pickach i mało agresywnie atakuje tablice.

Obrona Marcina i Suns to już oddzielny temat. Napisałem o tym nieco wyżej. Dotyczy to także nowego centra „Słońc”. Zbyt często wychodzi do podwajania na obwód co często wykorzystują przeciwnicy. Pocieszające jest to, że Marcin robi to najlepiej z wysokich Phoenix bo Channing Frye czy Robin Lopez zachowują się czasem jakby ominęli gdzieś etap rozwoju koszykarskich umiejętności zajmujący się kształceniem postaw w obronie.

Czekamy na kolejne mecze Suns, którzy mają coraz dalej do ósmej pozycji na Zachodzie.

enbijejowo.blox.pl


pubsport.pl
gladysh
Student AWF Wrocław, trener piłki nożnej i jej fan. Miłośnik NBA. Prowadzę bloga enbijejowo.blox.pl
http://enbijejowo.blox.pl/html