Prawie zgodnie z planem – pierwsze mecze 1/8 finału EHF CL

Vive Targi Kielce przegrały wyjazdowe starcie z Pick Szeged 25:26 i odniosły pierwszą porażkę w tegorocznej Lidze Mistrzów. Jest to wynik zastanawiający, ale to Mistrzowie Polski wciąż są faworytem rywalizacji. Tak samo jako THW Kiel, które uległo 35-37 Czechowskim Niedźwiedziom. Hitowa (i najbardziej polska, pomijając mecz kielczan) rywalizacja Atletico Madryt z Fuchse Berlin zakończyła się remisem 29-29.

Pick Szeged – Vive Targi Kielce

Od pierwszych minut nieznaczną przewagę uzyskiwali gospodarze. Kielczanie składne i skuteczne akcje przeplatali ze stratami i nieprzemyślanymi decyzjami. Ponadto świetnie w bramce gospodarze sprawował się Roland Mikler. Gospodarze nie potrafili jednak odskoczyć na więcej niż dwa oczka, zaś falującym Kielczanom kilka razy udało się doprowadzić do remisu.  Taki rezultat widniał na tablicy wyników w samej końcówce pierwszej połowy, jednak ostatnie słowo należało do Szeged – 15:14. Druga połowa ani trochę nie odmieniła obrazu gry. Cały czas wynik wskazywał lekko na korzyść gospodarzy, co doprowadziło do prowadzenia 26:23 w samej końcówce. Zespół Bogdana Wenty jeszcze zerwał się do ataku i zdobył dwie bramki z rzędu, ale na tym sprawa wyniku się zakończyła – mimo że w ostatnich sekundach piłka była w rękach Kielczan. Pick-Vive 26:25. Najwięcej bramek dla Mistrzów Polski, po cztery, rzucili Bartłomiej Tomczak i Rastko Stojković, który jednak punktował tylko z rzutów karnych. U gospodarzy najskuteczniejszy był prawy skrzydłowy Rajko Prodanović, który sześciokrotnie trafiał do bramki Vive.

Kielczanie byli w tym spotkaniu bardzo daleko od dyspozycji, która mogłaby zagwarantować miejsce w Final Four. Trzeba jednak zaznaczyć, że Pick Szeged w tym sezonie jest mocny tylko u siebie i wszystkie swoje mecze wyjazdowe w LM przegrał. Nie zapowiada się by ta passa miała się zakończyć w Kielcach, tym bardziej że w meczu nie wystąpi reżyser gry wicemistrzów Węgier Frantisek Sulc. Potem będzie prawie miesiąc przerwy podczas którego do składu być może wrócą Cupić, Strlek i Rosiński. Wraz z nimi może powrócić poziom gry, jaki pamiętamy z jesieni. Ale najpierw trzeba dokończyć sprawę z Szeged – rewanż w kieleckiej Hali Legionów odbędzie się w najbliższą niedzielę o 17:00.

Dinamo Mińsk – Metalurg Skopje

Jedna z ciekawszych par 1/8 finału. Oba zespoły są pozytywnymi zaskoczeniami tegorocznej edycji LM. Dość zdecydowanym faworytem byli jednak gości z Macedonii. Wynik potwierdził opinie kibiców i ekspertów, ale nie można napisać, że Skopianie mieli zdecydowaną przewagę. Spotkanie zaczęło się od prowadzenie gości 5-2, po czym rozpoczęło się wyniszczające psychicznie przeciąganie liny zakończone utrzymaniem trzybramkowej różnicy i wiktorią 26-23. Kluczem do zwycięstwa był Naumce Mojsovski, który zdobył 9 bramek i został nominowany do siódemki kolejki.

U siebie Metalurg jest niezwykle mocny i zwycięstwo Macedończyków wydaje się być formalnością. Rewanż w sobotę o 18:00.

Czechowskie Niedźwiedzie – THW Kiel

Nie był to mecz, który zapamiętamy z interwencji bramkarzy. Do przerwy padło aż 36 goli – gospodarze prowadzili 19:17, jednak wynik równie dobrze mógłby być remisowy, bądź odwrotny. Prowadzenie co rusz przechodziło z rąk do rąk i wynik ten należy traktować jako naturalny efekt lekkiego falowania rezultatu. W pierwszych minutach drugiej części gry Niedźwiedzie utrzymywały prowadzenie, ale po niespełna dziesięciu minutach było już po 24 i wszystko trzeba było zaczynać od nowa. Jednak gdy minęło kolejne dziesięć minut ponownie do głosu doszli gospodarze. Zdobyli 3 bramki z rzędu i wyszli na prowadzenie 34:31. I już do końca meczu kontrolowali wynik. 75 sekund przed końcem prowadzili nawet 37:33 po 10. bramce w meczu Sergieja Gorboka, ale w końcówka goście zmniejszyli różnicę. Niedźwiedzie – Kiel 37:35. Najskuteczniejszy u gospodarzy był naturalnie Gorbok, u gości także 10 bramek rzucił Momir Ilić.

Niedźwiedzie, jak sama nazwa wskazuje, z pewnością nie zmiękną na myśl o grze w Kiel. Ale utrzymanie dwubramkowej przewagi będzie niezwykle trudne. THW broni tytułu i nie może sobie pozwolić na porażkę na tak wczesnym etapie. Rewanż zakończy rywalizację w 1/8 finału i być może będzie wisienką na torcie tej fazy – mecz rozpocznie się niedzielę o godzinie 19:30.

Celje Pivovarna Lasko – HSV Hamburg

Goście z Hamburga nie mieli najmniejszych problemów z pokonaniem Słoweńców. Już do przerwy prowadzili siedmioma bramkami, zaś cały mecz zakończył się rezultatem 38:29. Bardziej niż wynik na uwagę zasługują występy indywidualne. Marcin Lijewski zdobył 9 bramek i, mimo zanotowanie także trzech wykluczeń, a zatem czerwonej kartki, został uznany przez EHF najlepszym prawym rozgrywającym tej kolejki. Skuteczniejszy od Polaka był jednak skrzydłowy Hans Lindberg, który rzucał skutecznie aż 10 razy. Największe wrażenie na kibicach zrobił jednak Borut Mackovsek – 20-letni lewy rozgrywający Celje zdobył aż 13 goli i potwierdził, że już dziś należy go stawiać wśród najlepszych na świecie na swojej pozycji.

Drugie spotkanie już w czwartek, o 19:30.

Bjerringbro-Silkeborg – FC Barcelona

Duńczycy walczyli jak równy z równym, ale tylko przez pierwsze 20 minut. Z 9:9 w owej chwili goście z Katalonii doprowadzili do 15:12 do przerwy, zaś po niej kontrolowali grę powoli powiększając przewagę. Barcelona zwyciężyła 32:26. Warto dodać, że aż czterech zawodników Blaugrany było najlepszymi strzelcami swojego zespoły – po 5 trafień zaliczyli Rutenka, Entrerrios, Gurbindo i Noddesbo. Dla gospodarzy 6 bramek zdobył Chris Jorgensen.

Dokończenie rywalizacji w niedzielę o 17:15.

Reale Adamar Leon – MKB Veszprem

Rok temu te dwie ekipy także spotkały się w tej fazie. Niespodziewanie wygrał Adamar zapewniając sobie zwycięstwo w ostatnich sekundach rewanżu. Tym razem Mistrzowie Węgier chyba nie doprowadzą do tej sytuacji. Pierwsze starcie tych dwóch ekip było zdominowane przez obronę. Po 20 minutach Veszprem prowadził 6:4. W kolejnych minutach szczypiorniści obu trochę się rozkręcili, co dało rezultat do przerwy 11:8 dla gości. Zawodnikiem robiącym tę różnicę był fenomenalny węgierski rozgrywający Laszlo Nagy. Druga część gry to pogoń w wykonaniu gospodarzy. Cel został osiągnięty 10 minut przed końcem – na tablicy świetlnej pojawił się wynik 18:17. Potem nastąpiło jednak przebudzenie faworytów. Wygrali końcówkę 6:2 i całe spotkanie 23:20.

Mecz w Hiszpanii dał kibicom sporo emocji, ale starcie na Węgrzech ma zdecydowanego faworyta, zaś 3-bramkową zaliczkę trzeba uznać za przekroczenie już jedną nogą furtki za która stoi ćwierćfinał. Na drugą nogę przyjdzie czas w sobotę od godziny 16:00.

Gorenje Velenje – SG Flensburg-Handewitt

Standardowy scenariusz: gospodarze szli łeb w łeb, ale w końcówce pierwszej połowy przyjezdni odskoczyli, co dało wynik 14:16. W drugiej połowie faworyci kontrolowali grę, zaś przewaga w pewnym momencie urosła aż do 5 oczek. Końcowy wynik: 25:28. Dla gości 7 razy trafił Gustafsson, u gospodarzy królował kolejny, obok Mackovseka, wielki słoweński talent, czyli Matej Gaber, który zdobył aż 9 goli.

Rewanż, który może zakończyć się tylko w jeden sposób, w sobotę o 17:15.

Atletico Madryt – Fuchse Berlin

Z powodu urazu w składzie berlińskich Lisów zabrakło Bartłomieja Jaszki. Mariusz Jurkiewicz zaś wrócił po nabytym podczas mundialu urazie zdobywając dwie bramki i notując jedno wykluczenie. Atletico i Fuchse stworzyły wspaniałe widowisko. Pierwsza połowa należała do gospodarzy, którzy dzięki fatalnej skuteczności gości, w tym dwóm zmarnowanym siódemkom, odskoczyli na 8-4 i dociągnęli przewagę do przerwy: 13-10. Po 7 minutach drugiej części gry był już remis po 17. Wówczas rozpoczął się najciekawszy fragment gry. Obie ekipy pokazały jak bardzo im zależy na awansie do następnej fazy prezentując świetną piłkę ręczną i ogromny poziom pobudzenia. Żadna z ekip nie potrafiła uciec na więcej niż jedną bramkę. Aż do okolic 50 minuty. Wówczas dwiema fenomenalnymi interwencjami popisał się Silvio Heinevetter i Berlińczycy wyszli na prowadzenie 26:23. Krótka była radość niemieckich fanów – w 55 minucie bramkę na 26:26 rzucił Mariusz Jurkiewicz, zaś trzy minuty przed końcem Madrytczycy prowadzili już 29:27. Końcówkę rozegrali jednak fatalnie. Dwukrotnie świetnie interweniował bramkarz gospodarzy Magnus Dahl, ale za pierwszym razem jego koledzy fatalnie rozegrali kontrę, zaś za drugim piłkę zebrał Iker Romero i z czystej pozycji rzucił bramkę na 29:29. W międzyczasie doszła strata w ataku pozycyjnym. Po bramce hiszpańskiego rozgrywającego Fuchse do końca gry pozostawała tylko 10 sekund – okazało się, że to za mało. Atletico – Fuchse 29:29. Romero był bohaterem meczu nie tylko dzięki ostatniej bramce, ale także siedmiu wcześniejszym, które nierzadko padały w ważnych i przełomowych momentach spotkania. Wśród gospodarzy najskuteczniejszy był Joan Canellas – 9 goli.

Ostatnia porażka Fuchse u siebie to grudniowy mecz Bundesligi z TSV Hannover zakończony wynikiem 27:28. W tegorocznej LM zaś, Berlin jest twierdza niezdobytą – nawet przez Barcelonę. O utrzymanie tej tendencji i awans do 1/4 finału Berlińczycy zagrają w niedzielę o 18:00.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl