Premier League na półmetku

Za nami dwadzieścia niezwykle emocjonujących i przejmujących kolejek angielskiej Premier League. Czas przeanalizować sobie szanse poszczególnych ekip na triumf ostateczny. W tym momencie, faworyt jest jeden, wiadomo, Manchester United, który wypracował sobie przewagę aż siedmiu punktów nad drugim w tabeli Manchesterem City. Jednak jestem pewny, że ani Obywatele z Etihad ani The Blues ze Stamford Bridge, nie odpuszczą, a Czerwone Diabły pozostaną w ich zasięgu jeszcze przez bardzo długi czas.

Red Devils grają od początku sezonu futbol skuteczny, a zarazem dość prosty. W ich poczynaniach ciężko dopatrzeć się fajerwerków, nie  grają widowiskowo, nie porywają publiczności każdą akcją jak robi to Barcelona  swoją finezją, elementem elegancji i delikatności w zagraniach, fantastyczną tiki-taką czy jak potrafi zrobić to Real niezwykłą szybkością wyprowadzanych kontrataków, nieprzewidywalnością w rozegraniu.  Raczej to są szybkie cztery podanka, wrzutka, zgranie. Rooney, Valencia, Young, Van Persie. Pach, pach, pach. Pozamiatane. Rozmawiamy tu o zespole z najlepszą ofensywą w lidze (50 bramek).

Ale choć Czerwone Diabły nie oferują nam futbolu nie z tej ziemi, to wpadki zdarzają im się najrzadziej, imponują solidnością, powtarzalnością i skutecznością.

Manchester City znowu nie wyszedł z grupy Ligi Mistrzów. Przed rokiem dało się to jeszcze jakoś The Citizens wybaczyć, to był w końcu ich pierwszy sezon w tych elitarnych rozgrywkach, pojedyncza wpadka. Za drugim razem – już nie bardzo. W mediach zaczęły pojawiać się informacje jakoby zagrożona była posada Roberto Manciniego. Sam Włoch na konferencje prasowe zaczął wysyłać swojego asystenta, drużyna straciła pewność, zaczęły pojawiać się wpadki. To już nie jest ta machina z minionego sezonu, która prezentowała futbol totalny, grała długimi momentami niczym Barcelona, zachwycała, bramki strzelała seryjnie. Wygrywała nałogowo. Coś się jakby zacięło, coś popsuło, celowo nie używam słowa „wypaliło”, na to jeszcze chyba trochę za wcześnie, ale nie ulega wątpliwości, że Mancini musi coś zmienić. Były szkoleniowiec Interu Mediolan dokonał rzeczy imponującej, ze zlepku wielkich indywidualności, bardzo różnych charakterologicznie, często niesfornych, niezgranych ze sobą, zdołał sklecić prawdziwy team. Drużynę, która w zeszłej kampanii zdystansowała Chelsea, Manchester United, Arsenal i całą resztę. Teraz musi podołać nowemu wyzwaniu, ma sprawić, by ta ekipa się   ciągle  rozwijała, szła do przodu.

Już nie ma gry tak widowiskowej jak przed rokiem. Silva czy Aguero, a w szczególności tyczy się to Hiszpana, rzadko przypominają siebie sprzed kilku miesięcy.

Londyńska Chelsea sezon rozpoczęła imponująco, wygrywała, grała bardzo  ładnie dla oka. Doskonale układała się współpraca Hazarda z Matą. Jednak gdy ta dwójka na chwilę obniżyła loty, przyszedł kryzys. Przyszły szokujące porażki. Przyszły rozczarowujące remisy. Spełniły się moje obawy dotyczące tego, że gdy przyjdzie pierwszy kryzys, nadejdą straty punktów, a sezon na dobre się rozpocznie, Di Matteo, ze względu na swoje niewielkie doświadczenie w trenerce, a zwłaszcza jeśli chodzi o tak wielki  klub jak Chelsea, może nie podołać. Tak rzeczywiście się stało. Zespół znalazł się w kryzysie i już z niego do końca pracy Włocha w  Cobham nie wyszedł.

Ratować sezon przyszedł Rafael Benitez, trener ostatnimi czasy przegrywający, który zaliczył wybitnie nieudany epizod w Interze. Kibice Chelsea przyjściu Hiszpana byli przeciwni, ja również miałem bardzo mieszane odczucia co do sensu jego zatrudnienia . Rafa już zdołał przegrać Klubowe Mistrzostwa Świata, nieoczekiwanie ulegając w finale brazylijskiemu Corinthians, ale teraz jego nowy zespół zdaje się wychodzić na prostą. Przed tygodniem londyńczycy skompromitowali Aston Villę z Birmingham, aplikując im osiem goli i zachowując czyste konto. Dzisiaj wygrali arcyważne spotkanie na Goodison Park z bardzo mocnym Evertonem. Wreszcie do siatki częściej zaczął trafiać Torres, przebudził się Frank Lampard, który po długiej kontuzji stał się na nowo bardzo istotnym ogniwem zespołu. Wciąż nie przedstawiono mu oferty nowego kontraktu, a ten kończy mu się już w czerwcu. Abramowicz powinien jak najszybciej się do tego zabrać, bo Lamps, mimo wieku, wciąż jest fantastycznym piłkarzem, a drużynie daje bardzo wiele również poza boiskiem.

Patrice Evra ostatnio powiedział: „Jeśli roztrwonimy tę przewagę, Ferguson nas wszystkich wywali”. Znając Premier League, może zajść taka konieczność, United też coś dopadnie, oni też częściej będą gubić punkty . Arsenal, Tottenham, Everton – raczej  ich nie dogonią, to jeszcze nie ta klasa. Ale The Blues czy City mogą to wykorzystać.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl