Premier League zachwyca jeszcze bardziej

Poprzedni sezon na wyspach owocował w nieziemskie emocje. Teraz jest równie ciekawie, a piłkarze dopiero się rozkręcają.

Manchester United po wpadce w pierwszej kolejce zrehabilitował się i wygrał z Fulham, choć nie aż tak bardzo przekonująco. Wynik 3:2 daje do myślenia Fergusonowie, bo gra jego drużyny w ataku nie jest płynna, na co mogłyby wskazywać transfery. Van Persie, Kagawa jeszcze się nie wkupili w zadowalający sposób, co było widać gołym okiem. Na dodatek kontuzji doznał Wayne Ronney, absencja potrwa około miesiąca. Następny mecz Czerwone Diabły grają na wyjeździe ze Southampton, rywal teoretycznie najsłabszy z dotychczasowych, z którymi przyszło im się zmierzyć w lidze, więc ekipa z Old Traford powinna zlać ich niemiłosiernie, ku uciesze kibiców i poprawie nastrojów przed przerwą na mecze reprezentacji.

Chelsea wygrała już trzeci mecz i jest na razie nie do zatrzymania. Do tej pory nie spotkała się z wielkim rywalem, ale można zachwycać się jej niesamowitą formę. Znacznie do dobrych wyników przyłożył się nowy nabytek The Blues – Eden Hazard. Belg robi  totalną rozróbę na boisku. Kiwa, wszędzie go pełno, znakomicie wrzuca, sprokurował parę rzutów karnych, wygrane pojedynki 1 na 1 to dla niego bułka z masłem. Nie zazdroszczę obrońcom, którzy mają go pilnować. Ale cały zespół zasługuje na pochwałę. W piątek grają o Superpuchar Europy,w Monaco spotkają się z Atletico Madryt. Ten pojedynek może być dobrym sprawdzianem dla podopiecznych Di Mateo przed europejskimi wojażami, bowiem z podobnej klasy zespołami przyjdzie im się zmierzyć w Lidze Mistrzów.

W hicie 2. kolejki Liverpool – Manchester City padł remis 2:2. The Reds pokazali, że mają argumenty na to, iż mogą znaleźć się czwórce na koniec sezonu. Znakomity Suarez (piękna bramka z rzutu wolnego w tym meczu), stary wyga Gerrard, nader perspektywiczni Sterling i Borini, no i obrona. To wielki mankament klubu z Anfield Road. Defensywna zawaliła dwie bramki i to w fatalny sposób. Nowy trener Liverpoolu Brendan Rodgers rozkochał się w stylu Barcelony i ten rodzaj gry chce zaszczepić swoim graczom. To było nawet chwilami widać, wiele podań, kreatywne rozgrywanie, grali z polotem, ale do Barcelony im jeszcze daleko. Natomiast mistrzowie Anglii nie rzucili na kolana, choć w obronie zagrali solidnie, jednak  z wielkim trudem i mozołem stwarzali sytuacje bramkowe, z których za wiele nie wynikało. W strzeleniu dwóch goli pomogli im rywale, którzy w frajerski sposób stracili gole.  W następnej kolejce City zmierzy z QPR, a Liverpool znów zaistnieje w szlagierze Premier League, gdyż zmierzy się z Arsenalem.

Może Arsenal strzeli pierwszego gola w tym sezonie, skoro The Reds takie rozkojarzone w defensywie. Ale już na serio, Wenger  na razie nie może być zadowolony ze swojego zespołu, jego podopieczni dwukrotnie bezbramkowo zremisowali i to z niezbyt wielkimi firmami, za jakie nie uchodzą Stoke i Sunderland. Dopiero w tym sezonie będzie trudno Francuzowi wprowadzić swój zespół do Ligi Mistrzów. Dwa lata temu sprzedali Nasriego i Fabregasa i już wtedy spekulowała się o kapitulacji Kanonierów. Ale w tym roku włodarze z Emirates przebili wszystko. Sprzedali ostatnie wielkie nazwiska: Van Persiego i Songa, ten pierwszy strzelał jak na zawołanie w poprzednim sezonie, w dużej mierze to dzięki niemu zajęli trzecie miejsce na koniec rozgrywek. A Song wiele razy asystował przy bramkach, robił różnicę w grze Arsenalu. Tegoroczne transfery przyzwoite, jednak pozostawiająca wiele do życzenia. Podolski to jednak nie ten rozmiar kapelusza, a Girund i Cazorla to nie to samo co Van Persie i Song. Kontuzje nadal leczą Rosicky i Wilshere, którzy wielce wzmocniliby zespół. Zobaczymy, może w meczu z The Reds Arsenal pokaże prawdziwe oblicze.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.