Problem argentyński

Za nami start Copa America, wielkiego piłkarskiego święta, które głównie poprzez rywalizację odwiecznych rywali – Brazylii i Argentyny, elektryzuje cały piłkarski świat.

Za nami start Copa America, wielkiego piłkarskiego święta, które głównie poprzez rywalizację odwiecznych rywali – Brazylii i Argentyny, elektryzuje cały piłkarski świat.

Przyjęło się, że o tytuł walczą tylko Canarinhos i Albicelestes, a reszta musi się skupić na walce o trzecie miejsce. Niespodzianki jednak się zdarzają, a w tej edycji, rozgrywanej na boiskach Argentyńskich pierwsza sensacja przyszła już na początku, bo w meczu otwarcia. Boliwijczycy, którzy uchodzą za tych, co to grać potrafią tylko w klimatach wysokogórskich (o czym pisał Michał Trela) nie dali się wielkim wirtuozom, gospodarzom i rzecz jasna faworytom imprezy z najlepszym piłkarzem świata Leo Messim na czele.  Moim zdaniem taki, a nie inny wynik tego spotkania nie jest tylko i wyłącznie dziełem przypadku czy megafartem Boliwijczyków.

Futbolem interesuje się od ośmiu wiosen. Nie pamiętam żadnego sukcesu Argentyńczyków, którzy od lat siedemdziesiątych są o ile nie głównym, to na pewno jednym z faworytów każdej imprezy na której startują. Ich ostatni sukces to Copa America 1993, kiedy to Albicelestes pokonali w finale zespół Meksyku. Spośród tych, którzy kiedykolwiek zdobyli Puchar Świata, dłużej od Argentyńczyków na medal czekają tylko Anglicy i Urugwajczycy. Ostatni udany dla nich Mundial miał miejsce, gdy po boisku biegał jeszcze Diego Maradona. Od tamtego czasu obserwujemy notoryczne rozczarowania ze strony rodaków ” Boskiego Diego”, którzy od paru ładnych lat nie potrafią nawiązać do  dawnych sukcesów, spektakularnie łamiąc się pod presją narodu.  I według mnie, ta właśnie nieumiejętność poradzenia sobie z presją jaką jest przywdziewanie tej samej koszulki co wielcy rodacy, którzy przed laty przywozili do kraju różne złote trofea jest przyczyną argentyńskiej posuchy. Na Mundialu w Niemczech każdy mecz Albicelestes z trybun oglądał Maradona, a obok niego zazwyczaj siedział Mario Kempes co realizator pokazywał ludziom na stadionie i tym przed telewizorami średnio co 5 minut, tak że Hernan Crespo mógł sobie dowoli popatrzeć (uchwyciły ten moment kamery) jak bardzo Diego jest zawiedziony zmarnowaną przez niego sytuacją. Dopóki Argentyńczycy grali z Wybrzeżem Kości Słoniowej czy Serbią i Czarnogórą, z którymi nie mieli większych problemów wszystko było OK. Problemy zaczęły się dopiero w dalszej fazie. W ćwierćfinale nie wytrzymali presji rzutów karnych i nie ma co zrzucać wynik na niemieckie siły wywiadowcze i karteczkę Lehmanna. Jeszcze przed tamtym spotkaniem Jose Nestor Pekermann dowiedział się z ust jednego z mistrzów z 1986 roku, iż „gówniany z niego trener”, bo nie potrafi znaleźć miejsca na boisku dla Leo Messiego. Cztery lata później w RPA było dokładnie tak samo. Argentyńczycy nie potrafili udźwignąć presji w spotkaniu z pierwszym mocnym rywalem jakim był Meksyk. Wtedy jeszcze pomógł błąd sędziego, ale w ćwierćfinale Niemcy byli nie ubłagani, a gracze w biało-błękitne koszulki bezradni. Wtedy Maradona obserwował ich już nie z trybun, a z ławki rezerwowych. Jak bardzo spętało im to nogi można było wywnioskować z wywiadu jakiego brytyjskiej stacji udzielił Javier Mascherano. Z rozmowy co chwila wynikało, że Maradona popełnia błędy w sztuce trenerskiej, ale czerwieniący się Javier kombinował jak mógł, aby odkręcić swoje słowa. W podobnym tonie wypowiadał się… …zięć Maradony, Sergio Aguero.

Mradona i Messi RPATeraz jest podobnie. Argentyńczycy znów poczuli presję i znów sobie z nią nie radzą. W 2007 roku szli przez turniej jak burza, a w finale przegrali  z czołgającą się Brazylią 0:3 (Dunga wtedy po raz pierwszy zabił futbol). Teraz czempionat przyjechał do Argentyny. Żądania  kibiców są wysokie, ale umotywowane. Messi, Tevez, Lavezzi, Aguero, Banega, Zanetti, Cambiasso itd. Dodać ze dwóch Hiszpanów z Barcelony i mamy drużynę marzeń. Argentyńczycy muszą zdobyć złoto i tyle, a jeśli go nie zdobędą, to zdobędzie je pewnie Brazylia, a to byłby chyba największy cios dla Argentyńskich kibiców. Coś co można porównać tylko z tym.

Sergio Batista taką osobistością jak wielki Diego nie jest, sławą swą podopiecznych nie przytłacza, ale jest takim sobie fachowcem. Nie bardzo potrafi wpłynąć na drużynę. A presja z wiadomych przyczyn jest jeszcze większa niż zwykle. Diego już żąda zwolnienia Batisty. Wśród potencjalnych następców wymienia się Marcelo Bielsę, który zaskoczył świat na Mundialu w RPA świetną postawą Chile, ale on już raz selekcjonerem Albicelestes był, ale najpierw nie wyszedł z grupy w Korei, a potem przegrał Copa z Brazylią, która przyjechała na turniej do Peru w rezerwowym składzie. Moim zdaniem, nie wiem czy się ze mną zgodzicie, najwyższy czas, aby Argentyńczycy użyli środków ostatecznych i zatrudnili trenera z zagranicy. Wiem, że to trochę nie przystoi drużynie z takimi tradycjami, ale w Argentynie dziś nie ma odpowiedniego trenera dla najeżonej gwiazdami, ale słabej psychicznie kadry. Odpowiedni szkoleniowiec mógłby to zmienić. Gdy poważnych kandydatów na selekcjonera zabrakło w Anglii, posadę dostał Sven Goran Eriksson. Było tak sobie, ale potem zespół objął Steve McClaren i było jeszcze gorzej, dlatego znów wygrał wariant zagraniczny w postaci Capello.

Śmiem twierdzić, że żadna inna drużyna narodowa nie ma takiego potencjału jak Argentyna. Tak, nawet Hiszpania. Jednak w kupie to nijak nie funkcjonuje. Argentyńczycy zawsze mieli gwiazdy. Porównać ich z obecnymi się nie da, ale chyba nigdy nie było ich tylu naraz. Szkoda by było, gdyby takie pokolenie przekwitło bez żadnego reprezentacyjnego sukcesu niczym „Złoci chłopcy” z Anglii ze Scholesem, Lampardem, Gerrardem, Beckhamem i Owenem na czele. Na szczęście Argentyńczycy to drużyna jeszcze bardzo młoda, może nawet to jest po części przyczyną niepowodzeń. Messi, Aguero czy Di Maria powinni pograć jeszcze z dziesięć lat, przed Lavezzim i Tevezem też jeszcze kawałek kariery, ale dla takiego Javiera Zanettiego to już pewnie ostatnia impreza tej rangi. Podobnie może być z Estebanem Cambiasso. Sukces na takim turnieju w dodatku rozgrywanym we własnym kraju byłby niewątpliwie czymś wspaniałym dla tych graczy i pozostaje mi tylko życzyć im powodzenia.

?


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html