Prowizorka nad Adriatykiem

Kiedy zaczynałem się zabierać do tekstu o AC Cesena, beniaminku włoskiej Serie A, drużyna była rewelacją rozgrywek, miała na rozkładzie Milan, zremisowała na wyjeździe z Romą. Tak się złożyło, że notkę klecę dopiero w listopadzie, a Cesena już jest w strefie spadkowej, nie wygrała od września i wszystko układa się jak najgorzej. Spieszmy się o nich pisać, tak szybko spadają?

Gdy tak czytam i oglądam zdjęcia, myślę, że mieszkańcom Ceseny niczego do szczęścia chyba nie brakuje. Żyją sobie w małym, 92-tysięcznym miasteczku w regionie Emilia-Romania, gospodarczo wielkich problemów nie ma, bo turyści zawsze chętnie przyjeżdżają, wszak do wybrzeża Adriatyku jest stamtąd tylko 15 kilometrów. Wreszcie kibice piłkarscy nie muszą już zwieszać nosów na kwintę – ich zespół powrócił do najwyższej ligi po 19 latach przerwy, a w ostatnich dwóch sezonach, notował dwa awanse.

Chwile chwały, powstałego w 1940 roku klubu, przypadają na lata siedemdziesiąte. W roku naszego Wembley, „Koniki Morskie” zadebiutowały w Serie A. W pierwszym sezonie zajęły zaskakująco dobre 11. miejsce, ale jak się okazało nic to przy tym, co zrobiły rok później. Cavallucci Maroni (czyli te morskie zwierzęta pociągowe) uplasowały się na szóstym miejscu i awansowały do Pucharu UEFA. Tego nikt się nie spodziewał, łącznie z władzami i kibicami klubu. Spowodowało to, że Cesena kompletnie nie była przygotowana do walki na trzech frontach (liga, puchar, europejskie rozgrywki), odpadła z wschodnioniemieckim Magdeburgiem po porażce w dwumeczu 3-4. Nie to było jednak najgorsze – ważniejszy był spadek z Serie A, okraszony wielkim hukiem. Wrócili dopiero w 1981, a łącznie mają na koncie 11 sezonów w najwyższej lidze.

Ostatnią ielką szansę na grę w elicie, miała Cesena w 1994 roku, kiedy grał w niej m.in. bramkostrzelny Dario Huebner, jednak „Bianco-neri” odpadli w play-offach, a chwilę później zlecieli do trzeciej ligi. Kompletnie nieudane lata 90. zakończyła śmierć w wypadku samochodowym jednego z zawodników – Paulo Martelliego. Od tego czasu jego numer 21 jest zastrzeżony. Podobnie zresztą jak 12, które zostało oddane w hołdzie kibicom, którzy są ponoć 12. zawodnikiem Ceseny.

Dzisiejszy skład charakteryzuje się jedną niebezpieczną rzeczą. Niby grają w nim nieźli zawodnicy, ale wszystko to tymczasowe. Aż dziesięciu piłkarzy (!) jest do Ceseny wypożyczonych. Tymczasowo barwy beniaminka bronią m.in. Igor Budan, chorwacki napastnik, dla którego jest to już ósme (!) wypożyczenie w karierze czy Maximiliano Pellegrino, młodszy brat Mauricio Pellegrino, argentyńskiego obrońcy Valencii, który w finale Ligi Mistrzów 2001r. nie strzelił karnego. Inni warci uwagi piłkarze to Stephen Appiah, etatowy reprezentant Ghany, były gracz Juventusu Turyn, Erjon Bogdani, jeden z najlepszych albańskich futbolistów, czy wreszcie Chilijczyk Luiz Jimenez, który grał w naprawdę porządnych klubach, jak Inter Mediolan, Lazio, West Ham oraz Fiorentina, jednak nigdzie się nie przebił. Większe sukcesy odniósł na niwie pozasportowej – ożenił się z chilijską modelką, która w styczniu urodziła… trojaczki. Jednym z najstarszych zawodników w Serie A jest legendarny bramkarz Francesco Antonioli. Urodzony 14 września 1969 roku, jest jedną z ostatnich pozostałości lat 60. w lidze włoskiej. Najbardziej słynął z gry w Romie, w której zagrał ponad sto meczów. W tym też okresie pojechał na Mistrzostwa Europy do Belgii i Holandii, gdzie Włosi wywalczyli srebro. Antonioli jest więc ewenementem, który nie zaliczył w kadrze nawet debiutu, ale „zdobył” medal wielkiej imprezy.

Z Ceseny, która powstała jeszcze w czasach etruskich, pochodziło dwóch papieży – Pius VI i Pius VII. Urodziła się tam Nicoletta Braschi, żona reżysera Roberto Benigniego, pierwsze kroki stawiał w tym mieście piłkarz Milanu Massimo Ambrosini. Pomoc duchownych, ludzi kultury oraz sportu raczej nie pomoże zawodnikom Massimo Ficcadentiego, dla którego jest to pierwsza praca w Serie A, w utrzymaniu w lidze. A jeśli spadną do Serie B, to problemy mogą się dopiero zacząć, wszak 10 wypożyczonych zawodników sprawia, że nikt w Cesenie nie może być pewny jutra.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl