Przegląd prasy, cz. III

Po piekielnie emocjonującym tygodniu czas przejrzeć nasz Internet i prasę. A w tym przeglądzie możemy poczytać fajną rozmowę z życiowym bon vivatem, Pawłem Zarzecznym. Jest też historia  jak z bajki. Znajdziecie także tekst o cienkiej granicy między sportem a śmiercią i finansową analizę naszych dochodów z Euro 2012.

Na portalu skopana.pl możemy przeczytać bardzo ciekawy wywiad. Paweł Zarzeczny, znany dziennikarz sportowy i publicysta opowiada m.in. o nadziejach polskiego dziennikarstwa sportowego,  genezie upadku Przeglądu Sportowego.

Gdy ja byłem naczelnym „PS”, to wysyłałem na wszystkie wyjazdy Godlewskiego, Stanowskiego itd. Młodych ludzi, którzy mogli wnieść coś nowego. Natomiast sam siedziałem w kanciapie i wymyślałem dla nich tematy. Wtedy ta gazeta miała najwyższą sprzedaż. Pewnego dnia przyszedł do mnie właściciel gazety (szwargotał po niemiecku i miał ze sobą dwóch tłumaczy) i powiedział: Paweł, napisz, kogo chcesz zwolnić?. Ja powiedziałem, że od zwalniania to jest pan Górski. Ponieważ nie chciałem wyrzucać ludzi na bruk, to wyrzucili mnie. Jako przyczynę podano to, że piję piwo. Będę pił piwo, bo jest to produkt spożywczy dostępny na rynku – tu zgadzam się z Franciszkiem Smudą. Potem tych ludzi zwolnił Kołtoń, ponieważ chciał mieć gabinet i pieczątkę naczelnego. Żartobliwie mówiłem, że Kołtoń zwalniał każdego zdolniejszego od siebie, więc musi wyrzucić też sprzątaczki. On nawet nie wie, że przyjemnością jest zaistnieć w świadomości ludzi, a nie posiadanie pieczątki czy dobrego garnituru. Kołtoń to, w przeciwieństwie do Stanowskiego, bardzo prosty chłopak. Różnica między nimi jest taka, jak między piątą ligą a Ligą Mistrzów. Subtelna.

Postać w ogóle nie znana. Ale jakże piękna historia. Niezwykle frapujący człowiek. Lektura obowiązkowa.

– To prawda, że debiutował pan w seniorskiej piłce jako czternastolatek?
– Tak, teraz to jest nie do pomyślenia, żeby chłopak w takim wieku grał w dorosłej piłce. Ale to był przypadek. Pierwszy bramkarz nie dojechał na mecz, bo dojeżdżał z takiej wioski i coś tam mu przeszkodziło. A mecz był w Kluczborku, który grał wtedy o awans, a my o nic nie graliśmy. I jak to w ostatnim meczu, jeden przyszedł, drugi nie przyszedł, bo to była trzecia liga, więc nie jakieś zawodowstwo ? Unia Kędzierzyn, teraz się to chyba nazywa Chemik ? no a ja pojechałem jako kibic. Chciałem zobaczyć jak grają. No i ten bramkarz nie dojechał, a był taki trener, już dzisiaj nieboszczyk, Pytel taki zagrał na prawej obronie, ja na bramce i tak żeśmy uzbierali jedenastu. I co się stało? Kluczbork szedł na mistrza i myśmy tam zremisowali 1:1 i oni nie zrobili mistrza. Obroniłem karnego i chyba ze dwa razy w sytuacji sam na sam. Może oni mnie zlekceważyli, bo przecież byłem jeszcze młodziutki chłopak. No, ale wyszedł mi bardzo dobry mecz i od tamtej pory zacząłem się liczyć.

Kopciuszek, malutki klubik, a w Pucharze Króla jest wyżej niż Real Madryt. Oczywiście sukces  Mirandesnie da paralelować się z sukcesami Królewskich. Ale osiągnięcie trzecioligowca jest niepodważalne, to tak jakby San Marino zagrała w turnieju finałowym Mistrzostw Europy.

W środę Pablo Infante, magister zarządzania Uniwersytetu w Burgos, przejechał samochodem 50 km i o 7 rano otworzył bank. Kilka godzin wcześniej zdobył swoją siódmą bramkę w krajowym pucharze. Jest najlepszym strzelcem rozgrywek, w których niegdyś najczęściej trafiali: Leo Messi, Raul, Ronaldo i Diego Maradona.

Niedługo w słowniku synonimem słowa sport będzie biznes. Nie będzie to jednak jakiś wielki błąd.  Dokładna analiza finansowa, ile to możemy na tym Euro 2012 zarobić. O niewątpliwym już sukcesie Polski pisze Forbes.

Stereotyp Polak – frajer jak najbardziej adekwatne.  O „za” i „przeciw” organizowania  Final Four przez Polskę piszę Przemysław Iwańczyk w Gazecie Wyborczej.

Jak duża jest granicą między sportem a śmiercią? Ostatnio świat obiegła smutna informacja o śmierci Sarah Burke, świetnej zawodniczka, która na nartach wywijała niesamowite rzeczy.  Rozmowa Pauliny Ligockiej w Newsweeku.

Jednak uprawiając sporty ekstremalne, musimy zdawać sobie sprawę, że ryzyko jest wpisane w nasz zawód. I, jeśli chcemy zdobywać medale, musimy spojrzeć na sprawę z dystansem. Skoncentrować się na własnych umiejętnościach i celach, które mamy zamiar osiągnąć.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.