Przepiękny mecz na Stamford Bridge

Piękny mecz oglądaliśmy w sobotę na Stamford Bridge. Derby Londynu – Chelsea podejmowała Arsenal. Nie pamiętam, żebym w tym roku oglądał tak emocjonujące spotkanie. Przebija wszystko, łącznie z finałem Ligi Mistrzów, a nawet każdymi Grand Derby. Naprawdę, w tym meczu było wszystko. Dramaturgia, piękne gole, katastrofalne błędy, kapitalne zagrania i walka. Mnóstwo walki.

Mało było rzeczy, które w tym meczu mi się nie podobały. Przede wszystkim wynik, bo spotkanie zakończyło się porażką Chelsea 3:5 (!). Niestety niedobrze jest również z naszym bramkarzem ? Petrem Cechem. W sezonie 2011/2012 tylko raz zachował czyste konto, a w tym meczu zawalił kilka bramek i nie popisał się jakąś kapitalną interwencją. Nie najlepiej zachował się również Jose Bosingwa, którego nie mogę pochwalić za ten mecz. Ogólnie cała obrona nie wyglądała zbyt dobrze. W pierwszej połowie świetnie zagrał Terry, popisując się kilka razy fenomenalnymi podaniami do kolegów z napadu i zdobywając ważne trafienie, ale w drugiej połowie się posypał. Atak zagrał lepiej, nie podobał mi się tylko Torres. Hiszpan w tym meczu przypominał tego Nando, którego nie chcielibyśmy pamiętać, z wiosny poprzedniego sezonu. Znowu dobre spotkanie zagrał Mata, na dobre wprowadzony do tego zespołu. Nie wyobrażam sobie aktualnie The Blues bez byłego gracza Valencii na skrzydle. Nasza pomoc wygląda z meczu na mecz coraz lepiej, nie zaszkodziła jej zmiana Raula Meirelesa na Ramiresa. Z kolei Frank Lampard udowadnia, że opinie krytyków o wyrzuceniu go z kadry nie mają podstaw, a chcący go zastąpić Josh McEachran będzie musiał jeszcze trochę poczekać.

Nie rozumiem fali krytyki, która spadła na Johna Terrego po tym meczu. Poza jednym błędem, fatalnym poślizgnięciem się w 85. minucie, kapitan The Blues zagrał przyzwoite spotkanie, szczególnie w pierwszej połowie. Przy stracie bramki większy błąd popełnił Florent Malouda, całkowicie bezproduktywny w tym spotkaniu. Źle wybrał. Nie powinien zagrywać do Anglika. Właśnie na taki błąd czyhał najlepszy snajper Arsenalu – Robin Van Persie. A więc gdy Malouda podał do JT za plecy, ten musiał odwrócić się i gonić piłkę. Na swoje nieszczęście poślizgnął się, a więc z podania Francuza wyszło idealne zagranie do RVP, który bez problemu minął Petra Cecha na linii 16. metra i trafił do pustej bramki.

Aktualnie nie ma Arsenalu bez Holendra. Jedynym strzelającym w zespole Arsena Wengera jest właśnie on. W 2011 roku strzelił dla swojego zespołu 35 goli we wszystkich rozgrywkach! Oprócz niego nie strzela praktycznie nikt. Drugi w liczbie trafień po Holendrze jest Theo Walcott, który ustrzelił dla Arsenalu… 8 bramek w 2011 roku. To pokazuje, jak uzależniony jest londyński zespół od RVP. W meczu z Chelsea też ustrzelił. Hat-tricka. Nie ma dzisiaj człowieka, który twierdziłby że Arsene Wenger źle postąpił powierzając mu opaskę kapitańską. Kiedyś egoista ? dzisiaj człowiek, który dzieli się szampanem (nagrodą za najlepszego gracza meczu) z piłkarzem dla Kanonierów przyszłościowym – Aaronem Ramseyem. Jest prawdziwym liderem zespołu. Ostatnio Arsenal ratował Wojtek Szczęsny, ale akurat w tym spotkaniu nie wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności. Przy golach nie miał nic do powiedzenia, zawiniła bardziej defensywa, szczególnie Mertezacker. Zastanawiam się tylko, czemu nie wyleciał z boiska za sytuację w 50. minucie. Przy stanie 2:2, Polak wyszedł z bramki, by powstrzymać szarżującego Cole’a. Agnlik bez problemu przerzucił piłkę nad interweniującym Szczęsnym, a ten sfaulował go. Sędzia mógł pokazać za to zagranie czerwoną kartkę, jednak tym razem zawodnika Arsenalu chronił los. Obejrzał tylko kartonik koloru żółtego.

No, ale koniec już rozmyśleń na temat Kanonierów. Wróćmy do tematu Chelsea. The Blues nie rozgrywali złego spotkania. Grali bardzo dobrze. Wbili Szczęsnemu trzy gole. Grali składnie, dobrze, podania dochodziły do siebie, wychodziły dalekie przerzutym, piłkarze myśleli na boisku. Jednak na bezlitośnie wykorzystujący błędy zespołu AVB Arsenal to nie wystarczyło. Ostatnie trzy bramki padły właśnie po złych decyzjach. Gol Walcotta to konsternacja w szeregach Chelsea. Nie można zostawić piłki na ziemi przy nogach tak szybkiego zawodnika i jej nie wybić albo chociaż nie podejmując prób jej wybicia. Ostatni gol to przykład klasycznej kontry. Tutaj przede wszystkim zawinił Cech, chociaż nie wiem, czy jest na świecie golkiper, który obroniłby bombę Van Persiego jedną ręką. To spotkanie zapamiętam jako dziwne przede wszystkim dlatego, że trzy bramki strzelone na swoim boisku powinny dawać zwycięstwo zawsze. To jest jednak futbol, a za coś go przecież kochamy, min. właśnie za nieprzewidywalność. W ramach ciekawostki przypomnę, że ostatni raz bramkarz Chelsea wyjmował 5 razy piłkę z siatki na Stamford Bridge w 1989 r., kiedy The Blues przegrali z Liverpoolem 2:5. Wynika z tego, że przez 22 lata nie straciliśmy na SB pięciu goli.

Ogólnie możemy się z cieszyć z gry Chelsea oraz zgrania zawodników. Nie odpowiada mi oczywiście wynik. Zawiodłem się przede wszystkim na Cechu. Sporo było indywidualnych błędów, mam nadzieję, że zostaną one poprawione.


pubsport.pl
Tomek Mądry
Pochodzę z Poznania, aktualnie mieszkam w Ząbkach. Kibic Chelsea, FC Koeln. To tyle. Jestem zwyczajnym, szarym człowiekiem, który postanowił się czymś interesować. Wybrał sport. Oprócz amatorskiego grania w piłkę nożną i uprawiania badmintona piszę także od listopada bloga. W styczniu założyłem nowy i teraz publikuje wpisy na obu adresach. Dnia 10 marca postanowiłem zarejestrować się na pubsport.pl i umieszczać również tutaj moją publicystykę. Na moim blogu i na pubsport znajdziecie na pewno co czwartek - felieton o Chelsea i wiele, wiele innych.
http://kwestor.blox.pl/html