Przyjemny EUROponiedziałek

Zgodnie z moimi oczekiwaniami, dzisiejsze mecze zakończyły się wynikami 1:1 i 2:1. Niestety, typowałem je w odwrotnych meczach. Nie dostanę więc żadnych punktów za pierwsze mecze grupy D. Ale nie narzekam, bo chciało się je oglądać!

 Stała pozycja Euro trzyma poziom emocji

Bardziej napalałem się na spotkanie Francja – Anglia, które na dużych imprezach zdarza się często i zwykle przyprawia o emocje. Tym razem także poziom widowiska był raczej wysoki, szczególnie w pierwszych 45 minutach. Miło śledziło się zmagania tychże ekip. W przekroju całego meczu przeważali Trójkolorowi, ale nie ustrzegli się błędów, co było widać np. przy niewykorzysanej stuprocentowej okazji James’a Milnera.

W moim odczuciu Francuzi rozgrywali swój atak pozycyjny za długo. Angielscy defensorzy nie zawsze nadążali za piłką, przez co robiło się miejsce do oddania strzału z dystansu. Jednak podpieczni Laurenta Blanca jakby bali się podjąć takie działanie i często tracili piłkę. Po przerwie obawy te jakby zeszły i coraz częsciej oglądaliśmy próby z daleka w ich wykonaniu.

Mistrzowie Europy z 2000 roku, przy solidnie broniących przeciwnikach, byli zmuszeni do działań opisanych w poprzednim akapicie oraz dośrodkowań ze skrzydeł. Jednak, według mnie, dysponowali oni zbyt małą ilością piłkarzy, który mogliby zamknąć takie akcje. Ku ich nieszczęściu, Karim Benzema jest jeden i czasem się męczy…

Rywale po przecwytach szybko starali się skonstruować kontry. Akcję, po której bramkę zdobył Joleon Lescott spokojnie można nazwać podręcznikową. Najpierw kapitalną wrzutką z rzutu wolnego popisał się Gerrard, a potem strzelec gola znakomicie urwał się obrońcom i wybił w górę. Hugo Lloris nie mógł za dużo zrobić przy tej sytuacji.

Les Bleus w II połowie szukali drugiej bramki, zaś drużyna prowadzona przez Roya Hodgsona niespecjalnie miała okazji do pokazania się z ofensywnej strony. Pod koniec z obu stron widać było już chęci, ale pojawiały się też oznaki zmęczenia. Spadło tempo gry, akcje nie były już tak aktrakcyjne dla oczu.

Wydaję mi się, że jeśli remis kogoś tu zadowala, to Synów Albionu. Do tego meczu przystąpili oni osłabieni kadrowo i choć efektownością dziś nie grzeszyli, to za wytrwałą obronę i pilnowanie czujności przeciwników punkt im się należy. Do emocji chociażby sprzed ośmiu lat temu pojedynkowi brakowało dużo, ale i tak jestem usatysfakcjonowany. Pewnie, że wolałbym wymianę ciosów, ale tak, jak już napisałem – nie było żadnego odpuszczania, walka trwała do końca, czego nie powinno zabraknąć nam w dalszych meczach z udziałem tych reprezentacji.

Świetne wejście współgospodarzy w imprezę

Mecz Ukraina – Szwecja przypominał mi chwilami grę komputerową ze względu na dużo brawurowych akcji zakończonych strzałami z obu stron. W pewnym momencie byłem w pełni szczęścia, gdyż typowany przeze mnie wynik wraz ze strzelcami sprawdzał się. Tak było do 62. minuty i drugiego trafienia Andriya Shevchenki. Przyznam szczerze, że brakowało mi tego zawodnika. Pamiętam jego fantastyczne sezony w AC Milan. Dla niego poniedziałkowy wieczór to spełnienie marzeń.

Pochwalić należy bramkarzy obu ekip, bo wielokrotnie zapobiegli stracie bramek po mocnych skrzałach. Ich zagrania mogły podobać się licznie zgromadzonej publicznosci na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Był to na dobrą sprawę pierwszy mecz, kiedy ukraiński stadion wypełniony był do ostatniego miejsca. Na pozostałych trzech spotkaniach niestety był z tym kłopot…

W pierwszej połowie nieznacznie groźniejsi byli reprezentanci Trzech Koron. Ich przewaga potwierdziła się jednak dopiero po przerwie, kiedy Zlatan Ibrahimovic w końcu pokonał Andriya Pyatova. To moje „w końcu” w poprzednim zdaniu nie znalazło się przypadkowo. Napastnik Milanu miał w tym meczu kilka świetnych szans, których nie wykorzystał. A gwiazdę poznaje się po tym, że błyśnie w odpowiednim momencie. Szwedowi udało się raz, ale było to za mało.

Faktycznie, spotkanie to powinno zakończyć się inaczej. Podopieczni Ericka Hamrena zdają sobie z tego sprawę, a w dodatku zostali zjechani przez swoje media. Wiadomo, wszyscy się stresują, bo o wyjście z grupy będzie im teraz znacznie trudniej. Jednak nie zabierałbym im wszystkich argumentów na grę w ćwierćfinale. Pamiętam na przykład ich wielką wojnę z Anglikami 10 lat temu na Mundialu, którą zremisowali 1:1.

Moją uwagę przykuło przygotowanie kondycyjne gospodarzy. Od początku do końca trzymali dobre tempo, nie widać było specjalnie ich zmęczenia, nie brakowało im chęci do atakowania. Dobrą robotę poczynił sztab szkoleniowy z trenerem Olegiem Blokhinem na czele. Od razu przypomniało mi się nasze otwarcie z Grecją i wypompowanie w II połowie… Powinniśmy wziąć przykład z żółto-błękitynych! Chociaż… może być już za późno…

Wyniki pierwszej kolejki w grupie D sprawiają, że rywalizacja w niej stała się jeszcze ciekawsza. Liderują Ukraińcy, ale przed nimi jeszcze batalie z Francją i Anglią. Przywilej gospodarza każe im zostawić serce na murawie i wejść przynajmniej do 1/4 finału. Z pewnością apetyty wśród naszych wschodnich sąsiadów wzrosły, choć należy pamiętać, iż ich reprezentacja dopiero debiutuje na Mistrzostwach Europy. Trudno w to uwierzyć, ale jednak…

To był miły poniedziałek. Mecze oglądało się całkiem przyjemnie – padło dużo bramek, spotkania trzymały w napięciu do samego końca, a kolejne starcia zapowiadają się bardzo interesująco. Chociaż dzień zacząłem o 04:00, bo przybyłem pod Warszawę, aby we wtorek udać się na mecz Polska – Rosja, to nie chciało mi się spać przy spotkaniach w Doniecku i Kijowie. Jako przyczynę traktuję dobry poziom widowisk, które oglądałem.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl