Przynajmniej nie wyjdziemy na frajerów

Sens „taktycznej” porażki naszej reprezentacji ze Słowacją poznali już wszyscy. Sam nie popieram takich rozwiązań, ale gdy popatrzyłem na historię podobnych manewrów, to… z całego serca życzyłem nam porażki ze Słowacją.

Dzięki Bułgarom (znowu) spotkanie z podopiecznymi Emanuelle Zaniniego było typowym meczem przyjaźni. Nie było żadnego przekupstwa, tylko czysta kalkulacja – nam opłacało się przegrać, a Słowakom wygrać. I tak też się stało. Co prawda podejrzanie może wyglądać fakt, że po ładnie wygranym pierwszym secie, w drugim roztrwoniliśmy sześciopunktową stratę, ale co tam. Przecież Brazylijczycy zostali Mistrzem Świata po zabawie w „wybieranie” sobie rywali i totalne lekceważenie ducha gry. Nie miałbym nic przeciwko, gdybyśmy poszli ich śladem.

Taki obrót zdarzeń ma znacznie więcej pozytywów niż tylko niegranie przeciwko Rosji w 1/4 finału. Mogli pograć sobie młodzi rezerwowi, którzy mieli pełnić rolę zapchajdziury w kadrze na ME. Dzięki temu odpoczęli nasi czołowi gracze, co może być ważne w kontekście kolejnych trudnych spotkań. Bo przecież już żadnych wyliczeń nie będzie. Teraz bezapelacyjnie trzeba wygrywać z każdym.

Ponadto, pomogliśmy reprezentacji naszych południowych sąsiadów w osiągnięciu najlepszego wyniku w historii ich występów na Euro. To jest naprawdę duży sukces, przecież wygrali grupę śmierci! Ten, kto obstawił u bukmachera, że tak się stanie pewnie teraz skacze z radości i patrzy, jak rośnie mu stan konta.

Widziałem w internecie reakcję kibiców na postawę Biało-Czerwonych w ostatnim meczu grupy D. Moim zdaniem jest tyle samo zwolenników, co przeciwników kalkulowania. Na przestrzeni roku obie strony zostały usatysfakcjonowane. Ci, którzy wolą sprawiedliwą walkę, mieli jej pokaz rok temu. Zwolennicy kombinowania mają swój czas właśnie teraz. Nie wiemy tylko, jaki będzie efekt całego zamieszania, ale cieszy mnie to, że poznamy obie strony medalu.

Teraz podążamy ścieżką mniejszego zła, bo gramy z Czechami. Jak powszechnie wiadomo, z gospodarzami gra się bardzo trudno. W naszym przypadku dochodzi jeszcze świadomość tego, że z tą drużyną niedawno się pogrążyliśmy (w Memoriale Wagnera). Jednak teraz każdemu zależy na wygranej, a skład jaki wystawi trener Anastasi będzie najsilniejszy, jaki tylko mamy.

W kontekście naszej gry w dalszych fazach pojawia się bardzo ważne pytanie: Gdzie my tak naprawdę jesteśmy? Nie mogę (myślę, że nie tylko ja) tego określić na podstawie trzech rozegranych przez nas meczów, bo Niemcy zagrali bardzo przeciętnie (i dlatego jadą do domu pomimo aspiracji na medal), a ze Słowacją wiemy jak było. Przetestowała nas Bułgaria, ale to był jeden jedyny mecz, a nie każdy mógł mieć swój dzień. Poza tym, nie widziałem czwartego seta w niedzielę, bo wyłączyli mi prąd. Zatem siła polskiej reprezentacji pokaże się dopiero w – miejmy nadzieję – kolejnych spotkaniach.

Bardzo ładnie napisał na ten temat Rafał Stec na drugiej stronie dzisiejszej GW. Pisze, że regulaminy zmieniane są w dowolym momencie, bo wymyślają je rządzący siatkówką biurokraci, którzy o sporcie nie mają zielonego pojęcia. Ja się pod tym podpisuję. I dodaję, że jeśli działacze mają bawić się systemem, to czemu nie miałyby robić tego drużyny?

Nasuwa się tutaj młodzieżowe określenie: „J***ć system! Po trupach do celu!” Trzymam kciuki za naszych siatkarzy. Niech udowodnią, że są jednymi z najlepszych na świecie!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl