Puchar dla dwojga, czara dla reszty

Dzisiaj, a właściwie jutro w nocy, o nieboskich porach, nietransmitowane przez żadną stację europejską (a może transmitowane? ? dajcie znać koniecznie, jak o czymś nie wiem) odbędą się półfinały Złotego Pucharu CONCACAF. Rozgrywki te są o tyle nieatrakcyjne, że przypominają Klubowe Mistrzostwa Świata. To znaczy wszystko mogłoby się rozstrzygnąć jednym, prostym meczem Meksyku ze Stanami Zjednoczonymi, zamiast rozdmuchiwać cały turniej i stwarzać, pozorne oczywiście, emocje.

Trzęsienia ziemi zdarzają się rzadziej niż w Japonii. Ledwie raz udało się zgarnąć mistrzostwo Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów komuś spoza rzeczonej dwójki, a uczyniła to Kanada w 2000 roku. Teraz ta reprezentacja, z tradycyjnym polskim śladem ? Michal Klukowski, obrońca Manisasporu, odpadła już po fazie grupowej.

Jeśli ktoś chce szukać czegoś ciekawego, powinien patrzeć za plecy Meksykanów i Amerykanów. Wygląda na to, że po kilku latach, gdy to Kostaryka była trzecią siłą kontynentu, następuje wymiana. Nasi rywale z mistrzostw świata 2006 mają dziś kadrę, w której mało kto gra poza ligą kostarykańską, a w miarę znaczącymi postaciami na naszym pępku świata, są Bryan Ruiz z Twente Enschede i… Junior Diaz. Ten sam, ze śmieszną fryzurą. Gra dziś w FC Brugge, wcześniej grał w Wiśle Kraków i później też chyba w niej zagra. Przynajmniej o to się krakowianie starają.

Kostarykę przegania mianowicie Honduras. Awans na zeszłoroczny mundial można było jeszcze uznać za wynaturzenie. Tegoroczne ogranie Kostaryki po karnych w ćwierćfinale pokazuje już, że bohaterowie Wojny Futbolowej zaczynają sobie mościć gniazdko na dole podium. Odchorować te dobre rezultaty może trener Wisły Robert Maaskant, bowiem Osman Chavez, środkowy obrońca mistrzów Polski, tak się na turnieju reklamuje, że chcą go już kluby z ligi francuskiej. W obliczu walki na noże ze Skonto Ryga, postrachem nie tylko nadbałtyckich boisk, pozbywanie się podstawowego stopera to jedno z najmniejszych marzeń Holendra. Z drugiej strony ? pamiętacie, gdzie był Chavez 1 marca 2011 roku? Nie? Podpowiem wam. Daleeeeeeeeeeko z tyłu za Piotrem Malinowskim z Podbeskidzia.

W Hondurasie za gwiazdę robi Wilson Palacios z Tottenhamu. Ale nie tylko on gra w Europie. Maynor Figueroa broni pola karnego Wigan Athletic, w środku pola tej samej drużyny gra Hendry Thomas, Ramon Nunez występuje w Leeds United. Przede wszystkim jednak Carlo Costly. Dziś gra w klubie o jednej z najładniejszych nazw hiszpańskojęzycznych ? Atlasie Guadalajara z Meksyku, ale swego czasu był następcą Radosława Matusiaka w GKS-ie Bełchatów.

Szkoda mi odpadnięcia masowo grających, nie wiadomo dlaczego, w Norwegii rodaków Boba Marleya. Oni akurat na trawie powinni się dobrze czuć i do pewnego momentu hasali ? grupę wygrali z kompletem punktów, wyprzedzając powyższy Honduras. W ćwierćfinale Amerykanie dali im jednak popalić.

Dziś trzeba więc przez sen trzymać kciuki za Panamę, która zagra z gospodarzami turnieju. Ograła ich już w fazie grupowej i zajęła pierwsze miejsce, ale jak znam specyfikę Gold Cup to na końcu i tak zawsze wygrają Meksykanie lub Amerykanie. Niemniej mecz będzie pełen polskich akcentów ? w Panamie Luis Henriquez z Lecha, a u Jankesów Eric Lichaj i Chris Wondolowski, czyli niedoszli następcy Obraniaka i Boenischa, a doszli Danny?ego Szeteli czy Lukasa Podolskiego.

W drugiej parze Meksyk z Hondurasem. Meksyk przetrzebiony dziwną aferą dopingową, w wyniku której musiał zastąpić pięciu zawodników. Za to w wybornej formie jest Chicharito, czyli Javier Hernandez z Manchesteru, który prowadzi w klasyfikacji strzelców z sześcioma golami  w czterech meczach. Dotychczas łoił jednak Salwador czy Kubę, której piłkarze bardziej myśleli, czy już czas, by czmychnąć, czy jeszcze nie. Jednemu się udało.

Jeśli Panama albo Honduras sprawią sensację, jesteście mi świadkami ? w sobotę wstaję o 3 w nocy i oglądam transmitowany w Eurosporcie 2 finał. Jeśli nie sprawią… znam siebie. I tak pewnie wstanę.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl