Quo Vadis, UEFA ?

Większość z nas oglądała Euro. Przeżyliśmy wspaniały turniej. Pełen wrażeń od początku do końca. Emocjonująca faza grupowa, nader ciekawe dalsze pojedynki. Widocznie komuś się to nie podoba, bo chce zepsuć tę zjadliwą formułę. W Euro 2012 startowało 16 drużyn. W następnym turnieju już 24. Czy UEFA ma klapki na oczach we wzorki pieniędzy?

Szefowie europejskiego związku ideę swoją argumentują takimi świetnymi skutkami, jak propagowanie futbolu w innych krajach, rozwijanie się pod jakimś aspektem narodowych federacji, będzie to także większa motywacja dla organizatorów. Przyjedzie więcej ekip, będą inwestycję na większa skalę. To są oficjalne dobre strony, że większa ilość zespołów biorących udział w Euro, to jest wielkie dobro, jakie zsyła na kibiców UEFA. Nieoficjalny, powszechnie znany pogląd, że powiększenia grona finalistów Euro, to jeszcze większe zyski, które notabene organizacja non-profit ma wielkie.

Wiadomo, im więcej drużyn, tym więcej transmisji, tym więcej pieniędzy. Proste jak budowa cepa. Ale czy warto poprawiać system, skoro jest on prawie idealny ? Dlaczego psuć coś, co jest dobre, a nie naprawiać, co szwankuje. Toż to przecież Platini wprowadził beznadziejny pomysł z sędziami koło bramki, który ostatecznie upadł podczas Euro 2012.

System, systemem, ale odbije się to emocjach sportowych. Spadnie atrakcyjność spektaklu podczas fazy grupowej. Na taką imprezę łatwo będzie awansować. Przejdą wszyscy z pierwszych i drugich miejsc, a 5 reprezentacji zostanie wyłonionych w barażach. Czyli  wystarczy pokonać słabeuszy i średnich rywali, żeby awansować. Zatem zagrają pewnie Szkoci, Bułgarzy, Walijczycy i inne mało wybitne piłkarskie nacje. Nie będzie grupy śmierci, dopiero po fazie grupowej zrobi się mniej przeciętnych ekip.

Cóż, mało kto podchodzi do tego z entuzjazmem. Reuters pisze, że zamiast dania wysokiej jakości, za cztery lata kibice we Francji dostaną śmieciowe jedzenie. Ja poprosiłem kilku dziennikarzy sportowych o opinie na temat większej ilości drużyn na Euro 2016. Oto one:

Michał Kołodziejczyk, „Rzeczpospolita”:

Odbije się to na jakości widowiska. Euro do tej pory poziomem przewyższało mundial, bo szanse na awans mieli tylko najlepsi. Teraz wszystko rozciągnie się w czasie przez to, że Hiszpania będzie musiała grać jakieś mecze z Łotwą czy… Polską.

Hubert Zdankiewicz, „Polska The Times”:

Szanse Polski na grę w kolejnym Euro wzrosną, ale ogólnie to kiepski pomysł. 16 drużyn to według mnie optymalna liczba. To ma być turniej dla najlepszych z najlepszych, a nie paraolimpiada.

Marek Wawrzynowski, „Przegląd Sportowy”:

Nie od dziś wiadomo, że w każdej takiej akcji UEFA chodzi o kasę, rozszerzenie rynku. Ucierpi na tym widowisko, ale jesteśmy skazani na takie pomysły różnych organizacji.

Kamil Szendera, „Futbolnet.pl”:

Pod względem marketingowym pomysł jest świetny. Będzie więcej spotkań, a więc więcej reklam i kasy z praw telewizyjnych. Zwiększy się liczba drużyn, dlatego powiększy się grono telewidzów, ale też kibiców, którzy odwiedzą kraj, który organizuje turniej. Ucierpi na tym natomiast poziom sportowy. Teraz, kiedy mamy 16 zespołów w zasadzie nie ma słabych (nie licząc gospodarzy). Gdy będą 24 drużyny siłą rzeczy kilka z nich dostanie się do finałów trochę tylnymi drzwiami, nie do końca zasłużenie. Ale dla wytrawnych kibiców to i tak małe piwo, bo przecież czym więcej spotkań, tym lepiej dla oka. My powinniśmy się teoretycznie cieszyć, bo znowu starają się nam pomóc przy łatwiejszym awansie, ale to tylko powierzchowne wrażenie. W rzeczywistości, jeżeli sami nie pokażemy w eliminacjach dobrego futbolu, nikt drugi raz za darmo naszym grajkom miejsca w tak doborowym towarzystwie nie podaruje.

Tomasz Ćwiąkała, „Weszło.com”:

Uważam, że obniży to jakość turnieju, bo turniej z 24 drużynami to już nie będzie europejska elita. Wojtek Kowalczyk ostatnio stwierdził – z czym się zgadzam – że do takiego turnieju Polska po prostu będzie MUSIAŁA awansować, co wiele mówi, patrząc na ostatnie mecze kadry Smudy. Jak dla mnie mistrzostwa Europy w obecnej formule przebijają atrakcyjnością i poziomem mundial – po rewolucji już tak nie będzie.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.