Radom, Sosnowiec, Częstochowa – najlepsze na ekstraklasę!

Radom, przed Sosnowcem i Częstochową. Tak przedstawia się czołowa trójka rankingu najbardziej „typowych” miast, w których kiedykolwiek była ekstraklasa. Niejednokrotnie słyszy się, że któreśtam miasto nie zasługuje na najwyższą ligę (ostatnio najczęściej w kontekście Bielska-Białej). Dla mnie nie ma takiego pojęcia, bo w tych sprawach jestem radykalny. Dopuszczam wprawdzie jakieś wymogi licencyjne, jednak głównym i najwięcej znaczącym kryterium jest dla mnie gra w piłkę. Jeśli LZS Piotrówka gra wystarczająco dobrze – zasługuje na ekstraklasę.

Wiele osób przywiązuje jednak wagę do tego, by w ekstraklasie grały same kluby z wielkich miast. Sprawdziłem więc, jak to historycznie w naszej lidze wyglądało. Oto, co otrzymałem.

W całej historii polskiego futbolu ligowego ekstraklasa była w 54 miastach, z 15 województw. Jedynie lubuskie nigdy nie doczekało się piłki na najwyższym poziomie (brr… jak dobrze, że tam nie mieszkam!). Oczywiście najwięcej – bo aż 17 – ośrodków pochodzi z województwa śląskiego. Jednak z rankingu wynika, że przeciętna wielkość ekstraklasowego miasta to 226 tysięcy mieszkańców. Najbliżej tego wyniku jest Radom (222 tys.), a na kolejnych miejscach Sosnowiec (218) i Częstochowa (238).

Gdyby jednocześnie w lidze spotkało się następujących 16 drużyn, mielibyśmy prawdziwe rozgrywki wymarzone dla wielu. Dla mnie zgroza!

Legia Warszawa, Polonia Warszawa, Wisła Kraków, Cracovia, Widzew Łódź, ŁKS Łódź, Śląsk Wrocław, Lechia Gdańsk, Lech Poznań, Warta Poznań, Lechia Gdańsk, Pogoń Szczecin, Motor Lublin, GKS Katowice, Jagiellonia Białystok i Arka Gdynia.

Proszę zwrócić uwagę – zaledwie jedna drużyna ze Śląska! A gdyby w jednej lidze zgrupować 16 drużyn z najmniejszych miast, które kiedykolwiek grały w ekstraklasie, wyglądałoby to następująco:

Sokół Pniewy (8 tys.), Amica Wronki (11), Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski (14), Ruch Radzionków (17), Górnik Radlin (18), Bogdanka Łęczna (21), KS Polkowice (22), Świt Nowy Dwór Mazowiecki (28), Siarka Tarnobrzeg (49), Igloopol Dębica (47), RKS Radomsko (52), Unia Racibórz (56), Śląsk Świętochłowice (54), GKS Bełchatów (61), Stal Mielec (61) i Stal Stalowa Wola (63).

Jak dobrze, że są małe kłamstwa, wielkie kłamstwa i statystyki. Zarówno jedno, jak i drugie rozwiązanie byłoby dla polskiej piłki fatalne. Liga małomiasteczkowa – chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć dlaczego. A liga wielkomiejska? To dopiero byłby dramat. Spójrzmy chociażby na urugwajską Primera Division, gdzie biedne, osamotnione Cerro Largo walczy z aż piętnastoma (!) drużynami z ponadmilionowego – a więc mniejszego od Warszawy – Montevideo. Nie byłoby nic gorszego dla naszej piłki, niż T-mobile Ekstraklasa składająca się z losowo wybranej Jagiellonii Białystok, walczącej z Legią, Polonią, Hutnikiem, Gwardią, Warszawianką, Marymontem, Drukarzem, Koroną, Legionem, Lotnikiem, Okęciem, Olimpią, Polonezem, Ursusem i Sarmatą Warszawa.

Szanujmy więc Bełchatów, Zagłębie Lubin, kibicujmy Ruchowi Radzionków i im podobnym, żeby ten koszmar nigdy się nie ziścił.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl