Radwańska Superstar

Radwańska ma teraz swoje pięć minut. Wszędzie jej pełno. Udzieliła pięknej sesji dla jakiegoś pisma. Naprawdę cudownie wyglądała. Choć w sieci widziałem  jedno zdjęcie, to nie mam wobec tego żadnych obiekcji.

Wszystko subtelnie, kobieco, delikatnie, ale dostało jej się od prawicowych, czy tam katolickich dziennikarzy: od Terlikowskiego, że nie powinna, a przecież ona wzięła udział w akcji Nie wstydzę się Jezusa. Jeśli inne zdjęcia są w podobnym tonie, to nic złego. Można być wierzącym, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, by udzielić sesji, nie nagiej, tylko artystycznej.

Pal licho takie niuanse, plotki, pozasportowe wydarzenia.  Liczy się sport. O tym już napisałem. Tutaj.

O tym piszą także inni, komentują. Radwańska w sezonie ogórkowym jest tematem niemalże numer jeden! I dobrze, bo, jak powiedział mi jeden dziennikarz: „lepiej Isia na świeczniku niż gamonie Fornalika”.

Doczekaliśmy się w końcu gwiazdy światowego formatu, o czym świadczy chociażby sesja w ponoć prestiżowym magazynie. Patrząc na XXI wiek, to takowej de facto nie mieliśmy. Mówię tylko o XXI wieku, bo w tym czasie media nie były aż tak dostępne, masowe, wszędobylskie. Małysz – dyscyplina w świecie niszowa, Kowalczyk – tak jak Małysz. Kubica błysnął, ale tenis w świecie raczej wyżej niż F1 – tak mi się wydaje. Kto jeszcze? Otylia? Nie. Lewandowski – pewnie tal, ale nie jest numerem cztery na świecie. Dudek, Szczęsny? Też nie.  Eureka! Mamy więc tak naprawdę  pierwszą światowego formatu gwiazdę sportu. Nie jest do końca tak, jak napisałem. To inne emocje, bo dojrzewaliśmy do tego i nie stało się to ot tak. Od kilku lat Agnieszka pnie się w górę w tenisowym rankingu. Zarówno zarobkowym, jak i medialnym.

Jak żyć z tym, że mamy światową gwiazdę sportu? Po pierwsze, zauważalna rzecz, to ogrom komentarzy. Zewsząd,  z każdej telewizji, gazety, portalu. Dziennikarze wszystkich maści ją oceniają. Niby szkoda, bo kilka lat nazad, ta Agnieszka była nasza. Nasza – dziennikarzy, ekspertów, entuzjastów tego sportu (ja w tej grupie).  Teraz jest masowa. Namiastkę tego mamy chociażby poprzez tuziny wywiadów. We Wprost Kuźniar zdefiniował dzień konia, że to wtedy, gdy Radwańska kłóci się z sędziami.

Wasz sąsiad na pewno powie, że jest za bogata, przegrywa za często, rodzice też za bogaci, łatwa kariera, trochę pogra i kokosy zbija, że ho, ho.  A ja 30  lat w kopalni robię i nawet 10% tego nie mam, co ona, młoda, cycki pokazuje, podatki na szczęście w Polsce odprowadza, ale to pewnie podpucha, bo na pewno coś na Kajmanach i w Monako ma.

Przejaskrawienie? Może, ale nie jakieś zbytnio przesadzone. Weźmie to się z tego, że media będą plotły androny, TVN jej nie lubi, robi z igły widły, prowokuje, bez sensu z resztą. Szkoda. Może nie będzie aż tak, jak ja piszę. Ale coś jest na rzeczy.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.