Radwańskiej szansa nie ostatnia

A. Radwańska

Rok temu grała w historycznym finale, tym razem doszła do półfinału, przegrywając po niesamowitym boju z Sabiną Lisicką. Agnieszce Radwańskiej uciekła szansa na tytuł, ale zyskała jeszcze większą moją sympatię.

Wielu przed turniejem otwarcie przepowiadało jej wtopę, sugerując się tym, że w Eastbourne już w I rundzie przegrała z Jamie Hampton. Tylko, że rok temu w tym samym Eastbourne Agnieszka w dużo gorszym stylu uległa Cwetanie Pironkowej, a co było później w Londynie wszyscy pamiętamy. Za sprawą krakowianki po raz pierwszy w erze otwartej mieliśmy naszego przedstawiciela w wielkoszlemowym finale w singlu.

Radwańska po raz kolejny pokazała olbrzymi charakter i determinację, gryzła świętą londyńską trawę i wbrew temu co prorokowali „kibice” szła przez kolejne rundy. Owszem pewne schody się pojawiały, ale przetrwała nawałnicę Madison Keys, a później po znakomitym widowisku pokonała tak bardzo niewygodną dla siebie Na Li. Wreszcie półfinał z Sabiną Lisicką. Mecz, który w III secie rozgrzał kibiców do czerwoności. Dawno nie słyszałem takiej wrzawy na trybunach w All England Club podczas meczu kobiet. Dwie walczące jak lwice tenisistki stworzyły znakomity spektakl. Ten epicki bój wygrała Sabina, ale równie dobrze mogła rozstrzygnąć go na swoją korzyść Agnieszka, która wzniosła się na najwyższy pułap swojego potencjału i tenisowego sprytu, ale na końcu drogi zabrakło jej trochę świeżości, ale i szczęścia. Tak, szczęście sprzyja lepszym i Lisicka była lepszą o tą jedną, dwie piłki, które zadecydowały o losach tego pojedynku.

Radwańska zadała kłam wszelkim malkontentom, którzy uważają, że jej mecze są nudne i nie jest w stanie tworzyć zapierających dech w piersiach widowisk. Jeśli ktoś nie widział jej meczów w ostatnich Mistrzostwach WTA, to w Wimbledonie pokazała ogromne serce do walki i ciągle rozwijającą się swoją techniczną maestrię, będąc współtwórczynią fantastycznych widowisk. Była kreatorką, bo po pierwsze zademonstrowała najbardziej agresywny tenis w swojej karierze i po drugie, bo w kobiecym tenisie nikt inny nie ma takiego bogactwo w konstruowaniu punktów w grze z głębi kortu, nie mówiąc już o rozstrzyganiu akcji przy siatce. O tym drugim wiemy od dawna i to nie jest nowość, ale że Radwańska jest w stanie wypracowywać sobie punkty odważnymi atakami zobaczyliśmy najlepiej w ciągu tych dwóch tygodni.

Czy to był już najwyższy poziom tenisa, jaki Radwańska jest w stanie pokazać? Myślę, że nie. Przecież ona ma dopiero 24 lata, a już tak długo jest w światowej czołówce. Radwańska łamie bariery i wbrew temu co się powszechnie mówi złamie także tą najwyższą, czyli sięgnie po wielkoszlemowy tytuł. Nigdy nie pisałem tego tak otwarcie, ale po tym co zobaczyłem w tym roku w Londynie z całą stanowczością twierdzę, że prędzej czy później to nastąpi! Owszem Agnieszka zmarnowała wielką szansę, by znaleźć się w panteonie wielkoszlemowych mistrzyń już teraz. Nie mam wątpliwości, że ona by się tak w finale nie rozkleiła, jak Lisicka i Marion Bartoli by pokonała. Szanuję Borisa Beckera, ale mówić, że Lisicka gra bardziej urozmaicony tenis niż Radwańska jest herezją. Niemka z krakowianką wygrała potęgą swojego serwisu i niszczycielskich zagrań, które lądowały na linii bądź blisko linii. Wpadało częściej niż nie wpadało, więc wygrała, z Bartoli wpadać już nie chciało, więc przegrała. Można pokusić się o tezę, że obecność Lisickiej w finale zniszczyła święto tenisa. Dwie zawodniczki grające w podobnym stylu – to nie mogło się dobrze skończyć.

Wracając do Radwańskiej: czy zmarnowała życiową szansę? Szansę tak, ale będzie ich miała jeszcze sporo, nawet gdyby przyjdzie się jej mierzyć po drodze z Wiktorią Azarenką, Sereną Williams czy Marią Szarapową. Weźmy przykład Jany Novotnej, która boleśnie przegrała ze Steffi Graf finał w 1993 roku, nie wykorzystując prowadzenia 4:1 w III secie. Cztery lata później w finale przegrała z Martiną Hingis i dopiero w 1998 roku, mając niespełna 30 lat, na londyńskiej trawie sięgnęła po swój jedyny wielkoszlemowy tytuł (w półfinale pokonała wtedy właśnie Hingis, z którą ma bilans spotkań 3-9). Z Graf wygrała tylko cztery z 33 spotkań, ale wielkoszlemowy triumf w końcu święciła. Radwańska teraz przeżywa porażkę z Lisicką, tak jak by przeżywała każda tenisistka czująca, że wielka szansa na tytuł się wymknęła.

Ale Polka będzie kiedyś wielka, największa i są racjonalne przesłanki, by tak uważać, bo od kilku lat, każdy kolejny sezon to w jej wykonaniu to progresja, jeśli chodzi o poziom prezentowanego tenisa. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak ambasadorka polskiego sportu na świecie idąc pod prąd, z gracją mija kolejne przeszkody. Krakowianka postawiła na strategię małych kroczków i stopniowo dorzuca kolejne elementy poprawiające jej tenis. Nie ceniłbym jej tak bardzo, gdyby była jedną z wielu masakrujących piłkę tenisistek z rozrośniętymi do granic możliwości muskułami. Wolę ją taką, jaką jest – unikatową, nie tracącą swojego tenisowego i naturalnego powabu Agnieszkę Radwańską, pokazującą że z rakiety nie trzeba robić patelni, by dojść do wielkich wyników.

Stojący na wysokim poziomie, najlepszy półfinał Wimbledonu kobiet od lat (ostatni wielki miał miejsce w 2009 roku pomiędzy Sereną Williams a Jeleną Dementiewą). Prawdziwa wizytówka współczesnego tenisa kobiet. Wolę się zajmować tym (tak powinien robić każdy szanujący się dziennikarz) niż uściskiem dłoni, na podstawie zdjęcia przedstawiającego fragment złudnej rzeczywistości. Agnieszka patrzyła w stronę Sabiny, a że nie w oczy, takich sytuacji w historii tenisa było setki, jeśli nie tysiące. Wiedzą o tym coś także Martina Navratilova i Lindsay Davenport. Uścisk dłoni pomiędzy Agnieszką a Sabiną był chłodny, ale absolutnie do zaakceptowania. Zupełnie nie rozumiem płodzenia przez dziennikarzy tekstów tylko na ten temat, aby wbić kolejną szpileczkę w najlepszą tenisistkę w historii Polski. Nie ma to nic wspólnego z rzetelnością, a ja takim stylem uprawiania dziennikarstwa się brzydzę!


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl