Ramires, Torres, Lampard, pechowcy profesjonalni…

Torres nie pomógł. Nikt nie pomógł. Przez 94. minuty piłka ani razu nie wleciała do bramki Van der Sara. Nic. Były słupki, fenomenalne obrony, tragiczne strzały, zmarnowane sytuacje… Ba, w 45. minucie z linii bramkowej piłkę wybił Evra. Jak zwykle. Szczęście na poziomie -1. Jeśli mam być szczery, to Chelsea jest najbardziej pechową drużyną w historii Ligi Mistrzów. Finał zawodnicy z Londynu przegrali w karnych. Pamiętamy, był też półfinał z Barceloną – gol w ostatniej minucie. Tak jak w Moskwie, i tu się mylił arbiter. Farta miał Manchester, co właściwie mnie nie dziwi. W bramce stanął wyleczony jakimś niezwykłym sposobem 40-letni Holender. Niestety, nie zagrał Kuszczak. Czemu niestety? Bo nie wierzę, żeby Polak powyciągał te wszystkie piłki. Van der Sar grał jakby był o połowę młodszy. Trzy lata temu powstrzymał Anelkę w rzutach karnych, teraz nie dał pokonać się teoretycznie nowej, ale równie nieskutecznej Chelsea.

Przy bramce Rooney’a widać było brak Davida Luiza. Nie mówię tutaj o błędzie stoperów, oni nie mogli nic zrobić. Myślę bardziej o beznadziejnym zachowaniu Bosingwy. Nieśmiertelny Ryan Giggs przyjęciem i jednym krokiem – dwoma ruchami – zostawił Portugalczyka na kilka metrów. Rozumiem, Walijczyk to prawdziwa legenda, ale bez przesady – Bosingwa jest o 10 lat młodszy. Giggs nie może wyprzedzać go o kilka metrów dwoma ruchami. Nie wierzę, żeby Bronislaw Ivanovic – wobec nieuprawienia Luiza do gry grał obok Johna Terrego – popełnił taki błąd. W ofensywie Jose spisywał się lepiej, to on podawał Torresowi, kiedy ten zmarnował najlepszą okację, ale to nie wystarczy na odkupienie win. Mam nadzieję, że w rewanżu spisze się lepiej.

Są tacy piłkarze, którzy w klubie są najlepsi, legendarni. Nawet jak nie idzie klubowi, to oni zawsze prezentują się całkiem przyzwoicie. W Chelsea takich piłkarzy jest dwóch: Lampard i Terry. Co do Franka, wczoraj zagrał 500-setny mecz w The Blues. Jubileusz może trochę nie trafiony, ponieważ nie był to mecz Lampsa. Wolałbym, żeby jego pięćsetką został mecz np. z Blackpoolem, gdzie strzelił dwa gole i zaliczył asystę. Na Stamford Bridge znowu miał pecha. To właśnie jego strzał z linii bramkowej wybił Evra. Tak mało zabrakło, żeby Lamps został bohaterem meczu…

Na bramkę Manchesteru nacierali wszyscy. W końcówcę do linii środkowej podszedł nawet Peter Cech. Wyglądało to, jakby to był rewanż, a Chelsea brakowało jednego gola do awansu. Przewaga The Blues jakaś oszałamiająca nie była, ale w drugiej połowie zarysowała się już wyraźnie. Posiadanie piłki zawodnicy Carletto mieli wyższe (57% – 43%), nie na wzór Barcelony, ale to oni częściej podawali ją do siebie. Strzały to wyraźna przewaga Chelsea. Zawodnicy Fergusona strzelali trzy razy: Park z wolnego sprzed pola karnego, Nani z 30 metrów i Rooney, kiedy padł gol. Zawodnicy z Londynu strzelali aż pięć razy więcej, w bramkę Van der Sara trafili siedem razy. Sześć razy groźnie, strzału, czy nawet podania Torresa z pierwszysch minut nie liczę. Piłka – oczywiście, a jakże by inaczej – nie wpadła.

Największego jednak pecha – czy inaczej, największej niekompetencji sędziego – doznaliśmy w końcówcę spotkania. Ramires wbiegł w pole karne, po chwili upadł. Przewrócił go Evra. Stuprocentowa jedenastka? Oczywiście, że nie! Trzech sędziów – liniowy, bramkowy i główny nic nie zauważyło. Prawie jak gol Lamparda na mundialu z Niemcami. Tylko że wtedy nie było tam arbitra bramkowego, a teraz był. I tak nie zauważył. W każdym razie, do pracy sędziów można mieć wiele zastrzeżeń. Nawet sam Ferguson przyznał, że karny powinien być! Z drugiej strony, Chelsea nie pokonała golkipera MU przez 90 minut, a swoje okazję miała. Nie jest to więc wina tylko sędziów…

Czy mamy jeszcze szansę na awans? Nie wiem. Terry i spółka potrafili wygrać z Manchesterem w lidze 2:1, nie tak dawno. Trzeba jednak zauważyć, że wtedy na boisku był Luiz. I to on strzelił gola. Różnica jest też taka, że to było na Stamford Bridge. A na swoim boisku Manchester rządzi i dzieli. W lidze na Old Traford stracił tylko dwa punkty! Na pewno byłoby łatwiej londynczykom, gdyby to oni wychodzili ze stadionu The Blues z zaliczką. Niestety, nie wychodzą i aktualnie większe szanse na awans ma zepół Alexa Fergusona.

Moje szanse na awans po pierwszym meczu: 60% – Manchester United/40% – Chelsea Londyn

 

 


pubsport.pl
Tomek Mądry
Pochodzę z Poznania, aktualnie mieszkam w Ząbkach. Kibic Chelsea, FC Koeln. To tyle. Jestem zwyczajnym, szarym człowiekiem, który postanowił się czymś interesować. Wybrał sport. Oprócz amatorskiego grania w piłkę nożną i uprawiania badmintona piszę także od listopada bloga. W styczniu założyłem nowy i teraz publikuje wpisy na obu adresach. Dnia 10 marca postanowiłem zarejestrować się na pubsport.pl i umieszczać również tutaj moją publicystykę. Na moim blogu i na pubsport znajdziecie na pewno co czwartek - felieton o Chelsea i wiele, wiele innych.
http://kwestor.blox.pl/html